Relacje z trekkingów
odstepnik

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

swinica

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

Przełęcz Zawrat

kreska_pionowa_czarna kreska_pionowa_szara
Inwersja
czyli cuda na Zawracie

Pierwsze przymiarki do zimowych Tatr zrobiliśmy w listopadzie wędrując do Doliny Gąsienicowej a następnie przez Przełęcz Karb do Czarnego Stawu Gąsienicowego zaś drugiego dnia pod Przełęcz Krzyżne. Jednak teraz to było już całkiem zimowo. 12 grudnia przywędrowaliśmy do Doliny Pięciu Stawów Polskich już po zmroku. Mróz sięgał kilkunastu stopni poniżej zera i para z ust natychmiast zamarzała na moich włosach pokrywając je siwą mgiełką drobnej szadzi. Następnego dnia wybraliśmy się na Przełęcz Szpiglas jednak tuż przed szczytem zrezygnowaliśmy z uwagi na bardzo słabą widoczność i kłopoty z odnalezieniem szlaku. Kiedy zorientowaliśmy się, że wspinamy się po niedawnym lawinisku odeszła mi cała radość z wędrówki a Marek widząc moje obawy zaproponował odwrót. Jeszcze nigdy z taką energią nie wracałam do schroniska.

Trzeciego dnia w dolinie nadal królowała mgła ale już nie padał śnieg i intuicja podpowiadała nam, że warto pójść wyżej. Zdecydowaliśmy się na łatwe i łagodne podejście na Zawrat. Ale jakby na to nie patrzeć to przecież Orla Perć ;-) Mając szczere chęci zejść do Murowańca pakujemy przepastne plecaki i z całym dobytkiem na plecach zmierzamy do góry. Początkowo mgła zasłania wyższe partie gór i widzimy jedynie wąski przesmyk szlaku przed sobą. Jesteśmy mocno zdeterminowani chęcią zdobycia choćby przełęczy więc dziarsko zmierzamy przed siebie. Choć szłam tym szlakiem już kilkakrotnie to w zimowej scenerii zupełnie go nie poznaję i szybko tracę orientację. Właściwie to polegamy wyłącznie na naszych poprzednikach, co uważam za cokolwiek nierozważne ale póki co jest bezpiecznie, nie ma ani zagrożenia lawinowego ani nic nie zapowiada nagłego załamania pogody więc ufnie podążamy wydeptaną ścieżką.

Po niecałej godzinie mgła rzednie i zza jej zasłony powoli wyłania się błękit nieba, stopniowo ukazują się nam niczym fatamorgana szczyty Tatr Wysokich. W niemym zachwycie kontemplujemy białe morze zalewające tatrzańskie doliny. Inwersja! Marzyłam o niej w szare listopadowe wieczory niecierpliwie wyczekując nadejścia tego weekendu. Inwersja na Zawracie! Zanim jednak osiągniemy przełęcz mamy sporo czasu aby napawać się słoneczną pogodą, puszystym śniegiem i niemal paryskim błękitem nieba. Te słodkie pejzaże rozleniwiają mnie i najchętniej usiadłabym gdzieś na uboczu i po prostu pobyła w tym niebie. Nic z tego, towarzyszący nam znajomi popędzają nas i mobilizują do systematycznej wspinaczki. Przed nami zejście do Murowańca więc nie ma czasu na egzaltację. Na przełęczy stajemy o w pół do drugiej. Słońce zajdzie o 17:47 więc mamy zaledwie 5 godzin zanim nastanie absolutna ciemność. Podchodzący od strony Zmarzłego Stawu ludzie informują nas, że temperatura na szlaku wynosi -18 stopni C i na większości trasy są spore oblodzenia. Wprawdzie mamy raki ale tylko jeden czekan. W tej sytuacji rezygnujemy z zejścia do Doliny Gąsienicowej i tym sposobem zyskujemy czas na kontemplację. Nasi znajomi opuszczają nas decydując się realizować ustaloną wcześniej trasę. Szanuję ich konsekwencję ale cieszę się, że my wrócimy jednak po słonecznej stronie gór. Zaglądam w kierunku Murowańca jeszcze raz i ciemna, zimna czeluść odpycha mnie.

Schodzimy po własnych śladach tym razem z absolutną pewnością, że droga biegnie właściwie. Zejście jest łatwe i przyjemne dopóki nie zanurzymy się w zimną i lepką chmurę, która pochłonie nas aż do samej Palenicy . W schronisku zatrzymujemy się zaledwie na kwadrans po to tylko aby ogrzać się gorącą herbatą i natychmiast szykujemy się do wyjścia.

