W pokoju znów zapanowała cisza. Dzieci stały wciąż blisko drzwi i jakoś nie miały odwagi podejść bliżej do Matyldy, a ona także ich wcale do tego nie zachęcała.
- No dobra - niespodziewanie odezwała się szorstko dziewczynka.- Powiem wam i będziecie sobie mogli wreszcie pójść.
- Nie chciałaś abyśmy przyszli - bardziej stwierdziła niż zapytała Tosia.
- Jasne, że nie. Ale mama chciała - chłodno oznajmiła Matylda.
- To może my już sobie pójdziemy - zaproponował Franio a Tosia milcząco przytaknął kiwnięciem głowy.
- Możecie zostać – powiedziała dziewczynka - Bo wiesz… - zwróciła się teraz do Tosi - mnie nie wolno dotykać… bo łamią mi się kości. I ze mną nie da się w ogóle w nic bawić. Ja jestem prawie zawsze… połamana…
W pokoju znów zaległa nieprzyjazna cisza. Przerwał ją cichy głos Frania:
- Z każdym można się bawić- powiedział niepewnie chłopiec.
- Ze mną nie można- kategorycznie sprzeciwiła się Matylda.
- A my znamy mnóstwo zabaw- ożywiła się Tosia.
A potem Tosia i Franio opowiedzieli dziewczynce o wszystkich zabawach gdzie wcale nie trzeba się dotykać, ani biegać.