Wiosna na Kalatówkach
czyli o krokusach tudzież bundzu, oscypkach i żętycy…
W Tatrach kwitną krokusy, nieskończone łany fioletowych cudeniek rozścielają się na licznych łąkach. W tym roku wybieramy się na Kalatówki. Na tę wycieczkę zaprosiliśmy Marka z przyjaciółmi. Mamy przed sobą długi, słoneczny dzień, cel łatwy i uroczy, nie trzeba spoglądać na zegarek aby kontrolować czas. Codzienność niesie ze sobą tak wiele obowiązków ciasno rozłożonych w czasie, że ta nietypowa sytuacja, kiedy nic nie trzeba jedynie można- już przez to staje się odprężająca i błoga. Śpiew ptaków, szmer strumyka, wiosenne zapachy, delikatne ciepło słońca rozgrzewające także duszę i ta młodzieńcza energia naszych towarzyszy sprawiają, że jeszcze długo klimat tej wędrówki pozostanie w naszej pamięci. Jest 11:11 kiedy stajemy na Kalatówkach.
Ametystowe dywany rozścielają się na całej przestrzeni polany i tworzą niepowtarzalne krajobrazy,
co roku inne,
zawsze piękne.
Cudami tymi możemy się cieszyć za sprawą wypasanych na łąkach owiec. Nazywa się to kulturowym wypasem, którego nadrzędnym celem jest przeciwdziałanie przekształcaniu się polan reglowych w las.
Na Kalatówkach już tylko miejscami zalega śnieg, natomiast tatrzańskie szczyty wciąż pokryte są grubym śnieżnym kożuchem. Trafiliśmy na najlepszy moment dla krokusów, są w pełni kwitnienia, jedne mocno fioletowe, drugie liliowe a jeszcze inne białe.
Na Kalatówkach nie ma tłumów takich jak na Polanie Chochołowskiej zatem siadamy na przydrożnych kamieniach i kontemplując urodę spiskich szafranów spędzamy tam kilka godzin. Kanapki jak zwykle smakują nam wybornie. Szkoda, że nie kupiliśmy oscypków albo buncu. Tę stratę nadrabiamy dopiero w drodze powrotnej.


Przez chwilę rozważaliśmy podejście na Sarnią Skałą - przysłowiowy rzut beretem, zaledwie 300 metrów przewyższenia, 3,5km i tylko półtorej godziny... Ale czy warto rezygnować z tej sielanki na rzecz spaceru przez las? Nasi młodzi przyjaciele udają się na pobliskie wzniesienie, na które wiedzie czarny szlak i teraz patrzą na nas z góry. Dzwonią do nas a my robimy im zdjęcie.

Kiedy na polanie pojawia się cień powoli zbieramy się do powrotu. W drodze powrotnej zatrzymujemy się jeszcze na Głodówce, zaś w domu... całkiem nieoczekiwanie zjadamy jeszcze wspólnie przyrządzoną kolację - najpyszniejsze na świecie spaghetti.
Gdzie wybierzemy się w przyszłym roku aby podziwiać krokusy?
Na Toporową Cyrlę?
Na Turbacz?
Czy na Kalatówki?
PS.
W Tatrach jest zaledwie 30 polan, na których z zachowaniem licznych ograniczeń wypasa się wyłącznie owce i krowy miejscowych ras. Także pilnujące stada psy mogą pochodzić wyłącznie z miejscowej rasy podhalańskich owczarków. Bacowie zaś muszą posługiwać się góralską gwarą, nosić tradycyjny ludowy strój, używać tradycyjnego sprzętu i pielęgnować wszystkie pasterskie zwyczaje. Poza jednym wyjątkiem, mianowicie do klagania sera pasterze mogą używać podpuszczki syntetycznej zamiast tradycyjnej, otrzymywanej z żołądków mlecznych cieląt. Zanim wynaleziono syntetyczny substytut podpuszczki, przez setki lat żołądek cielęcy dokładnie czyszczono, płukano i zasolony suszono. Odcinane fragmenty tak spreparowanego mięsa moczono w przegotowanej i schłodzonej wodzie a płyn po przecedzeniu, nazywany klagiem, dodawano do świeżo udojonego mleka.
Oscypki, bryndzę, bundz, żętycę można kupić w bacówkach na Polanie Chochołowskiej, u wylotu Doliny Lejowej, na Wyżniej Kirze Miętusiej, w Dolinie Kościeliskiej, pod Kuźnicami, na Rusinowej Polanie i na polanie Kopieniec. Niestety na Kalatówkach nie. Najstarsza wzmianka o serze wytwarzanym przez karpackich pasterzy pochodzi z XIV wieku.
Do Polski tradycja zbiorowego wypasu owiec dotarła za pośrednictwem wołoskich pasterzy pochodzenia rumuńskiego, wędrujących między XIII a XVIII wiekiem od Bałkanów przez Karpaty po Śląsk i Morawy. Osiedlający się w Polsce Wołosi dali początek wielu wsiom karpackim.
Oryginalne sery owcze wytwarza się od maja do początku października, dopóki owce pasą się na halach.
Krokusowe wzruszenia zawdzięczamy zatem owcom i... mrówkom. W naszym ogrodzie, jak to mówią górale, mrówek jest „od groma”. Posadziłam w zeszłym roku cebulki krokusów, które tej wiosny skromnie zakwitły. Odwalaliśmy solidnie robotę za cały kierdel owiec... ciekawe czy mrówki beskidzkie również gustują w nasionach krokusów? Bo jeśli tak to spodziewam się za kilka lat mieć swoją prywatną polanę krokusową. Po co?
Wiadomo! Żeby wiedzieć kiedy kwitną w Tatrach (zawsze kiedy przekwitają na nizinach).

O owczych specjałach i tradycji wypasania owiec bardzo interesująco piszą autorzy strony: owcaplus.pl
Jako wielbicielka żętycy z przyjemnością zacytuję ich słowa:
„Być może kiedyś żętyca z polskich Tatr doczeka się takiej popularności jak sery serwatkowe ricotta we Włoszech czy brocciu na Korsyce, a oscypek będzie miał zastrzeżoną markę, jak peccorino z Sardynii – najstarszy włoski ser owczy, który wyrabiano już za czasów Cesarstwa Rzymskiego”.
Podziel się z innymi swoją opinią...