Dzień pełen niespodzianek
czyli niedzielne popołudnie nad Zatorskimi Stawami
(24 czerwca 2018)
Uczę się mojego obsługi naszego nowego obiektywu. 400 mm z ręki w trudnych warunkach oświetleniowych- idę na łatwiznę i wybieram ISO 1600, przysłona 8, czas od 800 do 1600 co wcale nie załatwia sprawy, ale o tym dowiaduję dopiero w domu, kiedy przeglądam zdjęcia w komputerze. Oczywiście, że chciałam wrócić jeszcze nad Zatorskie stawy ale ze zgoła innego powodu niż mało udane zdjęcia. Powodem są ślepowrony, których imponujące stado zaobserwowałam na jednym ze stawów. Najbardziej zadziwiające było to, że pośród pięćdziesięciu młodych ptaków był zaledwie jeden dorosły.
Młode ślepowrony mają upierzenie przypominające ptaki drapieżne, tymczasem dorosłe są czarno- białe z czerwonymi oczyma, co czyni je w moich oczach niezwykle eleganckimi. Ptaki fotografowałam z około 100 metrów ponieważ siedziały na wyspie. Początkowo widziałam zaledwie te, które usadowiły się na tle stawu na najbardziej wystającej gałęzi, ale wkrótce spostrzegłam, że w pobliżu siedzi ich więcej.
Młode ślepowrony opanowały niemal całą wyspę, od linii brzegowej po czubki drzew. Sporadycznie zrywały się do lotu, ale tylko pojedyncze osobniki, reszta z niezmąconym spokojem, niemal bez ruchu, kontemplowała otoczenie. Najbardziej wyluzowany był ten dorosły, cały czas podczas moich obserwacji siedział z głową wciśnięta w bark. Podobnie zachowywała się większość młodych ptaków.
Nie zrobił na nich wrażenia również szybujący w pobliżu błotniak stawowy.
Być może czuły się bezpiecznie w takiej bandzie w dodatku na wyspie.
Opuściłam ich dalekie towarzystwo w ogromnym niedosycie, ale nie widziałam sensu w dalszym fotografowaniu ich z tak znaczącej odległości. Kiedy w domu przeglądałam zdjęcia ślepowronów ze zdumieniem odkryłam, że na sąsiedniej, dużo mniejszej wysepce, siedziała gęś egipska. Ukryła się nieco w zaroślach i sfotografowałam ją niejako przez przypadek i, w przekonaniu, że to... łabędź, zaniechałam dalszych zdjęć. I w taki to nieoczekiwany sposób gęś egipska, najświętszy ptak starożytnych Egipcjan, stał się największą niespodzianką dzisiejszego dnia.
Ptak ten zwany również gęsiówką lub kazarką egipską należy do rodziny kaczkowatych i rzadko zalatuje do Polski.
A może czmychnęła z ZOO
i dokucza jej teraz samotność?
Spotkaliśmy także łyski z młodymi. Były bardzo płochliwe i natychmiast gdy odkryły naszą obecność skryły się w szuwarach.
Zastanawia mnie jak wiele zła musiał człowiek uczynić zwierzętom, że te tak konsekwentnie unikają jego obecności.
W trzcinach bez ustanku śpiewały trzciniaki i rokitniczki, jednak schowane w bujnych szuwarach były dla mnie nieosiągalne. Tylko parę razy udało mi się przez zaskoczenie zrobić im kilka zdjęć. Natychmiast, gdy tylko mnie spostrzegły,
czmychały w gęstwę trzciniska.
Wypatrując latającego błotniaka zauważyłam bociana czarnego, który majestatycznie z dumnie wyprostowaną szyją, z dziobem wycelowanym w przestrzeń niczym strzała pruł po niebie.
Popołudniowa pora nie obiecywała obfitości ptaków, które w tym czasie oddają się odpoczynkowi i tylko nieliczne przemieszczają się. Odstępstwem były kwiczoły, które gromadą penetrowały przybrzeżne łąki i zarośla, a nawet kradły czereśnie z pobliskiego sadu.
Niespodzianką była dla nas sieweczka rzeczna,
która na tle kwitnących rumianków
uroczo zapozowała do zdjęcia.
Nieświadomy mojej obecności trznadel usiadł na zaschniętym krzewie i on także został sfotografowany. Jednak trzask migawki po pierwszym zdjeciu go wypłoszył. Podobnie rzecz się miała z parą kląskawek, ale one były zbyt daleko mnie abym mogła w pełni uwiecznić ich urodę.
Mniej
ostrożna
pliszka
pozwoliła
na więcej
zdjęć.
Sroka również chętnie pozowała. Jerzyki namiętnie kręciły kółka nad powierzchnią stawu, czasem przemykały tuż nad naszymi głowami i oboje z Markiem, z uporem godnym większej sprawy, usiłowaliśmy je sfotografować w locie.
Akrobacje powietrzne jerzyków były zachwycające, ptaki zmieniały kierunek lotu w najmniej oczekiwanych momentach, skręcały to w jedną to w drugą stronę, zaniżały lot i natychmiast podrywały się wzwyż. Byly absolutnie nieprzewidywalne.
Za to na drutach grzecznie pozowały jaskółki.
Podobnie było z gąsiorkiem.
Wilgi słyszeliśmy w koronach wysokich drzew, ale nie obdarzyłam ich tym razem uwagą. Pewna rodzina wilg zamieszkuje drzewa nieopodal naszego domu, mam więc sporo okazji aby je obserwować, zatem wiem, że czasem trzeba mocno się natrudzić aby je wypatrzeć, a potem mieć dużo szczęścia aby sfotografować.
Tym razem interesowały mnie inne ptaki.
Podczas gdy ja fotografowałam ptaki mój mąż zatopił się w królestwie owadów. Zdjęcia pewnej ważki
i klecanek podbiły moje serce.
Uczciwie muszę jeszcze napisać,
że sieweczkę też sfotografował Marek.
Na zakończenie naszego spaceru spotkaliśmy jeszcze lisa i sarenki. Lis nawet coś upolował.
Dwa miesiące później spotkałam ślepowrony
na stawie oddalonym od mojego domu niecałe sześć kilometrów.

Podziel się z innymi swoją opinią...


  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter