Fotorelacja

strona głównaprzez drogi i bezdrożarelacjeTurbacz



TURBACZ (1310 m n.p.m.)
Gorce

49°32′34.6″N     20°06′41.6″E







„Nie lekceważmy małych radości.
Wtedy będą przychodzić do nas coraz większe.”

Kasia Miller


Siena palona, róż wenecki, cynobrowy i pompejański
czyli


Wschód słońca w Gorcach

(3-4 marca 2012)

Są w górach sytuacje i miejsca tak niezwykłe, że gdyby wykreował je człowiek z pewnością uznane by były za szczyt kiczu a co najmniej przejaw braku dobrego smaku. Zestawienie kolorów jakie oferuje nam pejzaż górski o świcie daleki jest od przyjętych kanonów piękna, kreatorzy mody i projektanci unikają ich w swoich kolekcjach i moim zdaniem słuszna to decyzja. Łososiowe róże i głęboką gamę monochromatycznych szarości zastrzegł być może Stwórca dla natury, oddał im je na wyłączność i wszelkie próby naśladownictwa jak nieporadny plagiat, wzbudzają w co wrażliwszych sprzeciw. Sięgając po świętość dokonujemy profanacji? Wschód słońca - chwila ulotna, eksplozja energii a jednocześnie subtelność i eteryczność, spektakl kilku minut. Dla tych kilku minut wzruszeń przyszliśmy na Turbacz.

Był to jeden z „łatwiejszych” wschodów ;-)

Do schroniska dotarliśmy późnym popołudniem mając cały czas uczucie komfortu związane z pewnością, że czeka na nas ciepły pokój. Podchodziliśmy z Kowańca widokową trasą czyli zielonym szlakiem, błogosławiąc aktywność skuterów śnieżnych. Wprawdzie z ich powodu wpadłam raz po pas w śnieg jednak uczciwie przyznać chcę, że skutecznie utwardzają śnieg na szlaku co czyni wędrówkę łatwiejszą i przyjemniejszą. W parku narodowym skuterów już nie było. Wyraźnie dało się to odczuć, bo skiturowcy i biegacze narciarscy byli mniej skuteczni w uklepywaniu śniegu na szlaku.

Mam wrażenie, że schronisko na Turbaczu jest ulubionym miejscem spotkań fanów tej formy motoryzacji, fanów w dojrzałym już wieku z młodzieńczym błyskiem w oku i wręcz chłopięcym zapałem, skorych do zabawy i ścigania się w blasku gwiazd.

Drugą silną grupę stanowili tego dnia skiturowcy, amatorów pieszych wędrówek było zdecydowanie najmniej. Schronisko pękało w szwach jednak na wschód słońca wyszło nas zaledwie sześcioro.

4 marca 2012 roku słońce wzeszło o 6:14. Przed szóstą wyszliśmy ze schroniska na kilkunastostopniowy mróz, ze statywem i dwoma obiektywami wypatrywaliśmy pierwszych promieni słońca. Zanim słońce wzeszło nad Pieninami obserwowaliśmy spektakl mgielny, który rozgrywał się nad Beskidem Wyspowym. Cynobrowy róż i delikatne odcienie sieny palonej mieszały się z weneckim różem w całości zagarniając niebo na wschodzie. Na południowej stronie zaś, w sąsiedztwie Tatr, niebo przystroiło się w kolor niebielonego jedwabiu z lekkim odcieniem chamois. Mgły, które spowiły szczyty Beskidu Wyspowego, miały zgaszony, matowy, gołębi kolor miejscami płowy lub porcelanowy. Zaś same góry w wielu odcieniach pruskiego błękitu poziomymi, ciężkimi wstęgami wyznaczały kres ziemi i nieba. Śnieg mienił się perłowymi i platynowymi odcieniami. Kontury drzew twardą, wyrazistą linią i antracytowym kolorem ostro kontrastowały z miękkością i eteryczną subtelnością porannej zorzy.

Pierwsze promienie słońca niemal natychmiast zmieniły kolorystykę nieba i ziemi. Pompejański róż zdominował na krótką chwilę niebo na wschodzie by szybko ustąpić miejsca słomkowej żółci i akwamarynie. Pół godziny później promienie słońca igrały złotem i srebrem w ośnieżonych koronach drzew a biel na szczytach Tatr oślepiała blaskiem. Inny świat.

