Na kolacji sytuacja powtórzyła się. Wszyscy musieli pić mleko choć lubiła go tylko Zosia. Ale trudno, musiało być SPRAWIEDLIWIE.
- O co chodzi z tą sprawiedliwością? - zapytał Antoś mamę leżąc już w łóżeczku.
- Bo widzisz synku, sprawiedliwie to wcale nie znaczy równo. - I mamusia zamiast bajki opowiedziała dzieciom o sprawiedliwości.
- Acha! Zawołał uradowany Antoś! Już wiem! Sprawiedliwie jest jak wszystkim nam dajesz owoce ale mnie pomarańcze, Krzysiowi banana a Zosi gruszki!
- Tak, sprawiedliwie jest nie wtedy gdy jest równo, ale wtedy gdy każdy dostaje to, co potrzebuje - potwierdziła mamusia.
- Wiesz… - przerwał zawstydzony Antoś. - Jakbym miał zastrugane kredki to nie brakło by mi czasu na rysunek.
- A dlaczego rysowałeś krócej? - spytała mamusia.
- No... wiesz… Tylko Staś miał więcej czasu… On ma niesprawne ręce…
Mama przytuliła Antosia a potem powiedziała.
- Jestem z Ciebie dumna, wiesz? Bo potrafisz znaleźć swój błąd i się do niego przyznać.
- Lubię moją szkołę - powiedział Antoś. - Panią też lubię. I Stasia też… - zamruczał, ziewnął i zasnął snem sprawiedliwego.