SMUTNA PRZEŁĘCZ
...wpadłyśmy w nasze ukochane góry tak, jak się wpada na kawę do przyjaciół...

To moje pierwsze wyjście w Tatry w tym roku.
Jestem tak podekscytowana, że nie potrafię zdecydować dokąd się wybrać. Decyzja jest tym trudniejsza, że wg prognozy pogody zamieszczonej na stronie TOPR-u w tym dniu mają być w Tatrach burze od samego rana. Marek widząc moje i Kasi dylematy sprawdza pogodę na ICM-ie i uspokaja nasze smutne nastroje.
-To może Smutna Przełęcz? - rzucam niespodziewaną propozycję.
Kasia, zgadza się. Kiedy dwa lata temu schodziłyśmy z Rohacza Płaczliwego miałyśmy wielką pokusę aby zejść do Przełęczy Smutnej ale ostatecznie późna pora skłoniła nas do zmiany planów. Ciekawiła mnie ta przełęcz choć nazwa nieco odstraszała.

Wychodzimy z domu o tej samej porze - Marek jedzie do pracy, Kasia i ja w Tatry. O jedenastej rozpoczynamy wędrówkę. Cel jest łatwy, pogoda stabilna... prawdziwa sielanka
Dziś są Kasi urodziny

Z parkingu Pod Spaloną do Chaty Tatliakowej wiedzie asfaltowa droga, a ponieważ nie ma innej możliwości to musimy nią iść - 4 kilometry odległości i 340 metrów przewyższenia pokonujemy w półtorej godziny.
Asfaltowe drogi nie są naszym ulubionym rozwiązaniem na wędrówkę ale skoro nie da się inaczej to nie marudzimy i cieszymy się, że na szlaku ruch raczej spokojny. W Polskich Tatrach oblężenie, najazd i prawdziwa inwazja kilkakrotnie dały sie nam we znaki w czasie wakacji więc cisza i spokój jaki otacza nas tutaj wywołuje w nas uczucie błogości.

Zatrzymujemy się na drugie śniadanie nad brzegiem Tatliakowego Jeziorka, w którym cudnie odbijają się zbocza majestatycznego Wołowca i obu Rohaczy. Tego dnia ich widok będzie nam towarzyszył podczas całej dalszej wędrówki.
Smutna Dolina rzeczywiście zasługuje na swą nazwę, jest tu bardzo uboga roślinność, zaledwie w kilku miejscach spotkałyśmy pojedyńcze kwiaty. Pogwizdywania świstaków i krakanie szybujących kruków były jedynymi dźwiękami, które urozmaicały nam ciszę. Rzadko spotykani turyści również zachowywali się cicho, za to chętnie wdawali się w miłe pogaduszki.

Podejście na Smutną Przełęcz zajęło nam dwie godziny. 588 m przewyższenia pokonuje się lekko i bez najmniejszych trudności, taka fajna trasa na rozruch
Dla nas było też ciekawe z powodu ładnego widoku na grzbiety, którymi wielokrotnie wędrowałyśmy. Przyjemnie było zobaczyć z innej perspektywy grań Grzesia, Rakonia, Wołowca, Rohacza Ostrego i Płaczliwego a potem potężną grań Barańca. Na przełęczy spędziłyśmy czas wspominając tatrzańskie wędrówki. Miło się nigdzie nie śpieszyć, zatrzymać się i po prostu być.

W drodze powrotnej udało mi się wypatrzeć jednego z gwiżdżącyh świstaków ale był tak daleko, że na zdjęciu zginął pośród małych i wielkich kamieni. Schodząc dziwiłyśmy się, że jednak w kilku miejscach było całkiem stromo. Nie zdecydowałyśmy się jednak na spacer wokół Rohackich stawów w obawie, że zastanie nas zmrok, a poza tym to urocze miejsce zasługuje na więcej uwagi.

Wpadłyśmy w nasze ukochane góry tak, jak się wpada na kawę do przyjaciół. Teraz tęsknimy za prawdziwym pobytem. Przez następne dni z nieba lały się strugi deszczu, było chłodno.

Dorota 2018-08-24
947 m
947 m
16,4 km
0h 0'
Podziel się z innymi swoją opinią...

  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter