Relacje z trekkingów

perforacja

perforacja


Wielka Racza

W czasie zadymki jazzowej w 2010 roku pojawiło się nam prawie dwudniowe „okienko” i moim zadaniem stało się zaplanowanie ciekawej wycieczki gdzieś w okolicy. Po zweryfikowaniu tras przez nas już przebytych ostateczny wybór pada na Wielką Raczę (1236 m) w Beskidzie Żywieckim. Z niedowierzaniem stwierdzam, że choć mieszkałam w Beskidzie Małym prawie całe swoje życie to jakimś zrządzeniem losu na Raczę nie zawędrowałam do tej pory.

Wertuję mapy, przeglądam przewodniki, czytam relacje w necie i nabieram coraz większego apetytu na tę górę. Ktoś pisze: „Bezleśna platforma szczytowa oferująca panoramę w promieniu 360 stopni…”, ktoś inny precyzuje: „Panorama obejmuje Tatry Wysokie i Zachodnie, Niżne Tatry, samotny Wielki Chocz, Małą Fatrę, Beskid Śląski i Mały”. Jeszcze gdzieś indziej dowiaduję się, że przy dobrej widoczności można zobaczyć stamtąd kilka grup górskich - Rycerzowej, Lipowskiej, Pilska i Babiej Góry”. Jestem mocno podekscytowana i pełna determinacji, każdy wieczór zerkam tu by poczuć przedsmak. Wkrótce to będzie również nasza wyprawa. Po uzyskaniu akceptacji Marka, Kasi, Roberta i Grażyny robię rezerwację w schronisku.

5 luty wreszcie nadchodzi. Wcale nie skoro świt, a nawet nie wczesnym rankiem… zaledwie po południu dojeżdżamy do Rycerki Kolonia, zostawiamy samochód na leśnym parkingu i wolnym krokiem ruszamy żółtym szlakiem na Wielka Raczę. To najkrótsze i najpopularniejsze dojście do schroniska. Z 2 godziny mamy być na miejscu. Nie byliśmy. W schronisku meldujemy się dopiero o 15.30 Budynek znajduje się zaledwie kilka metrów od wierzchołka góry. Szybko zapada zmierzch. Oprócz nas jest zaledwie kilka osób. Zamawiamy natychmiast ciepłe zupki i ogarnia nas słodkie znużenie. Trzask palonych polan w kamiennym kominku, tłusty kocur, choinka (jeszcze?)… sauna… Marek czyta nam do poduszki „Marzycielkę z Ostende”… Choć nie obchodzę imienin … to zasypiając słodko w zimnym wieloosobowym pokoju myślę z wdzięcznością, że to najpiękniejsze moje imieniny.

Rano skoro świt wyskakuję z łóżka aby wreszcie doświadczyć w pełni krajobrazu, który śnił mi się po nocach. Okazuje się, że Marek stoi już na drewnianej platformie i fotografuje okolicę. No to co? Teraz pofotografuję ja. Wkrótce dołącza do mnie Kasia. Widok rzeczywiście rzuca na kolana. Czując mroźne powietrze w piersiach oddycham głęboko aby nabrać pewności, że to nie sen. Jako pierwszą rozpoznaję górę Żar w Beskidzie Małym. Doskonale widać stąd znajdujący się na szczycie zbiornik wodny elektrowni szczytowo-pompowej oraz kolejkę wraz ze stokiem narciarskim. Potem rzucają się nam w oczy Tatry. Marek rozpoznaje Babią i Pilsko oraz Wielki Rozsudziec w Małej Fatrze. Po namyśle udaje nam się znaleźć położenie Przegibka.

