Trzydniowiański Wierch i Kończysty

czyli czerwcowa burza gradowa

9:21

Poranek przywitał nas ulewnym deszczem. W jadalni schroniska zajęte wszystkie miejsca a ludzi wciąż przybywa. Parujące ubrania sprawiają, że w pomieszczeniu unosi się wilgotny zapach ubrań, istna mieszanka, od której może się zakręcić w głowie. Zjadamy więc szybko śniadanie, pakujemy się i … pijąc aromatyczną herbatę czekamy na zadaszonym tarasie aż deszcz nieco zelżeje.

9:25

Panowie studiują wnikliwie mapę szukając alternatywnych rozwiązań. Wczoraj przeszliśmy piękną trasę ( Chochołowska - Grześ - Rakoń - Wołowiec - Chochołowska) w cudnie słonecznej pogodzie lecz w ostatniej godzinie naszej wędrówki rozpadało się. Mamy więc świeżo w pamięci jak może być ślisko na błotnistym szlaku. Teraz mam wrażenie, że pada jeszcze mocniej...

9:33

W podjęciu decyzji paradoksalnie pomaga nam telefon. Okazuje się, że Zbyszek i Stefan muszą po południu być w domu, pojawiły się jakieś komplikacje natury zawodowej i ich obecność jest niezbędnym warunkiem powodzenia przedsięwzięcia. Ubieramy więc przeciwdeszczowe peleryny i tak zabezpieczeni wchodzimy w mokrą czeluść Doliny Chochołowskiej.

10:20

Trasa ustalona, idziemy jeszcze w piątkę do rozstaju dróg, Zbyszek i Stefan wracają, zaś Kasia, Leszek i ja rozpoczynamy wędrówkę w kierunku Trzydniowiańskiego Wierchu. Naszym celem jest Kończysty.

12:03

Słoneczko budzi w nas nadzieję. Przestaje padać? To możliwe! Czemu nie! W Tatrach przecież tak szybko pogoda może się zmienić. No i zmienia się.

12:10

Strome i śliskie podejście w gęstym i mokrym lesie daje się nam lekko we znaki. Na dodatek deszcz na zmianę to się wzmaga to znów przestaje padać co zmusza nas do częstych przebieranek. Jest ciepło więc nikt z nas bez powodu nie chce kisić się pod peleryną. Kiedy wreszcie wychodzimy z lasu na pierwszy odkryty teren na krótka chwilkę wyłania się zza gęstych chmur słońce i widzimy przyprószone śniegiem zbocza Bystrej i Błyszcza.

12:52

Gdy wreszcie wchodzimy na grań świeci mocne słońce lecz ponad dolinami coraz szybciej przemieszczają się chmury o najróżniejszych kolorach.

12:53

Spoglądam w kierunku Wołowca i zauważam, że tam jest całkiem ciemno i śnieżnie. W tym samym momencie odbieramy telefon od Stefana. Chłopaki są już w Nowym Targu i właśnie stoją w korku spowodowanym… burzą!!! Ostrzegają nas przed nadciągającą ulewą. Ich wycieraczki nie nadążają z usuwaniem wody więc wszyscy jadą 10 km/h.

13:16

Przez następne minuty światło zmienia się nieustannie a widoki z każdej strony pokazują inny świat. Nad Doliną Chochołowską widzimy lazurowe niebo, polana jest rozświetlona słońcem.

13:25

Po dwugodzinnym marszu, dokładnie tak jak przewiduje mapa, stajemy na szczycie Trzydniowiańskiego Wierchu (1758m n.p.m.). Zaledwie 680 metrów przewyższenia na stoku o średnim 23% czyli 13° nachyleniu*.
Tu decydujemy się na kilkuminutowy odpoczynek, kilka łyków gorącej herbaty i pospieszny posiłek.

13:28

Od jedzenia wolę fotografowanie. Zmieniające się szybko światło ukazuje góry w coraz to innej scenerii.

13:39

Cel naszej dzisiejszej wędrówki zdaje się być w zasięgu dłoni. Od jego zdobycia dzieli nas zaledwie godzinny marsz.

13:43

Kasia i Leszek są już gotowi do dalszej drogi.

13:44

Fotografuję jeszcze Kominiarski Wierch i ruszam za nimi.

13:44

Rozległe przestrzenie Tatr Zachodnich zawsze mnie urzekały więc i tym razem trudno jest mi się oprzeć ich urodzie. Nawet w tak surowej scenerii wywołują we mnie zachwyt i potrzebę fotografowania. Przed sobą widzę łatwe i łagodne podejście na Czubik a potem na Kończysty Wierch(2003 m n.p.m.), jedyne 250 metrów podejścia na 1800 metrowym odcinku.

14:04

Kończysty i Jarząbczy zdają się lśnić w słońcu

14:10

Tymczasem nad Starorobociańską Doliną gromadzą się złowieszcze chmury.

14:11

Podobnie na południowej stronie…

14:14

Nad Dolinę Chochołowską nadciągają ciężkie, stalowe chmury zwiastujące ulewny deszcz.

14:15

Zatrzymuję spojrzenie nieco dłużej na Trzydniowiański Wierchu bo tam dzieje się coś niebywałego. Jego szczyt rozświetla słońce.

14:16

Ryzykując złość Kasi i Leszka decyduję się zrobić kilka zdjęć do panoramy a potem puszczam się pędem przed siebie aby ich dogonić. Oboje są bardzo zdeterminowani aby wejść na Kończysty Wierch, od którego dzieli nas zaledwie kilkaset metrów łagodnego podejścia.

14:29

Teraz już nie mamy żadnych wątpliwości, że lada chwila rozpęta się tu niezła ulewa a może nawet gradobicie.

14:30

Dolina Jarząbcza.

14:31

Wołowiec a za nim oba Rohacze.

14:32

Deszczowa chmura pochłonęła już Grześka i Rakoń i zmierza w naszym kierunku.

14:34

Leszek stanął na szczycie Kończystego Wierchu. Moja „dopierocowyjętazgipsu” noga rozpoczęła protest. Zaczyna jojczeć „dlaczego ty mi to robisz?”. Lekceważę jej narzekania i informuję, że Pan Doktor powiedział iż jest ZDROWA. A skoro nie wejdę na szczyt to chociaż zrobię zdjęcie gradowej burzy. Kasia również zrezygnowała ze zdobycia szczytu i widzę ją jak szybkim krokiem zmierza w moją stronę.

14:36

Teraz zrobiło się groźnie. Spadają na nas gradowe bicze i słyszymy jak coraz głośniej, coraz bliżej i coraz częściej grzmi. Chowam aparat po kurtkę. Leszek jest już prawie koło nas.

14:38

W śnieżnej zawieji znikają kolejne coraz bliższe grzbiety.

14:52

Robię dokumentalne zdjęcia Kasi i Leszka w czerwcowej burzy śnieżnej i biegnę przed nimi. Mam w ręce aparat, kupę żelastwa jakby nie było. Telefony komórkowe zdążyliśmy wprawdzie wyłączyć ale co by nie mówić nadal jesteśmy na grani. Mimo okropnego bólu w nodze pędzę przed siebie aby zachować od nich jak największy dystans. Oni zaś nie rozumiejąc moich intencji robią wszystko aby mnie dogonić.

14:58

Nareszcie zeszliśmy z grani co zwiększa moje poczucie bezpieczeństwa. Teraz już mogę zdradzić im powód mojej ucieczki. Oboje nie wierzą, że mam chorą nogę. ”Z chorą nogą się tak nie biega”- słyszę sarkastyczną uwagę.

15:02

Kasia robi nam z Leszkiem zdjęcie pt.:”Cudownie ocaleni”

15:03

No i nie ma zmiłuj się. Teraz moi towarzysze oczekują ode mnie, że będę szła w tym tempie nadal. To nie jest możliwe z uwagi na... otaczające mnie widoki.

15:03

Tu jesteśmy już bezpieczni, proszę aby nie czekali na mnie i biorę się za fotografowanie. W końcu śnieg w czerwcu nie jest dla mnie zjawiskiem codziennym.

15:09

Śnieg szybko topi się i miesza z błotem tworząc na szlaku lepką, mokrą maź.

15:14

Szczyty lekko przyprószone śniegiem w wiosennej zieleni wyglądają niezwykle świeżo. Przez chwilę przychodzi mi do głowy myśl, że warto wrócić na Kończysty Wierch bo czasu mamy jeszcze dużo ale moja noga rwącym bólem ścięgna znów daje o sobie znać.

16:01

W Dolinie nie ma śladu śniegu bądź gradu. Soczysta zieleń króluje niepodzielnie.

16:09

Rwący górski strumyk jest jedynym świadectwem minionej burzy.

17:02

Kiedy wychodzimy z lasu na drogę wiodąca do schroniska nad Doliną Chochołowską pojawia się tęcza.

18:29

Po kolacji wychodzę jeszcze przed schronisko sprawdzić co się dzieje. Warto było. Nad Kominiarskim Wierchem widać skrawek lazurowego nieba. Boli mnie okrutnie stopa. Sponiewierałam ją przed dwa ostatnie dni a jutro wybieramy się na Starorobociański Wierch.


* przeliczanie stopni na procenty
Podziel się z innymi swoją opinią...