Wróciliśmy do pokoju kilka minut przed siódmą i zziębnięci zanurkowaliśmy w cieplutkie łóżka. Godzina spędzona na mrozie podziałała na nas narkoleptycznie. Kiedy po godzinie obudziłam się towarzyszyło mi błogie uczucie spełnienia.

Po sutym śniadaniu wyruszyliśmy na szlak. Na Hali Długiej widać Tatry jak na dłoni: Łomnica, Lodowy, Szeroka Jaworzyńska, Gerlach, Wysoka, Rysy, Mięguszowickie, Kościelec, Krywań, Świnica, Kasprowy, Giewont i Starorobociański- te szczyty bez trudu rozpoznajemy. Na zachodzie widać nawet Chocz. Przymykam w rozmarzeniu oczy i pozwalam ciepłym wiosennym promieniom słońca pieścić swoją twarz. Niebo jest w kolorze błękitu paryskiego. W dalszej wędrówce towarzyszą nam rozśpiewane sikory sosnówki. Najwyraźniej nie boją się nas jednak są tak ruchliwe, że mimo to trudno je sfotografować. Po kilku mało udanych próbach obiektyw długoogniskowy garażuje na stałe w plecaku. Najpierw idziemy na Kiczorę a potem na Jaworzynę Kamienicką. Z Hali Młyńskiej, tuż poniżej szczytu Kiczory, rozciąga się wspaniały widok na Pasmo Lubania, dolinę Ochotnicy, Pieniny, Magurę Spiską i Beskid Sądecki. Na Hali zjadamy drugie śniadanie i truskawki, grzejemy się w południowym słońcu słuchając śpiewu ptaków, zwiastujących rychłe nadejście wiosny. Pod nami półtorametrowa warstwa śniegu. Na Hali Długiej wkrótce zakwitną krokusy. Wkrótce? A co stanie się z tymi hektotonami śniegu?

Na Polanie Jaworzyna Kamienicka, jednej z najpiękniejszych gorczańskich polan, zawracamy. Kapliczka Bulandy, owiana licznymi legendami, ledwo wystaje spod śniegu. Sikory plądrują gałęzie świerków w poszukiwaniu nasion ćwierkając przy tym z wielkim impetem. Wiosna! Wiosna?

Zawracamy do schroniska na obiad a potem znów zielonym szlakiem do auta. Bolą mnie zmęczone od raków stopy. Na Polanie Upłaz ponownie widzimy Tatry w całym majestacie. Marek dostrzega pozorne słońce na horyzoncie a ja nadzieję na krótki odpoczynek. Zachód słońca jest niedostrzegalny kolorystycznie, mdławo żółty, mleczny i szary. Tym razem Babia Góra jest ledwo widoczna. Śpieszymy się z zejściem bo nie zabraliśmy latarek. Udało się.

Przed zmrokiem dochodzimy do auta i bez zbędnych ceregieli odjeżdżamy. Celebruję jeszcze pielęgnację moich zbolałych stóp i ścięgien. Marek, na pocieszenie( co w stosownym czasie bezwzględnie na nim egzekwuję), obiecuje mi masaż stóp w domku. No i jak zwykle zasypiam przed pierwszym zakrętem ;-)

Wschód słońca na Turbaczu- magia i mistycyzm, feeria barw, symfonia ciszy. Uwielbiam wschody słońca w górach.

PS

Na tej wędrówce większość zdjęć zrobił Marek. Zatem jemu przypadł „obowiązek” wybrania zdjęć do relacji. Ograniczył się w tym do minimum nie chcąc rzekomo zmęczyć/zanudzić odbiorcy nadmiarem zdjęć. Ja bym się tam chętnie pomęczyła… bo nawet nie wiecie jakie cuda schował w szufladzie. No to skoro tak, to następnym razem ja poniosę ten APARAT i użyję migawki ;-) a potem wybiorę zdjęcia !

PS PS

Aparat wraz z obiektywem waży (body 740 g) około kilograma. No to już wiem skąd mam taaakie mięśnie karku.





trasa:
    Kowaniec, Nowyt Targ - Turbacz -         - Kiczora - Turbacz -         - Kowaniec, Nowy Targ
pokaz slajdów

Podziel się z innymi swoją opinią...