Spacer po najbliższej okolicy w mroźny poranek zaostrza nam apetyt. Zjadamy resztę przyniesionych ze sobą wiktuałów ale nic nie może dorównać jajecznicy na boczku serwowanej w schronisku. Ociągamy się z wyjściem choć przed nami długie zejście. Na drogę powrotną wybieramy czerwony szlak przez Przegibek, do którego mamy według mapy 2,5 godziny drogi. Jest zima więc spokojnie doliczamy drugie tyle… tak na wszelki wypadek… Później mamy jeszcze co najmniej godzinę do Rycerki Kolonii gdzie został samochód Roberta. Żal nam opuścić to pełne uroku miejsce. Jednak tego dnia mamy w planach dwa koncerty: 19:15 Andrzeja Jagodzińskiego i 20:15 DeeDee Bridgewater, na które bardzo się cieszymy, zatem pakujemy plecaki i ruszamy przed siebie.

Droga wiedzie na przemian to przez las, to polanami. Jest piękna słoneczna pogoda więc pokonujemy kolejne odcinki ciesząc oczy przepięknie ośnieżonymi drzewami oraz skrzącym pod butami śniegiem. Zima w górach zawsze dostarczała mi wielu wzruszeń, tak jest i tym razem. Większość trasy wiedzie bukowym lasem. Kiedy wchodzimy w bukowy las moją i Marka uwagę przykuwa nieprawdopodobna ilość maleńkich owadów kłębiących się na śniegu.

Po powrocie z Zadymki dowiaduję się , że te filigranowe owady z rzędu muchówek właśnie zima przejawiają szczyt swojej życiowej aktywności a nauka zajmująca się badaniem tzw. fauny niwalnej (naśnieżnej) to krioentomologia. W Polsce występuje kilkadziesiąt gatunków owadów naśnieżnych. Nasze chionofile skoczogonki mają pewnie jakąś nazwę ale nie udaje mi się jej ustalić. Marek dowiedział się jeszcze, że w średniowieczu ich pojawienie się interpretowano jako zapowiedź klęski żywiołowej. Robaczki są maleńkie jak przecinek i nieprawdopodobnie ruchliwe, preferują miejsca nasłonecznione. Niby takie nic ale zaprzątają one naszą wyobraźnię aż tak, że Kasia, Grażyna i Rober tracą dla nas cierpliwość i we własnym tempie zmierzają już do schroniska na Przegibku. Zatem niewiele mamy wspólnych zdjęć z wędrówki.

Burczy nam w brzuchu straszliwie. Mimo to zatrzymujemy się jeszcze na rozległej i widokowej polanie na Przełęczy pod Banią (1040 m npm). Widać stąd dolinę Bystrzycy i grzbiety Pogórza Kisuckiego a za nimi Krawańską Małą Fatrę z Rozsutcem, Stohem i Wielkim Krywaniem. Na lewo znakomicie widać szczyty Wielkiej Fatry a nawet Tatr Niżnych.

W schronisku na Przegibku raczymy się pyszną kwaśnicą z „Princepolo”( to był pomysł Marka, którego na szlaku dopadła hipoglikemia ;-) i szybko ruszamy w dalszą drogę. Na szlaku szybko nastaje zmierzch i ostatni kilometr pokonujemy już w ciemnościach. I tak oto zatoczyliśmy pętlę: Rycerka - Wielka Racza - Mała Racza - Orzeł - Abramów - Jaworzyna - Kikula - Przegibek - Rycerka.

Wieczorny koncert wart był tego pośpiechu. Dee Dee oczarowała wszystkich zarówno możliwościami wokalnymi jak i osobowością. Bijemy jej brawa na stojąco, teatr trzęsie się w posadach od gromkich oklasków i aplauzu zachwyconej publiczności. Kiedy wracam teraz, po roku, do tych chwil, ogarnia mnie wzruszenie i wdzięczność. Tyle jest wokół mnie piękna. Jakie to szczęście, że mogę go doświadczać. Dziękuję.





Dorota 2011-01-16


zobacz wszystkie zdjęcia
perforacja

perforacja

Podziel się z innymi swoją opinią...