Fotorelacja

strona głównaprzez drogi i bezdrożarelacjeSzpiglasowa Przełęcz



SZPIGLASOWA PRZEŁĘCZ
(2110 m n.p.m.)
Tatry

49°11′53″N    20°02′33″E






7 stawów
6 nóg
5
szlaków
4
strony świata
3
kozice
2 schroniska
1
świstak
S T A R T
czyli sprawdzian zaliczony na piątkę!
(24 lipca 2012)

Mati raz po raz zgłasza gotowość wejścia na Rysy. Ponadto podjął wyzwanie zdobycia Korony Gór Polski. Jest konsekwentny i stanowczy w realizacji swoich planów czym wzbudza nasz szacunek. Postanawiamy zatem, zanim wybierzemy się na Rysy, sprawdzić jego reakcję na ekspozycję i dłuższy fragment łańcuchów. Wejście na Szpiglasową Przełęcz ma być dla niego sprawdzianem górskich umiejętności. 5:00 pobudka- nie ma zmiłuj się!!!

Plecaki spakowaliśmy dzień wcześniej, teraz bez pośpiechu delektujemy się śniadaniem i kawą. 6:06 wyjeżdżamy. Mati zabrał do auta poduszkę i koc, zamierza spać. No i spał- całą drogę, aż do parkingu w Palenicy Białczańskiej, na której parkujemy o 8:20. O wpół do dziewiątej wchodzimy na szlak. Dojście do Doliny Pięciu Stawów Polskich zajmuje nam 3,5 godziny- idziemy spokojnie „umilając” sobie drogę przez las zagadkami i logicznymi grami. „LINIA PROSTA”- zagadkę wymyśloną przez Marka odgaduje Mateuszek - nasz rodzinny matematyk. Ja poddaję się przytłoczona tzw. podpowiedziami Marka, które zamiast naprowadzać kompletnie mnie dezorientują. Uroczyście obiecuję NIGDY WIĘCEJ NIE GRAĆ Z MARKIEM W ZAGADKI!!! Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!

O 13 zjadamy obiad i trzy kwadranse później wyruszamy w dalszą drogę. Mateuszek na rozgrzewkę wdrapuje się ze zwinnością kozicy na słynny kamień przed Siklawą. Robię mu pamiątkowe zdjęcie i ponaglani przez Marka szybko wracamy na szlak.

Mati wyraża życzenie zobaczenia świstaków i kozic, ewentualnie… niedźwiedzia. Na niedźwiedzia nie wyrażam zgody. Kilka minut później spełnia się jego życzenie nr 1. Na skałach nieopodal Wielkiego Stawu spotykamy świstaka. Wypatrzył go Marek ale fotografuję ja - bo to ja cały czas dźwigam ten prawie kilogramowy aparat zatem mnie się należy ta przyjemność :-) Świstak jest… UŚMIECHNIĘTY !

Świstaki często spotykamy podczas naszych tatrzańskich wędrówek ale do tej pory żaden się TAK nie uśmiechał. Odwzajemniamy jego uśmiechy i informujemy o jego obecności WSZYSTKICH mijających nas turystów ( tego dnia były ich w dolinie tysiące). Wszyscy go fotografują- nawet telefonami komórkowymi. Kiedy świstak znika za stertą kamieni my także podążamy swoją drogą.

Godzinę później spotykamy kozicę. Kozica idzie za nami… szlakiem. Zauważam ją całkiem przypadkiem kiedy odwracam się ku moim Panom chcąc sfotografować ich na tle nomen omen Koziego Wierchu. Szybko zmieniamy obiektyw na długoogniskowy i niemal w tej samej chwili kozica schodzi ze szlaku i trawersując zbocze oddala się od nas. Marek nie daje za wygrana i ściga ją zakosami- czyli po wyznaczonym szlaku. Siły są nierówne ale ostatecznie determinacja Marka zostaje nagrodzona: kozica pozuje mu wdzięcznie do zdjęć i gdy wreszcie dochodzimy do Marka, ten ma się czym pochwalić.

Egzekwuję bezwzględnie zwrot aparatu (jeszcze na parkingu Marek ZASTRZEGŁ SOBIE, że tym razem nie będzie robił zdjęć i jak chce to ON SIĘ ZGADZA ABYM SOBIE NIOSŁA TEN APARAT. No to sobie go niosę! Czasem to nawet zdjęcie sobie jeszcze jakieś tam zrobię, a co!).

Niepostrzeżenie dochodzimy do łańcuchów a tam… kilka osób właśnie schodzi z przełęczy i musimy czekać aż się zwolnią łańcuchy. Mateuszek ubiera rękawiczki, ubiera czapkę na wspak i przygląda się schodzącym. Wreszcie nadchodzi nasza kolej. Ja idę pierwsza, potem Mati a za nim Marek. Mateuszek sprawnie porusza się na łańcuchach co dokumentuję licznymi zdjęciami. Kiedy STAJEMY NA PRZEŁĘCZY rozpiera mnie duma z Mateuszka, a kiedy widzę jego zadowoloną i uśmiechniętą buzię ogarnia mnie wzruszenie.

Na przełęczy zabawiamy zaledwie pół godziny wdając się w pogawędki z poznanymi na trasie osobami: tatą z córką o wdzięcznym imieniu Róża, dwójką młodych ludzi, którzy zachęcają nas do wejścia na szczyt i miłą panią z zabandażowanym lewym kolanem. Rezygnujemy ze zdobycia Szpiglasowego Wierchu z uwagi na dość późną porę. Jest piąta kiedy podejmujemy zejście. O 18:30 meldujemy się w schronisku. Jak zawsze witają nas zsynantropizowane orzechówki

Jakim cudem udało się nam zejść w czasie o 20 minut krótszym niż przewidują to mapy, przewodniki i tabliczki informacyjne na szlaku? To sprawka Mateuszka!!! Tak pędził w dół gnany pragnieniem napicia się czegoś co nie jest wodą, że nie mogliśmy dotrzymać mu kroku. Marek zabawił jeszcze kilkanaście minut fotografując ptaszka a potem kozicę z młodym koźlątkiem ale udało mu się nas dogonić.

Na Włosienicy robimy podsumowanie kilometrów i wspólnie decydujemy, że Mati w pełni zasłużył na zjazd bryczką. Z radością sadowię się z Matim na wozie, zabieramy plecaki i jedziemy w dół podczas gdy Marek wraca piechotą. I co? Na parkingu jest kwadrans po nas. Asfaltową drogę z Włosienicy pokonał w 50 minut!!! Przy samochodzie witamy go wraz z TĘCZĄ!!!

Dorota

Ps.1
Mati ma już 200 punktów do małej srebrnej odznaki GOT. Trzyliterowe wyrazy jeszcze teraz mnie NACHODZĄ. Acha! W tej konkurencji zwyciężyłam ja :-)

Ps.2
Jak zapamiętać kolejność kolorów w tęczy? To proste! Wystarczy zapamiętać tę rymowankę: „CZemu Patrzysz Żabko Zielona Na Grubego Faraona?”.



trasa:
Palenica Białczańska - Wodogrzmoty Mickiewicza - Rzeżuchy Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich Siklawa - Tablica Bronikowskiego Szpiglasowa Przełęcz - Morskie Oko Wodogrzmoty Mickiewicza - Palenica Białczańska
Podziel się z innymi swoją opinią...

  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter