- No nie… - odpowiedział Antoś. - Najpierw musiałem zastrugać kredki, wszystkie były połamane. Potem musiałem pójść do toalety bo na przerwie nie zdążyłem… - wyliczał Antoś.
- To może dlatego brakło ci czasu? - zapytała mama.
- Nie! To pani jest niesprawiedliwa! - upierał się chłopczyk.
- A co według ciebie znaczy „sprawiedliwie”? - zapytała mamusia.
- Sprawiedliwie znaczy RÓWNO! - szybko odparł Antoś.
- Jesteś tego pewien? - zdziwiła się mama.
- Tak!
Tego dnia na obiad Antoś nie dostał swojej ulubionej marchewki. Wszyscy musieli jeść ulubioną kapustę taty, na dodatek z zasmażką.
- Dlaczego nie zrobiłaś mamusiu dla mnie surówki z marchewki? - zdziwił się Antoś.
- Żeby było sprawiedliwie - odpowiedziała z uśmiechem mama.
Na podwieczorek wszyscy dostali ulubiony budyń Antosia. Tym razem chłopczyk był bardzo zadowolony ale nachmurzone miny jego braciszka i siostrzyczki odebrały mu przyjemność jedzenia.