I tak też się stało. Następnego dnia obie mamy najpierw porozmawiały ze sobą. Kolejnego dnia porozmawiały z mamą Matyldy. A kilka dni później mama Matyldy zaprosiła Tosię i Frania w imieniu córki.
- Zanim spotkacie się z Matyldą - zawiesiła głos - chcę was prosić abyście byli bardzo ostrożni i nie dotykali jej. Resztę opowie wam Matylda.
- Czy Matylda jest chora na coś zaraźliwego? - zapytał odważnie Franio.
- Nie - szybko uspokoiła go mama Matyldy.
W sobotę Franio i Tosia, mama Frania i mama Tosi ubrani w eleganckie ubrania, z piernikami w kształcie kotów wybrali się z wizytą do sąsiadek. W drzwiach przywitała ich uśmiechnięta mama Matyldy.
- Dzień dobry, czekamy na was.
A potem bardzo przejęte dzieci zaprowadziła po bardzo stromych schodach na piętro, gdzie mieścił się pokój dziewczynki. Dzieci bacznie się rozglądały wokół, dom był bardzo stary i było w nim mnóstwo starych rzeczy.
- Jak w pałacu - pomyślała Tosia wyobrażając sobie, że Matylda jest księżniczką.
I rzeczywiście, Matylda wyglądała jak śliczna księżniczka. I siedziała jak na tronie. Tylko ten tron był na kółkach.