To co masz zrobić jutro - zrób dziś
Martinske Hole
   6 październik 2012

O Tłustej i Ostrej opowiedziała mi Danusia. Zaintrygowana jej opisami skalnych grani namówiłam Marka na wyjazd w Wielką Fatrę. Cudna, złocista jesień, bezkres błękitu na niebie i nasza tęsknota za przyrodą sprawiły, że choć zmęczeni po całym tygodniu intensywnej pracy, zrywamy się w sobotę skoro świt i szykujemy do wyjazdu. Zgromadzone w piątek wiktuały i klamoty pakujemy w pośpiechu do auta. Podczas śniadania okazuje się, że nie mamy chleba.
Nie ma chleba??? Niedowierzam. Bo przecież chleb jest zawsze!
Prędko smażę naleśniki i niespodziewanie mamy iście królewskie śniadanie. Własnoręcznej produkcji dżemy pozwalają nam teraz rozkoszować się smakami lata. Niestety wszystko to coraz bardziej opóźnia nasz wyjazd. W pośpiechu wypijamy jeszcze, no bo jakże by nie, kawę.
Chleb mamy kupić gdzieś po drodze - o czym szybko zapominamy.

Podróż do Błatnicy wiedzie dobrze znaną nam trasą jednak zagapiamy się w okolicach Żyliny i mylimy strony, co zauważamy dopiero po około 20 km. A czas płynie nieubłaganie, a na niebie wciąż lazurowa głębia nieba. Złoto-bursztynowe buki porastające zbocza okolicznych gór wprawiają nas w zachwyt. Jest piękna, ciepła, zmysłowa jesień.

W Błatnicy jesteśmy w samo południe. Szukamy noclegów. Wolne miejsca są w wielu domach ale gospodarze nie godzą się na jedną noc zatem ostatecznie znajdujemy nocleg na kempingu w drewnianych domkach. Kemping czasy świetności ma już za sobą ale wszelkie niewygody wynagradza nam widok Tłustej i Ostrej na horyzoncie.

Jest pora obiadowa i odczuwając głód dopiero teraz przypominamy sobie, że mieliśmy kupić chleb. Spoglądam na zegarek: 13:00. Zjadamy szybki obiad sporządzony na świeżym powietrzu a następnie idziemy piechotą do wsi po chleb. Niestety wszystkie sklepy są już zamknięte. Nie pozostaje nam nic jak jechać z powrotem do Martina co też niezwłocznie czynimy.

Kilka rodzajów pieczywa (które potem zjadamy w domu przez kilka następnych dni) kupujemy w Tesco na obrzeżach Martina. Sklep znajduje się w szczerym polu za to z niesamowitym widokiem na góry. Znów kontrolujemy czas i powoli oczywistym się staje, że dzisiaj w żadne góry już nie pójdziemy.

Udajemy się więc na samochodową przejażdżkę po malowniczej okolicy, prawdziwym królestwie jastrzębi i myszołowów. Podczas gdy ja obserwuję i fotografuję drapieżniki, Marek uważnie studiuje mapę i wkrótce jedziemy już na Martinskie Hole.

Jednak odnalezienie drogi wjazdowej na szczyt okazuje się nie lada zadaniem gdyż w mieście brak jakichkolwiek oznakowań. Po kilku nieudanych próbach wreszcie odnajdujemy ją ale szybko pojawia się kolejne utrudnienie: tabliczka informująca o regulacji ruchu. Rzeczą niebywałą wydaje się nam takie rozwiązanie, aby ruch naprzemienny odbywał się w tak dziwnym interwale czasowym, czyli w godzinach 13:00 - 18:00 oraz 1:00 - 5:00 możliwy jest wjazd do góry.

Skonsternowani zatrzymujemy się jednak i już mamy zrezygnować kiedy dwa auta na słowackich numerach jadą dalej i nas zachęcają także do dalszej podróży. Trochę niepewnie jednak jedziemy. Osiem kilometrów drogi i 760 metrów przewyższenia zamiast własnymi nogami pokonujemy samochodem.

Zostawiamy auto na jednym z licznych parkingów na Martinskim Hole i już o własnych siłach udajemy się najpierw na Krížavę (1445m n.p.m.) a potem na Veľką Lúkę (1476m n.p.m.). 226 metrów przewyższenia pokonujemy w trzy kwadranse. Na szczycie stajemy tuż przed zachodem słońca. Wieje zimny i silny wiatr więc opatulamy się szczelnie we wszystkie ciuszki jakie ze sobą zabraliśmy. Słoneczny i ciepły dzień odchodzi w zapomnienie.