Wybieramy krótszy, czarny szlak. Całą drogę powrotną poruszamy się w rakach więc pewnie stawiam kroki nie bojąc się poślizgu. Przed nami idzie grupka młodych ludzi. Sprawiają wrażenie obytych z górami i pewnych siebie więc nie reagujemy. kiedy zamiast skręcić w lewo podążają prosto przed siebie za wydeptaną dróżką Jednak nie daje mi to spokoju i mając na uwadze, że za parę minut zapadnie zmrok wołam za nimi. Odwracają się dopiero kiedy głośniej wołam za drugim razem. Pewnie śnieg wytłumił dźwięk. „Tam nie ma szlaku!”- krzyczę. Zatrzymują się i coś między sobą ustalają po czym wracają do nas. „Szlak skręca tu.” – pokazuję im namalowany na słupku, słabo widoczny znak. Są mocno zdziwieni ale przede wszystkim zadowoleni bo żadne z nich nie wie dokąd wiedzie dróżka. Jeden z chłopaków idzie jednak dalej aby zawrócić dwie inne osoby, które przed nimi tam skręciły. Jest zwinny i szybki ale i tak niepokoimy się o niego i czekamy z dalszą wędrówką aż wróci. Młodzi ludzie są ubawieni pomyłką i dziękując nam za zwrócenie uwagi mkną przed siebie szybko zostawiając nas w tyle.

Zakładamy czołówki bo coraz słabiej widać. Cieszę się, że o tej porze roku niedźwiedzie śpią. Kiedy po dwóch godzinach docieramy do Palenicy Białczańskiej tam parking świeci pustkami. „Odjechały już wszystkie busy”- informuje nas obsługa parkingu. Wtedy zauważam, że oprócz nas na parkingu znajdują się jeszcze inne osoby. Zauważam je dopiero wtedy gdy otwierają auta. Podchodzimy i pytamy, czy mogą podrzucić nas do Zakopanego. Miły mężczyzna proponuje nam Nowy Targ bo do Zakopanego ma nie po drodze. Taki obrót sprawy cieszy nas jeszcze bardziej, bo łatwiej będzie nam złapać autobus do Krakowa. Przy Łysej Polanie zauważamy dwójkę młodych chłopców, którzy, podobnie jak my wcześniej potrzebują pomocy. Uczynny kierowca zatrzymuje się i także ich zabiera. Podczas rozmowy okazuje się, że chłopaki są aż z Puław. W niedzielę 13 grudnia 2009 r. o godzinie 11 Betlejemskie Światło Pokoju słowaccy skauci przywieźli do harcerskiego schroniska na Głodówce i przekazali polskim harcerzom, zaś dwójka tych chłopców zaniosła je do jednego z tatrzańskich schronisk.

Wzruszyła nas ta inicjatywa i jej przesłanie więc chętnie słuchamy opowieści harcerzy. Chłopcy są skromni i powściągliwi, nie przechwalają się czym wzbudzają mój szacunek. Natomiast nasz kierowca spędził weekend w tym samym co my schronisku z grupą bliskich znajomych, z którymi od lat wędrują po górach. Spotkali się aby wspólnie przeżyć w górach wigilie Bożego Narodzenia. Podróż do Nowego Targu mija nam błyskawicznie.

Kiedyś ktoś zapytał mnie „po co łażę w te góry”. Nie umiałam wtedy na to odpowiedzieć. Nadal nie umiem. Co już znajdę odpowiedź to natychmiast okazuje się, że jest niepełna. Jednak wszyscy spotkani przeze mnie w górach ludzie w jakimś stopniu wywarli wpływ na moje życie, za co z serca im dziękuję. Czasem było to kilkuminutowe spotkania, czasem nieco dłuższe, kilkumiesięczne, inne na resztę życia lecz zawsze ważne, zawsze w jakiś sposób wzbogacały moje przeżywanie świata i życia choć bywało, że udzielane przez nich lekcje były bolesne. Jednak głęboko wierzę, że wszystko co nas w życiu spotyka ma sens i wszystko jest dla nas dobre. Bo dobrze wiem, że ludziom nie dokuczają konkretne sprawy, lecz sposób ich postrzegania. Szklanka może być do połowy pusta lub do połowy pełna. Sprawdzam. Moja jest pełna do połowy.

W Nowym Targu wskakujemy w pośpiechu do prawie już odjeżdżającego autobusu więc pożegnanie z naszymi nowo poznanymi towarzyszami podróży jest bardziej niż szybkie. Mimo to teraz, prawie po dwóch latach od tego wydarzenia, osoby te nadal wzbudzają we mnie serdeczne uczucia.



- Ciekawe, czy ktokolwiek czyta o naszych wyprawach?- zapytałam niedawno Marka.
- Ktoś tam czyta - odparł niedbale. Więc tym wszystkim Ktosiom dedykuję teraz DEZYDERATĘ Maxa Ehermanna:


„Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu,
pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.

Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie,
bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni:
nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały,
albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami.
Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna.
Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa.
Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty;
wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć;
nie bądź cyniczny wobec miłości,
albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.
Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie.
Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni.
Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie.
Jesteś dzieckiem wszechświata:
nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj
i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp,
że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem,
cokolwiek myślisz o Jego istnieniu
i czymkolwiek się zajmujesz
i jakiekolwiek są twe pragnienia;
w zgiełku ulicznym, zamęcie życia,
zachowaj pokój ze swą duszą.

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami
ciągle jeszcze ten świat jest piękny...

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.”




Za każdym razem kiedy ją czytam coś innego zwraca moją uwagę. Dzisiaj… nie przez przypadek ( przypadki nie istnieją?) usłyszałam to najmocniej:
„Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny...”

Do zobaczenia w górach :-)

odstepnik





Dorota 2009-12-13






zobacz wszystkie zdjęcia

Podziel się z innymi swoją opinią...