Relacje z podróży

perforacja

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

perforacja


Dla każdego coś innego...

       Na oczekiwany już od dwóch miesięcy koncert mojej ulubionej kapeli przyjeżdżamy we czwórkę do Bukowiny Tatrzańskiej w czwartkowe popołudnie. W Bukowinie dołączamy do Agnieszki, Roberta i Adka, którzy witają nas w podwojach naszego pensjonatu "Pod Tatrami". Godzinkę później jako ostatnie docierają do nas Kasia z Dorotą. Jesteśmy w komplecie. Po krótkich przygotowaniach udajemy się na kolację, a potem asfaltówką ruszamy w stronę Głodówki na Muzyczną Zohylinę czyli II-gie Otwarte Spotkania Artystyczne. Tam od dwudziestej drugiej czeka na nas dawka fantastycznej muzyki w wykonaniu grupy Jana Kondraka z Lublina, czyli Federacji.

      Koncert jest rewelacyjny i kończy sie tuż przed północą serią długich bisów. Potem łowimy jeszcze autografy i nieprzyzwoicie pustą o tej porze drogą wracamy do pensjonatu. Ten fakt tłumaczy naszą bardzo późną pobudkę...

      Dla mnie dzień rozpoczyna się tradycyjnie przed szóstą - takie życie - choćbym chciał nie poleżę dłużej. Wstaję zatem i cichutko wymykam się z pokoju. Drzwi wyjściowe są jeszcze zamknięte, więc wychodzę przez kuchnię gospodarzy i udaję się na poszukiwanie jakiegoś spożywczego sklepu. Tuż po wyjściu, na drodze między domostwami, spotykam rudego chytruska wracającego z nocnej randki z kurami. Lisek absolutnie nie czuje przede mną żadnego respektu i nieruchomo stoi na poboczu drogi, gdy przechodzę obok niego. Nie wygląda na wściekłego - raczej na zdziwionego, że jakiś człowiek o tej porze też może wracać z kurnika!

      Poranek jest słoneczny i rześki ale kiedy wychodzę na otwartą przestrzeń, czuję że słońce tego dnia będzie prażyć. Już teraz w jego promieniach jest gorąco. Żałuję, że wychodząc nie zabrałem ze sobą aparatu - mógłbym teraz sfotografować parę ciekawych obiektów architektonicznych Bukowiny i wypełnić czas do śniadania. O siódmej wracam do pokoju. Zjadamy skromne śniadanie, pakujemy plecaki i gromadzimy się przed pensjonatem, gdzie przez jakiś czas podziwiamy panoramę Tatr. Potem pakujemy się do dwóch samochodów i odjeżdżamy w stronę Zakopanego. Okazuje się, że nasza grupa powiększy się o jeszcze jedną osobę. Od dawna namawiałem na ten wyjazd moich nowych sąsiadów: Gosię i Pawła. Opierali się jak mogli i dopiero tego ranka okazało się, że Małgosia postanowiła nam towarzyszyć i właśnie zmierza w naszym kierunku. Brawo!

      Znajdując pretekst w oczekiwaniu na Gosię siadamy w dworcowej kafejce "aecoffee"; to miejsce jest dla nas magiczne: zawsze ilekroć przyjeżdżamy w góry, zatrzymujemy się tu na kilkunastominutowy relaks. Kawa jest tu naprawdę przednia a klimat tej kawiarenki jest zaprzeczeniem dworcowych standartów. Nasz dzisiejszy kawowy poranek niepostrzeżenie przeistacza się w kawowe przedpołudnie. Atmosfera jest tak miła, że ani się obejrzeliśmy kiedy minęła godzinka. Teraz szybko biegniemy do busa i jedziemy w stronę Kościeliska. Jednak nie dojeżddżamy aż tam - nasza dzisiejsza trasa zacznie się w Dolinie Małej Łąki. Wczoraj dość długo dyskutowaliśmy o tym gdzie by tu pójść, i ostatecznie postanowiliśmy tylko zacząć od Małej Łąki, resztę pozostawiajac rozwojowi wydarzeń i apetytom uczestników.

