Relacje z trekkingów

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

kreska_pionowa_szara

Na błotnistym szlaku

czyli wiosna w Gorcach





     W Gorcach kwitną teraz krokusy! No to jedziemy! Decydujemy się wędrówkę rozpocząć w Rabce Zdroju (z Plasówki) czarnym szlakiem, który biegnie obok wyciągu narciarskiego, północnym stokiem Maciejowej.

     Przez długi czas widzimy ze stoku okazałą sylwetkę Lubonia Wielkiego. Droga do schroniska na Maciejowej (815 m n.p.m.) ma nam zająć, według informatora, około godziny. Idziemy albo w błocie, albo w śnieżnej mazi co trochę spowalnia nasze tempo. Mamy za to wdzięcznego przewodnika. To krzyżodziób świerkowy, mały, krępy, karminowoczerwony ptaszek z fascynującym dzióbkiem zmierza przed nami. Usiłuję zrobić mu zdjęcie, ale kolejne zoomy w naszych aparatach szybko pozbawiają mnie złudzeń. Obserwujemy ptaszka podziwiając zwinne ruchy dzioba, którym sprawnie wydobywa smaczne nasionka z szyszek. Mamy niebywałe szczęście, że spotkaliśmy krzyżodzioba, ponieważ ptak ten rzadko odwiedza nasz kraj. Na terenie Polski jest objęty ścisłą ochroną gatunkową. Kilkuminutowe spotkanie wieńczy zaledwie jedno w miarę udane zdjęcie. No szkoda… marudzę rozczarowana obiektywami. W dalszej drodze zastanawiamy się więc jaki obiektyw spełniłby nasze wymagania z jednoczesnym uwzględnieniem możliwości finansowych. Trudny temat, jak dzisiejsza pogoda.

     „Profesjonalną” wymianę zdań kończymy na łagodnym szczycie Maciejowej. Grzbiet Maciejowej, podobnie jak jej północne zbocza, jest odsłonięty, więc spodziewaliśmy się zastać szerokie widoki na Babią Górę, Pasmo Polic oraz Beskid Makowski i cały łańcuch Tatr. Tymczasem kiedy wchodzimy na szczyt zaczyna siąpić drobny kapuśniaczek i widoczność sięga zaledwie kilkudziesięciu metrów, krajobraz rozmywa się we mgle.

     Rezygnujemy z wejścia do schroniska i idziemy dalej bacznie rozglądając się za krokusami. Na krokusowej polanie dopada nas wiatr i smaga zimnym deszczem. Jak szybko i niespodziewanie się pojawił tak szybko zniknął pozostawiając na krokusach krople, lśniące w promieniach deszczu niczym małe diamenciki. Teraz fotografowanie kwiatów sprawia nam największą frajdę. Słońce wkrótce jednak zachodzi za siwe chmury a z tych sypie się grad, drobniutki jak kaszka jaglana i jak ona twardy, smaga nas po twarzach i zmusza do dalszej wędrówki. W lesie staje się mniej dotkliwy. Szybko dochodzimy do schroniska na Starych Wierchach. Krokusy stuliły płatki i spomiędzy uschniętych źdźbeł zeszłorocznej trawy sterczą dumnie ku niebu. Wilgotne powietrze sprawia, że jest nam znacznie chłodniej niż miałoby to wynikać z temperatury powietrza. Robimy kilka zdjęć (dokumentalnych) krokusowej łące i śpiesznie wchodzimy do schroniska.

     W schronisku zaledwie dwie osoby. Chłopcy podpytują nas o mapę bo zapomnieli zabrać swoją. No jasne, że mamy „Ale my potrzebujemy Pienin”- cicho prostuje jeden z nich. „No jasne, że mamy”- powtarza ubawiony sytuacją Marek. Kuriozalna to sytuacja bo tak Bogiem a prawdą na co komu w Gorcach mapa Pienin? „I po co ją Marek przytaszczył tu”- dziwię się w myślach. Chłopaki pochyleni nad mapą zapominają o reszcie świata i o jajecznicy, ciepłej i pachnącej… Trzeba było głośno huknąć aby usłyszeli „jajośnica”. I jak tu zrozumieć facetów???