Widoki jakie obserwujemy ze szczytu są niesamowicie rozległe i dalekosiężne. Znakomicie widać stąd zarówno pasmo Wielkiej Fatry jak i Tatr Zachodnich, Wysokich i Niżnych. Kłębią się nad nimi grube warstwy chmur. Wiejący z ogromną siłą wiatr raczej nie sprzyja naszym jutrzejszym planom. Mamy uzasadnione obawy, że ściągnie tu deszczową pogodę, gdyż na zachodnim horyzoncie pojawiają się gęste, czarne chmury.

Postanawiamy zatem, że bez względu na pogodę wchodzimy jutro na Tłustą.

Do Vrutek zjeżdżamy zgodnie z wymaganiami wypisanymi na tablicy. Zimą bez łańcuchów raczej trudno byłoby tu się poruszać. Ale właściwie cała Słowacja to bezkres gór!

Na kemping dojeżdżamy już nocą. Kiedy po raz ostatni spoglądam na Tłustą nad naszymi głowami wisi niebo rozświetlone milionami gwiazd. My jednak mamy w pamięci złowieszcze chmury zawieszone nad Tatrami i tańczący z nimi wiatr. Jak nic ściągnie je tu na jutro.
-Choćby padało idziemy jutro na Tłustą - składamy sobie przyrzeczenie.

      Tłusta
7 październik 2012

Tłusta 1373m n.p.m. jest jednym z wyższych i najbardziej charakterystycznych szczytów w grupie górskiej Wielkiej Fatry. Nazwę swą zawdzięcza szerokiej, rozłożystej sylwetce o płaskiej wierzchowinie.

Wędrówkę na jej szczyt rozpoczynamy z Vápennej doliny znajdującej się na wysokości 527m n.p.m. Tak jak przewidywaliśmy nastąpiło załamanie pogody. Ranek jest dżdżysty i mgławy. Wiemy już, że nie będziemy mogli podziwiać panoramy ze szczytu Tłustej a i nasze wejście na Ostrą staje pod znakiem zapytania.

Przy dobrej pogodzie z północno-zachodniego przedwierzchołka Tłustej widać całą Kotlinę Turczańską, Małą Fatrę, Ptacznik i znaczną część Wielkiej Fatry. Wiemy, że czeka nas zarówno strome podejście jak i zejście, 880 metrów przewyższenia i około 12 km drogi. W słoneczny dzień to łatwa i przyjemna trasa, taka na około 5 godzin nie licząc postojów. Ale dzisiaj to wszystko się może zdarzyć. Spodziewamy się nawet sążnistego deszczu. Mimo to w dalszym ciągu podtrzymujemy decyzję o wejściu na szlak.

No to idziemy, zaczynamy w Dolinie Gaderskiej, potem idziemy wąską doliną Wapienną a kończymy w Dolinie Końskiej. Pętla ta, nazywana przez Słowaków chodnikiem Janka Bojmira, stanowi jedną z najatrakcyjniejszych wycieczek w grupie Wielkiej Fatry.

Tłusta, zbudowana z triasowych wapieni i dolomitów, kryje w sobie wiele jaskiń. My spotykamy trzy, w tym jedną najpiękniejszą - Jaskinię Mażarną. Na szczyt wchodzimy w gęstej jak śmietana mgle. Wpisujemy się do pamiątkowej księgi umieszczonej w metalowej skrzynce i wracamy. Wprawdzie niebo nie ciska w nas strugami deszczu jedynie zrasza nas mżawką, ale i tak przemoczeni jesteśmy do suchej nitki. Dawno nie impregnowaliśmy butów więc nic dziwnego, że teraz chlupie nam w skarpetkach.

Pomimo wszechobecnej wody nie odczuwam zimna. W wilgotnej i chłodnej atmosferze lasu oddychało mi się o wiele trudniej niż tu na odkrytym terenie. No właśnie: odkrytym! Przypominamy sobie wczorajsze widoki i natychmiast podejmujemy decyzję o rychłym powrocie w te strony.

Skalisty, rozległy szczyt Tłustej zapewne wiele ma do zaoferowania poza frapującymi pejzażami. Niezwykle ciekawa musi być roślinność tej wierzchołkowej polany. Teraz widzimy tylko skrawki ziemi pod stopami, wszystko ogarnęła mgła.

Rezygnujemy z wejścia na Lubenę i na Ostrą, zostawiamy to na „następny raz”. Zejście chwilami jest jeszcze bardziej strome niż wejście. Wracamy z uczuciem niedosytu. Cudem uniknęliśmy wywrotek na niestabilnym i śliskim szlaku.

Jeszcze wczoraj cała Wielka Fatra rozświetlona była słońcem igrającym w kolorowych liściach buków. Teraz mgielne szale snują się smętnie między mokrymi dolinkami.

Wracamy.
Wracamy z plecakami pełnymi …chleba.


Podziel się z innymi swoją opinią...