Kiedy wjeżdżamy w drogę wiodąca na Siwą Polanę już jest dla nas jasne, że dolina przeżywa niedzielne oblężenie, prawdziwy najazd spragnionych kwietnych wzruszeń, takich jak i my turystów. O tym, że jestem jedną z nich staram się pamiętać cały czas aby poprzez tę świadomość z pokorą znosić związane z tłumem niedogodności. Poszło precz marzenie o ciszy i spokoju, śpiewu ptaków nie słychać. Może i śpiewają ale ich głos ginie w gwarze rozmów, dziecięcych pisków i pohukiwań sfrustrowanych rodzicieli, przywołujących swoje maluchy do porządku. Czuję się jak onegdaj na nadmorskim deptaku. Piesi, rowerzyści, klienci chochołowskiego tramwaju i góralskich dorożek- wszyscy zmierzają do Doliny Chochołowskiej aby ucieszyć oczy kobiercami krokusów. Chłopaki z grubsza policzyli parkujące na polanie samochody: około 500 samochodów osobowych i 8 autokarów oraz pasażerowie zakopiańskich busów. Śmiało szacujemy, że nasza pięcioosobowa ekipa stanowi zaledwie 0,1% masy tłumu. Czuję się jakoś nieswojo w tym tłumie, w ogóle nie czuję atmosfery gór. Skupiam się na obserwowaniu (i podsłuchiwaniu) ludzi. Są tu reprezentanci prawie wszystkich grup wiekowych choć młodzieży zdecydowanie najmniej. Uczestnikami tegorocznej niedzielnej krokusowej wycieczki są głównie emeryci i rodziny z małymi dziećmi.
|