Relacje z podróży

perforacja

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

perforacja


Zaklinanie,   czarowanie...

       Królewna Śnieżka. Któż z nas nie zna tej bajki? Śliczna dziewczyna śpiąca kamiennym snem za sprawą złych mocy. Będąc dzieckiem zawsze marzyłem by być królewiczem który ją obudzi - któż z nas nie miał takich marzeń? Kiedy dorosłem - postanowiłem ją osobiście poznać a może i odczarować. 24 stycznia zebrałem ekipę czarowników oraz czarodziejek i wyruszyliśmy do Śnieżnego Królestwa.

       Naszą wędrówkę rozpoczynamy w Dolnym Karpaczu około godziny 6.30 po 9 godzinach spędzonych w autobusie. Jest ciemno więc decydujemy się na spacer po mieście by rozprostować kości i rozgrzać się marszem. Karpacz Dolny położony jest na wysokości około 500 mnpm a początek szlaku na 850 mnpm więc mamy do pokonania 350 metrów w górę. Rozgrzewka jak się patrzy. Chodnik którym wędrujemy wzdłuż głównej ulicy miasta jest oblodzony i kilka razy na własnej skórze czuję siłę ziemskiego przyciągania. Na ulicach pusto. W naszych żołądkach też, więc rozglądamy się za jakimś miejscem by zjeść śniadanie. Niestety - o tej porze wszystko zamknięte. Udaje się nam to dopiero w Górnym Karpaczu tuż obok Świątyni Wang. Potem zwiedzamy jeszcze sam kościółek - perełkę drewnianej architektury i jedną z głównych atrakcji Karpacza. Przeznaczamy na to godzinkę czasu i parę minut po dziesiątej kupujemy bilety wstępu do KPN-u i kilka minut przed dziesiątą wkraczamy na niebieski szlak prowadzący do Akademickiej Strzechy.

       Szlak lekko przyprószony śniegiem na początku jest szeroką na kilka metrów brukowaną granitem leśną drogą. W powietrzu wilgoć a widoczność marna ale pocieszamy się, że na razie i tak w lesie nie ma nic ciekawego do zobaczenia. Po kilkunastu minutach las się przerzedza a spomiędzy chmur zaczyna nieśmiało przeglądać słońce. Wpatrujemy się w miejsce gdzie powinna być Śnieżka ale udaje się nam dostrzec tylko stoki Turka i Kopy oraz szusujących po nich narciarzy. Jest ciepło i bezwietrznie ale widać, że w wyższych partiach gór wieje spory wiatr bo chmury szybko przemieszczają się z północy na południe. Po niecałej godzinie docieramy na Wielką Polanę do rozstaju szlaków. Stąd w prawo można skręcić Ścieżką nad Reglami na Pielgrzymy - śliczną grupę skałek przypominających krajobrazy Gór Stołowych.

       Do Pielgrzymów jest tylko pół godziny drogi ale tym razem odpuszczamy i udajemy się w lewo w najkrótszą drogą w stronę celu naszej dzisiejszej wędrówki: Domu Śląskiego. Szlak niebieski którym się poruszamy jest ruchliwą drogą bo kilka razy mijają nas skutery śnieżne dostarczające zaopatrzenie do karkonoskich schronisk. Od tego miejsca zaczynamy też spotykać innych turystów. Szlak biegnie prawie poziomo więc mamy okazję by wyrównać oddech. Śniegu jest tu znacznie więcej i gdy próbuję sfotografować wystające spod sniegu korzenie wpadam w zaspę prawie po pas. Po drodze mijamy coraz piękniejsze świerki przystrojone w puchate śniegowe futerka a także uschnięte stare drzewa i wiatrołomy. Po prawej stronie spoza coraz rzadszych drzew ukazuje się Kocioł Małego Stawu. Kozim Mostkiem mijamy Łomnicę i zaraz szlak wznosi się ostro w górę. Znowu zadyszka i luzowanie kurtek. Ostry zakręt w lewo, długa prosta, zakręt w prawo, znowu prosta i stajemy na brzegu lasu. Przed nami masywna bryła schroniska. Uff!!!

