Przed kilkoma miesiącami natrafiłem na jedno z nowszych dzieł Erica Emmanuela Schmidta '"Kobieta w lustrze"
Kiedy otworzyłem wolumin na chybił-trafił, natrafiłem ten oto fragment:
"Powolutku odwróciła się w stronę wilka i czekała aż podejdzie.
Posuwał sie w linii prostej, prężąc się na zwinnych łapach w taki sposób, że górna część ciała zdradzała agrsję, dolna zaś nonszalancję. Zjeżył sierść na grzbiecie, uniósł ogon, uszy wystawił do przodu i groził Anne swymi zębiskami, odsłaniając długie niczym sztylety kły, mocno osadzone w wielkiej paszczy złowrogo toczącej pianę.
Anne zgięła kark w geście uległości.
Zdziwiony wilk zatrzymał się dwa metry od niej.
Anne spuściła powieki, lecz zerkając przelotnie, obserwowała go z przerażeniem, drżąc ze strachu, że w każdej chwili może się na nią rzucić. Ponad obnażonymi kłami nieruchome żrenice wilka połyskiwały w sposób niemal nadprzyrodzony. Nie odbijały mdłego blasku księżyca czy gwiazd, uwięziły natomiast pomarańczowe światło dnia, by zwrócić je nocy. Te oczy nie zadowalały się jedynie patrzeniem, lecz rozświetlały ciemność. Anne i wilk trwali naprzeciw siebie (...)
Odważnie, lecz bez gwałtownych ruchów, uniosła głowę i utkwiła wzrok w oczach wilka.
Wreszczie patrzyli na siebie.
I dzięki temu spojrzeniu natychmiast się zrozumieli..." *
Schmidta już wcześniej czytywałem, i nawet można powiedzieć że darzyłem sympatią, więc bez ociągania zabrałem się do lektury. Książka bardzo mnie zaskoczyła, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Można powiedzieć, że przeczytałem ją "jednym tchem".
Nic więc dziwnego, że gdy pojawiła się możliwość pojechania do Brugii... skawpliwie skorzystałem z nadarzającej się okazji!!!
Z drżeniem serca wysiadałem z autokaru: oto dotykam tej samej ziemi na której przed wiekami Anne straciła życie...
Czy znajdę ślady?
Czy poczuję to co przed laty w Pompejach?
Czy jak ona doświadczę zachwytu?
Czy nie jest to znakiem, że zwiedzanie Brugii zaczęliśmy właśnie od beginarza?

"Anne poweselała, odkąd przystała do beginek. Mieszkanie z kobietami, które akceptowały los polegający na wykluczeniu - czy wręcz go poszukiwały - zachęcało ją do wytyczania własnej drogi. Tak, można było sobie stawiać inne cele niż sprzątanie, znoszenie męskiej dominacji, rodzenie i przewijanie bachorów. Tak właśnie rozumowały te, które ją otaczały, czy pochodziły z arystokracji, czy z ubogich dzielnic. Wolały mieszkać razem, we wspólnocie, która nie była ani zamknięta, ani zakonna, pracować i pogłębiać wiarę, wiodąc życie poświęcone ascezie i modlitwie.
Chociaż przestrzegały pewnych pisanych reguł, nie składały ślubów i tylko od nich zależało, czy zostaną, czy odejdą. Brugijski beginaż był miastem przylegającym do miasta. Otoczony wodą, łatwiej dostepny dla kaczek i łabędzi niż dla ludzi, wznosił sie niczym wyspa pośród domów. Po przejściu przez łukowaty most zapuszczało sie w miejsce, gdzie zabudowania i roślinność współistniały w pełnej harmonii. Pośród budynków, wystając ponad fasady, rosły drzewa, tworzące kolumnadę naturalnej katedry filtrującej światło przez liściaste witraże, wzmacniającej śpiew ptaków, wzywającej do spoglądania w niebo do oddawania sie kontemplacji (...)
...dlatego tutaj Anne, zamiast cierpieć, że jest inna, zgłębiała własną wyjątkowość. Jej mysli, które znajdowały wreszcie czas, by sie rozwijać, mogły ulecieć." *

