Dzieci były bardzo onieśmielone i speszone, cała trójka, Matylda też. Jak dobrze, że była z nimi jej mama, która uprzejmie przestawiła dzieci.
- Matyldo, oto twoi goście.
- Jestem Tosia - zawołała dziewczynka dziarskim głosem i z entuzjazmem wyciągnęła w kierunku Matyldy rękę.
Szybko ją jednak cofnęła widząc grymas na jej twarzy. Tosia spuściła wzrok spoglądając na swoje dłonie. Przecież były czyste! O co chodzi?
- Ja jestem Franek - powiedział niepewnie chłopczyk i natychmiast zerknął na swoją przyjaciółkę.
- To zostawiam was samych - powiedziała z uśmiechem mama Matyldy. I wyszła. No tak…
Dzieci zostały same. I jakoś wcale fajnie nie było.
- Ona nas tu wcale nie chce - przemknęło Franiowi przez myśl.
- Jesteśmy jej niepotrzebni - pomyślała w tej samej chwili Tosia.
- Na pewno mnie nie polubią - pomyślała Matylda.
W pokoju zaległa nieprzyjemna cisza.
- Robisz zdjęcia ptakom? - odważnie, choć drżącym głosem zapytała po chwili Tosia.
- Tak! – Matylda najwyraźniej ożywiła się.
- A dlaczego siedzisz na tym dziwnym fotelu? - zapytał Franio.