Zróbmy coś szalonego
licencja:

- Dobre- potwierdził. A potem na spółkę z tatusiem zjedli wszystko. A jak zjedli... to zrobili następny kogel-mogel.
- Ach! To były czasy! - westchnął tata oblizując ostatnią łyżeczkę „eliksiru zdrowia” i opowiedział Stasiowi o chlebie jedzonym ze śmietaną tak gęsta, że można ją było kroić nożem, o smażonych na żeliwnym blacie pieca szatkach ziemniaków i o ziemniakach pieczonych w popiele… które były specjałami w jego dzieciństwie. Staś słuchał bardzo uważnie opowieści taty i nawet nie zauważyli jak wróciła mamusia.
- Co wy narobiliście?! - zgorszyła się mama widząc stertę skorupek z jajek i słoik białek, pozostałość po koglu-moglu. - I jak ja teraz upiekę ten urodzinowy tort? - Była naprawdę zmartwiona.
Tatuś i Staś czuli się winni i widząc ich smutne miny mama powiedziała:
- Też lubię kogel- mogel. Zostawiliście trochę dla mnie?
Nie zostawili ale były jeszcze dwa całe jajka i tatuś zrobił dla mamy nową porcję kogla mogła. I już mamusia wcale nie martwiła się o tort urodzinowy. A Staś nawet powiedział, że on wcale nie lubi urodzinowych tortów ale skoro tort musi być to najlepiej niech będzie z „bialeśników”
- A co to takiego te bialeśniki? - zdziwiła się mamusia.