       Jest południe kiedy wchodzimy do Strzechy Akademickiej. Czas na drugie śniadanie i chwilę odpoczynku. Ja z Robertem zajmujemy się jedzeniem podczas gdy nasze czarodziejki rzucają długie spojrzenia w stronę przystojnego barmana z pięknym tatuażem na przedramieniu. Po pysznym posiłku ubieramy plecaki i wychodzimy na zewnątrz. Tu przez chwilę podziwiamy panoramę Kotła Małego Stawu i coraz lepiej widoczną Kotlinę Jeleniogórską a potem ruszamy w górę. Zimowy przebieg szlaku wyznaczają drewniane tyczki pokryte cudnymi lodowymi chorągiewkami. Zresztą wszystko wokół zaczyna robić się bajkowe. Nic w tym dziwnego - wszak jesteśmy w Krainie Królewny Śnieżki! Podejście jest dosyć strome, głównie zawiane śniegiem a fragmentami bardzo oblodzone. Wczoraj bardzo mocno tutaj wiało i obserwując webkamerę z Karpacza miałem wątpliwości czy uda się nam dotrzeć na miejsce. Na szczęście dziś jest przyzwoita pogoda i ciężkie śniegowe chmury zaczynają się rozrzedzać otwierając przed nami dalekie widoki na Kowary i Jelenią Górę.

       Dochodzimy do miejsca gdzie niebieski szlak rozwidla się: na prawo biegnie wersja letnia a w lewo skręca jego wersja zimowa. Ta druga jest nieco dłuższa lecz bezpieczniejsza i bardziej urozmaicona widokowo. Od tego punktu nie jest już tak bardzo stromo ale za to pojawia się wiejący w oczy zimny wiatr. Chmura rozrzedza się na dobre i ukazuje nam bardzo pożądaną ognistą kulę Słońca. Po drodze mijamy kilka pokrytych szronem rzadkich tutaj liściastych drzew i cudowne formy zahibernowanych w lodzie świerków. Niektóre z nich przypominają... baśniowe krasnale, inne kroczących pochylonych staruszków lub zakapturzone postaci mnichów. Na horyzoncie pojawia się cel naszej dzisiejszej wedrówki i nasza przystań: Schronisko Dom Śląski.

       Z zewnątrz paskudna, blaszana, budząca socjalistyczne skojarzenia, żółta buda nabiera uroku zaraz po przekroczeniu jej progów. Nas dzieli od niej jeszcze kilkanaście minut drogi. Niebieski zimowy szlak obniża się nieco i łączy z czarnym zwanym Śląska Drogą który wiedzie Białym Jarem od dolnej stacji kolejki krzesełkowej na Kopę do Domu Śląskiego. Skręcamy w prawo i po chwili docieramy do kolejnego zbiegu szlaków: tym razem z prawej strony dołącza czerwony, biegnący z Przełęczy Karkonoskiej.

       Tuż przed piętnastą stajemy u celu naszej wędrówki. Dookoła snują się szarawe chmury, śnieg przybrał brudnokremowy odcień i tylko na zachodzie przedwieczorne słońce wprowadza odrobinę intensywnych ciepłych barw. Nasze schronisko: trzykondygnacyjny budynek z brzydkiej żółtej trapezowej blachy z równie szpetnym szarym blaszanym dachem jest zasypane śniegiem aż po parapety okien parteru. Dach pokryty kilkucentymetrową warstwą lodu a z rynien zwisają długie lodowe sople. Nie jest ono ładne ale ma jedną wielką zaletę: do blachy nie przywiera szron i śnieg. Podchodzimy kawałek w stronę Upskiej Jamy by porównać ilość śniegu - jest go chyba tyle samo co w Kotle Łomniczki, mimo tego, że jest to nasłoneczniona południowa strona; potem przekraczamy próg schroniska.

       Za progiem wita nas ciepłe i przytulne wnętrze oraz mili gospodarze. Dokonujemy formalności meldunkowych a potem na górę do pokoju. Czteroosobowa "Dziesiątka" która nam się dostała jest duża i jasna - zdejmujemy odzież i schodzimy do jadalni na kolację. Tam znajdujemy same pyszności i to w przyzwoitych cenach (15-25 zł za naprawdę obfity posiłek). Jedynie "napitki" są drogie: litrowa Cola kosztuje 9zł, duże piwo 7zł, małe 5zł, kawa i herbata w normalnych cenach a wrzątek - gratis. Po długiej kolacji wspinamy się schodami na górę a tam z kartki wiszącej na drzwiach pokoju dowiadujemy się, że cisza nocna trwa tutaj od 22 do 7 rano a ciepła woda jest w umywalni tylko przez dwie godziny: od 18 do 20. Szybka decyzja - wskakujemy pod prysznice. Rzeczywiście woda jest ciepła a nawet gorąca! Pozostałą część długiego wieczoru spędzamy na grach towarzyskich i zaklinaniu pogody na jutrzejszy dzień.


...i tak nastała noc, a po niej kolejny dzień...

Marek & Robert,      2009-01-24

perforacja

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

Karkonosze

perforacja

Podziel się z innymi swoją opinią...