Jest już za późno... nie jest za późno!
czyli Kieżmarski Zielony Staw 22 października 2017 roku

Minęło wiele miesięcy...

Kontuzja kolana, jakiej nabawiłam się podczas letniej wędrówki w Tatrach, a później skręcona kostka (podczas spaceru asfaltową drogą z gigantycznymi dziurami) sprawiły, że dopiero późną jesienią wybraliśmy się ponownie w Tatry. To była poniekąd taka... "podróż sentymentalna".
Gdy nasi przyjaciele zadzwonili z zaproszeniem na popołudniową kawę postukali się w czoła (tak kochani, wszystko było słychać, wydało się) dowiedziawszy się dokąd zmierzamy. Właściwie to nawet nie samo miejsce wprawiło ich w zdumienie ile pogoda jaka owego dnia panowała w Tatrach- i nie tylko. Było mglisto-dżdżyście, zawiesiście, bezwidokowo i dość ponurawo. Istniała nikła nadzieja, że spotkamy kogoś na szlaku.
Cóż... tłumów nie było ale ludzi, mimo wszystko, około dwudziestu spotkaliśmy, w tym przybyszów z Węgier. Jak widać prawdziwa miłość nie zna barier.
A Zielony Staw piękny jest zawsze. Miło jest wracać w dobrze znane strony, choć w górach zawsze jest inaczej. Wszędobylska mgła otuliła ciszą całą dolinę. W takiej ciszy każdy dźwięk nabiera głębi i wyrazu, w takiej szarości każdy kolor wydaje się intensywny i pełen blasku, a chleb z masłem smakuje jak najbardziej wyszukane delikatesy.
Remontujacy szlak pracownicy uprzejmie przerywali swoje zajęcia chcąc nas przepuścić i byli równi zadowoleni z życia jako i my :-) Magia gór?
Żałuję, że nie zapytałam ich co wiedzą na temat promienistych wyżłobień w wielu skałach znajdujących się na szlaku.
Kieżmarska Biała Woda szemrała subtelnie a sam Zielony Staw majestatycznie zastygł w bezruchu. Ale, ale! Kiedy spacerowaliśmy wzdłuż jego brzegu zauważyliśmy dziwne zjawisko. Otóż z dna stawu wydobywały się na powierzchnię jakieś gazy. W kilku miejscach zauważyliśmy wstążeczki maleńkich bąbelków, które raz po raz mąciły lustro wody. I nie ma w tym odrobiny przesady - srebrne lustro wiernie odbijało w wodnej toni Jastrzębią Turnię i budynek schroniska.
Zastanawialiśmy się nad pochodzeniem tych bąbelków ale tak wiele teorii pojawiało się...
Do auta wróciliśmy na kilka minut przed zapadnięciem absolutnej ciemności.
Trasa łatwa i dostępna o każdej porze roku o wielu walorach przyrodniczych i co najmniej dwu ciekawych możliwościach dalszej wędrówki. Nie będziemy jednak wyważać otwartych drzwi, zatem nie widzę potrzeby powielania informacji już istniejących w necie.
Podzielimy się jeszcze tylko odrobiną zdjęć ;-)

Podziel się z innymi swoją opinią...