     Nie zatrzymujemy się na dłużej w jadalni, bo choć znajduje się w niej kamienny kominek to zamiast ognia hula w nim wiatr. W pokoju jest nieco cieplej ale na szczęście mamy swoje śpiwory więc nurkujemy w łóżka i oddajemy się lekturze przewodnika po Gorcach. Zanim zapadnie zmrok patrzymy przez okno na śnieżną zadymkę. Marka głos kołysze mnie do snu i niepostrzeżenie zapadam w głęboki sen, co ma swoje oczywiste konsekwencje – poranne mycie się w loooodowatej wodzie.

     Polana przy schronisku pokryta jest już cieniutką kołderką śniegu. Patrząc na grząskie błoto zmieniliśmy plany. Trudno, na Turbacz dziś nie pójdziemy. Zdradzieckie błoto i mokry śnieg zalegają na wszystkich szlakach więc często idziemy tuż obok ścieżki, slalomem między drzewami. Przejmująca cisza, nie zburzona nawet jednym kwileniem ptaka, pozwala nam słyszeć każdy nasz krok: plusk, plask, plusk, plask… Błoto mam nawet we włosach. I choć wilgotno, błotno i monochromatycznie to jednak czuć wiosnę. Wydobywający się z rozmarzłej ziemi zapach bakterii gnilnych i kiełkujących nasion zapowiada nadejście wiosny. Klucząc między pniami drzew i krzewów dostrzegamy kwitnące kępki pierwiosnków lekarskich. Ryzykując totalne zmoczenie z pełnym ubłoceniem pochylam się nad nimi chcąc zakosztować ich słodkiego zapachu. W zimnym powietrzu pachną mniej intensywnie.

     Pomimo wszędobylskiego błota i kałuż nasze buty do końca wędrówki pozostają suche. Tym razem wchodzimy do schroniska na Maciejowej i gościmy się w ciepluteńkim i przytulnym wnętrzu obiadem. Towarzyszy nam spora grupa wesołych turystów. Nie zniechęciła ich do wędrówki deszczowa pogoda! Wychodzimy i my w ten deszczowy krajobraz. Tyle jeszcze jest do zobaczenia!

     Na tarasie schroniska fotografujemy krople deszczu rozbijające się na drewnianym stole. Potem jeszcze kwiaty wierzb, modrzewi i czarnego bzu.

     Wiosna! Wiosna! W dolinach czuć i widać ją jeszcze wyraźniej.

     Wracamy do codzienności. W drodze powrotnej nie włączamy radia ani razu. Wciąż brzmią mi w uszach wczorajsze słowa dziennikarza informującego o tragicznym wypadku samolotu w Smoleńsku.

     Od faktów i tragedii nie da się uciec. Od spekulacji i politykierstwa można.

     Smutek towarzyszył nam podczas całej naszej wędrówki. Płakało niebo i my płakaliśmy. Jestem wdzięczna, że właśnie w takich okolicznościach i w tym miejscu dowiedziałam się o tej tragedii. Może dlatego wciąż z ufnością, choć z drżeniem serca powtarzam „bądź wola Twoja”. Pewnych wydarzeń nie da się zrozumieć ani znaleźć odpowiedzi na pytanie: „dlaczego?”. Świat trwa nadal. I nadal potrzebuje nas. Czy po tej tragedii jestem mądrzejsza? Lepsza?
Inna jestem.

     







Dorota 2010-04-10










zobacz wszystkie zdjęcia
kreska_pionowa_szara

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy

maciejowa i stare wierchy


Podziel się z innymi swoją opinią...