Fizycznych śladów Anne nie znalazłem. Być może brak czasu i pośpiech to sprawił, a może brak wewnętrznego wyciszenia, które nie przychodzi na zawołanie.
Żywię jednak przekonanie, że godziny spędzone na tej ziemi owoce przyniosą w swoim czasie. Pozostało błogosławione uczucie którego doznaję wszędzie gdzie historia zmiażdżyła swym kołem poprzednie pokolenia. Tak było w kryptach wawelskich, w Pompejach, w Coloseum, na Vysehradzie...
Anne zostawiła jednak w mych myślach trwały slad i przekonanie że zanim posłucham głosów innych ludzi, wpierw muszę usłyszeć swój własny.
Głos serca.

Ruszamy w miasto wąskimi, tętniącymi życiem, kolorowymi uliczkami.
Gród o nazwie Bruggia (nazwa wywodzi się od norweskiego Bryggja, co oznacza cumowniczych) powstał na tych terenach już w IV w. Dzięki dostępowi do morza poprzez kanał Zwin jego mieszkańcy trudnili się handlem pomiędzy Gallami a Rzymianami. Około 650 r. św. Eligiusz przynosi na te ziemie chrześcijaństwo a sto lat później Bruggia nawiązuje stosunki handlowe ze Skandynawią. Pod koniec IX w. pierwszy hrabia Flandrii, Baldwin I Żelazne Ramię ufortyfikował miasto. Między XI a XV w Bruggia stała się najważniejszym ośrodkiem handlowym w zachodniej Europie.

Mieszkańcy regionu zajmowali się tkactwem, handlem i produkcją sukienniczą. Wśród jego najważniejszych ośrodków gospodarczych była Brugia, określana w literaturze historycznej mianem kolebki europejskiego kapitalizmu. Kupcy z Genui i Wenecji przybywali tutaj by zaopatrywać się w najprzedniejszą angielską wełnę.

W 1290 roku Bruggia uzyskała prawa miejskie. W tym okresie nastąpił gwałtowny rozkwit i rozbudowa miasta (Dzwonnica, Kościół Matki Bożej, Katedra św. Zbawiciela, Szpital św. Jana). Tworzył tu Jan van Eyck (1390-1444) oraz Hans Memling (1440-1494), których dzieła możemy dziś podziwiać w Memlingmuseum i Groeningemuseum.

W centralnej części Grote Markt stoi monument z dwoma postaciami trzymającymi rękojeść tego samego miecza. To rzeźnik Jan Breydel i tkacz Pieter de Coninck - przywódcy powstania flamandzkiego przeciwko wojskom francuskim króla Filipa IV Pięknego.

18 maja 1302 r. tkacze z Brugii pod wodzą Pietera de Connincka zmasakrowali francuski garnizon (tzw. jutrznia brugijska). Potem powstanie rozszerzyło się na cały kraj.

Zakończeniem tego zrywu była bitwa pod Courtrai, stoczona 11 lipca 1302 roku. Liczące 60 tys. ludzi siły powstańców, składające się z flamandzkich chłopów, farbiarzy, tkaczy i rzeźników, uzbrojonych w topory, widły i piki, pokonały doborową armię francuską zrzeszającą kwiat rycerstwa europejskiego. Na pobitewnym polu znaleziono 700 złotych ostróg, i stąd starcie to często jest nazywane „Bitwą złotych ostróg”.
Pomnik ten zdobi na bruggijski rynek od 1887 roku.

Grote Markt jest pierwszym z miejskich rynków, to tu od poczatków istnienia miasta odbywały się targi. Najbardziej charakterystyczną budowlą jest ponad 80-metrowa wieża dzwonnicza zwana Beffroi. Była ostatnim bastionem obronnym miasta. Na jej szczyt prowadzi 366 stopni gdzie umieszczono 47 dzwonów zestrojonych harmonicznie. Kiedyś służyły one wygrywaniu sygnałów informujących mieszkańców o życiu miasta lub zagrożeniu a współcześnie grywane są na nich koncerty dla turystów. Na wieży znajduje się również platforma widokowa skąd można podziwiać rozległą panoramę miasta.

Wokół rynku stoją barwne niewysokie kamieniczki, skrywające w swych wnętrzach sklepiki i restauracje. Warto również zwrócić uwagę na Provinciaal Hof, czyli dawny budynek sądu, oraz zabytkowy budynek Poczty.
Poczta w Brugii była jedną z pierwszych w Europie!
Nieopodal, o przysłowiowy rzut kamieniem znajduje się nieco mniejszy plac, również pełniący funkcję miejskiego rynku.
Drugi z brugijskich rynków zwany Burg, przy którym stoją ratusz miejski i Bazylika Świętej Krwi.

Zdjęcia wnętrza ratusza oraz informacje historyczne można znaleźć tutaj.

Herb Bruggi liczy sobie ponad 700 lat. W tym czasie przeszedł kilka zmian. Przedtawia niebieskiego lwa flandryjskiego ze złotym naszyjnikiem zwieńczonym krzyżem, umieszczonego na ośmiopolowej srebrno-czerwonej tarczy. Tarcza ta trzymana jest przez złotego lwa z czerwonymi pazurami i językiem, oraz brunatnego niedźwiedzia w srebrnej obroży, który według legendy był najstarszym mieszkańcem Bruggi. Nad tarczą znajduje się gotycka litera b zwieńczona złotą koroną.
Herb ten został po raz pierwszy użyty przez hrabiego Flandrii, Gwidona de Dampierre w roku 1304. W siedemnastym wieku dodano do herbu niebieską wstegę z napisem S.P.Q.B. (Senatus Populus Que Brugensis). Motto to pochodzi z czasów starożytnego Rzymu i wskazuje na autonomię administracyjną i sądową miasta.
Herb oficjalnie został przyjęty przez miasto 20 października 1819 roku.

Fasadę brugijskiego ratusza zdobi 49 kamiennych figur przedstawiających postacie biblijne oraz ludzi związanych z historią Flandrii.

Po obejrzeniu ratusza udajemy się do górnej, gotyckiej kaplicy Bazyliki Świętej Krwi (Heilig-Bloed Basiliek), gdzie codziennie między godziną 14 a 16 wystawiany jest relikwiarz zawierający fragment tkaniny z chusty św. Weroniki.
Górna kaplica została wzniesiona w stylu gotyckim pod koniec XV w.

Fresk nad ołtarzem (1905 r.) przedstawia scenę ukrzyżowania
oraz miasta gdzie Chrystus rozpoczął i zakończył swe ziemskie życie.
Poniżej ukazany są sceny podróży relikwii do Brugii.

Natychmiast po wejściu zachwycają nas piękne, kunsztowne witraże powstałe około 1845 roku i przedstawiające władców, którzy panowali we Flandrii od Filipa Śmiałego (1342-1404) do Marii-Teresy (1717-1780).

Relikwia ta jest najcenniejszym belgijskim sacrum.
Ubezpieczono ją na 16 000 000 E, a nad jej bezpieczeństwem - oprócz elektroniki - zawsze w pobliżu czuwają dwie osoby. Każdy może zobaczyć ją z bliska podchodząc pojedyńczo do szklanej urny. Czas adoracji zależy głównie od ilości osób oczekujących w kolejce. Każdy z podchodzących otrzymuje pamiątkowy folder z modlitwą w kilkunastu językach oraz zdjęciem relikwiarza (fotografowanie jest zabronione).
czytaj więcej...

Po oddaniu hołdu udajemy się w drogę powrotną do autokaru. Oczywiście wykorzystujemy każdą nadarzającą się okazję by czas zatrzymać w kadrze...

Na koniec odwiedzamy jeszcze słynny brugijski browar De Halve Maan w którym od 1856 r produkowane są wspaniałe gatunki piwa. Choć na degustację brakuje już czasu, to przecież prawie każdy z nas wychodzi stamtąd z większym lub mniejszym zapasem szlachetnego napoju.

Ruszamy w dalszą drogę. Czeka na nas Gandawa.

* - w tekście wykorzytałem fragmenty książki Erica Emmanuela Schmitta "Kobieta w lustrze"

Podziel się z innymi swoją opinią...