ZNÓW KWITNĄ W TATRACH KROKUSY
(z Loży Szyderców)

Zimą ubiegłego roku obiecaliśmy naszym sąsiadom, Małgosi i Wiesławowi, że gdy zakwitną krokusy, zabierzemy ich w Tatry. Pierwotnie zamierzaliśmy wybrać się na wycieczkę w ciągu tygodnia, ale zawodowe zobowiązania zarówno moje jak i Marka udaremniły nasze plany i z konieczności pojechaliśmy podziwiać krokusowy cud natury... w niedzielę. Wybrali się z nami również rodzice Marka, a ponieważ poznali już Dolinę Chochołowską, uznaliśmy, że tym razem pójdziemy na Kalatówki.
Widząc na polanie strażników pilnujących kwitnących kwiatów z wrażenia oniemiałam :-)
A jednak. Musiało do tego dojść :-)
W tym roku było więc nico inaczej, co nie znaczy wcale, że bez eksceców. Strażników dwóch nie dało rady. Podczas gdy oni pilnowali aby nikt (również ja) nie przeszedł w poprzek polany po wydeptanej ścieżce (ale o co chodzi??? - to legalna ścieżka... Zawsze tu była...) miłośnicy ametystowych kielichów rajcowali, skakali, wylegiwali miejsca nieco powyżej, poza zasięgiem wzroku i wpływu zdesperowanego strażnika. Pan Strażnik, uzbrojony w mikrofon, gromkim głosem dyscyplinował niesfornych turystów i miotał się jak w ukropie aby ogarnąć całość.
Wróżę, że jako naród, stoimy przed niepowtarzalną szansą na wypromowanie nowej dyscypliny sportowej (narodowej) pod robocza nazwą "wykiwaj strażnika i stąd znikaj". Tzw. obcokrajowcy vel cudzoziemcy z błyskiem w oku fotografowali... "sportowców" zapominając, że to krokusy ich tu przywiodły, widać za bardziej unikatowe uznali zachowanie nas - Polaków niż łany kwitnących krokusów. Pląsy pośród szafranów zdają się przekraczać pokoleniowe podziały- radośnie fotografują się pomiędzy nimi zarówno szacowni emeryci jak i matki z małymi dziećmi, seksowne czterdziestki oraz odziane w outdorową, specjalistyczną odzież nastolatki opierające się na nowiusieńkich (nieużywanych?) kijkach trekingowych.
Krokusowe łąki wiosną łączą wszystkie pokolenia i wyraźnie ujawniają naszą narodową wrażliwość na piękno przyrody. Kiedy tak leżąc na dróżce fotografuję sobie kępkę krokusów, słyszę rozmowę dwóch Panów, ewidentnie Przyrodników. Panowie nieświadomi mojej obecności odkrywają przede mną nową perspektywę. Słuchając ich "naukowych"(?) rozważań sama zaczynam się nad ich punktem widzenia zastanawiać, aż pojawia się we mnie watpliwość, bo może ja trywaizuję i niepotrzebnie szydzę? A co jeśli to właśnie za sprawą tych działaczy-wolontariuszy-deptaczy na tarzańskich krokusowych łąkach panuje jeszcze harmonia i równowaga? Bo może to oni właśnie eliminując nadmiar kwiecia tak naprawdę chronią przyrodę? Skoro trzeba odstrzeliwać nadmiar dzikich zwierząt w naszych lasach (pasionych uprzednio przez samych myśliwych ziarnem kukurydzy), wycinać drzewa (w obawie, że zeżre je kornik- więc ubiegnijmy go)... to może trzeba też bronić tatrzańską przyrodę przed inwazją krokusów?
Czy ktoś wie ile nasion może wydać taki jeden kwiatuszek krokusa?
No! Rozsieje się toto wszędzie i nuże zagrozi temu wątłemu ekosystemowi!
Kiedy niespodziewanie pojawia się obok mnie mój mąż, zaniepokojony nieco moją dłuższą nieobecnością, mam podobno minę wskazującą na stupor. Otrząsam się i wzdrygam chcąc strącić z siebie "hipotezę naukową", do której zainspirowali mnie Panowie Przyrodnicy Miłośnicy Jasnego Pełnego. Tymczasem wstając zbyt gwałtownie z ziemi niezamierzenie wzbudzam popłoch u w/w "naukowców" i obaj krztuszą się zawartością aluminiowych puszek.
-Wiesz... za rok zamiast aparatu fotograficznego zabiorę dyktafon – zwierzam się w Markowe ucho. -Lubię święto krokusów :-) Za rok znów tu przyjedziemy! Koniecznie w niedzielę!
Marek niedowierza, niepokoi go najwyraźniej moje sarkastyczne nastawienie.

Nie zabawiamy zbyt długo na Kalatówkach, nasi przyjaciele nalegają na przejazd do Głodówki.
Chcą zobaczyć najpiękniejszą tatrzańską panoramę.

Wiesław zachwycony jest miejscem, jego rozanielony wzrok wynagradza mi wszelkie niedogodności. Rodzice też są zadowoleni z wyjazdu, więc bez żalu wracamy do Kuźnic, a potem udajemy się do schroniska na Głodówce i na Czarną Górę aby obejrzeć Tatry z jeszcze innej perspektywy :-) tym razem o zachodzie słońca.

Dorota

zobacz wszystkie zdjęcia

Krokusy w Tatrach kwitną od wieków, a my spotkaliśmy je w:

2015 2014 2012 2010 2009

Podziel się z innymi swoją opinią...