      Jest kwadrans po jedenastej (o tej porze niektórzy zaczynają powrót z Rysów czy Gerlacha) kiedy wkraczamy na żółty szlak. Początkowo idziemy zwartą grupą, jednak w miarę upływu czasu stopniowo się rozciągamy - jest nas przecież 10 osób. Tuż przed wkroczeniem na Wielką Polanę spotykamy na ścieżce śliczną jaszczurkę. Zwierzątko zazwyczaj bardzo płoche, tym razem przez kilka minut pozuje nam do zdjęć. Widać duchy gór mają nas w swojej opiece. Na Wielkiej Polanie natrafiam na grupę dziewięćsiłów bezłodygowych - wrzesień to pora ich kwitnienia. Te piękne i rzadkie rośliny, należące do rodziny astrowatych często ze względu na kłujące liście bywają mylone z pospolitymi ostami. Zasadnicza różnica jest w łodydze: u ostów wysokiej i kolczastej, a u dziewięćsiłów po prostu jej nie ma! Stąd pochodzi nazwa tej ściśle chronionej, leczniczej rośliny.

      Na Polanie siadamy przy ustawionym tam stole i spożywamy drugie śniadanie. Ostre słońce przypieka mocno, a zza grzbietu Skoruśniaka wypływają pierzaste obłoczki. Po prostu sielanka. Nad stosem map rozpoczynamy burzliwą naradę co do dalszych naszych planów. Ostatecznie postanawiamy podejść do końca Wielkiej Polany, i tam powziąść decyzję co robić dalej. Wśród wysokich traw, połaci wierzbówki i ostrożnia lepkiego, ruszamy szeroką wydeptaną ścieżką w stronę Wyżnich Kolebisk. Przed nami po prawej stronie rysuje się masywna bryła Wielkiej Turni a po lewej bardzo charakterystyczny tandem Małego Giewontu i Siodłowej Turni. Gdy docieramy do skraju regla szlak zaczyna wzniosć się w górę. Tutaj nasza liczna grupa dzieli się na dwie mniejsze: Kasia z Dorotą, Grażynką i Robertem udają się w strone Kondrackiej Przełęczy a my wracamy do początku Polany i udajemy się w stronę Przełęczy w Grzybowcu. Ten czarny szlak do tej pory był przeze mnie omijany, więc bardzo ucieszyłem się że jest ktoś kto chce iść tamtędy, i zabrać mnie ze sobą.

      Ścieżka prawie cały czas wiedzie przez gęsty świerkowy las i jedynym prześwitem jest Mała Polanka. Idąc gęsiego ani się nie zorientowaliśmy kiedy niezauważenie minęliśmy przełęcz. Teraz stromym zejściem (oj, kolana bolą!) podążamy w stronę Doliny Strążyskiej. Obok nas idzie nawet sporo innych turystów.

      Jest godzina czternasta kiedy przekraczamy mostek na Strążyskim Potoku. Przed nami północna ściana Giewontu. Jeszcze nigdy nie widziałem tej góry od tej strony. Myślę, że każdy kto zamierza po raz pierwszy wejść na Giewont, powinien najpierw przyjść tutaj - stąd można właściwie ocenić jej wielkość i majestat. W Dolinie Strążyskiej jest tłoczno, więc atmosfera nie zachęca do dłuższego siedzenia. Postanawiamy zatem iść dalej w stronę Sarniej Skały a potem Doliny Białego. Tu następuje pewien rozdźwięk w grupie, bo Dorota i Adek są zmęczeni trudnym zejściem z Grzybowca i przekonują nas do porzucenia naszych aspiracji. Postanawiamy zatem rozdzielić się na kolejne dwa obozy i każdy pójdzie swoją drogą. Dorota z Adkiem ruszają żółtym szlakiem w stronę oddalonego stąd o 10 minut drogi, wodospadu Siklawica a potem zejdą Doliną Strążyską i Drogą Pod Reglami dołączą do nas u wylotu Doliny Białego. My, tzn. Agnieszka, Gosia, Robert i ja idziemy na Sarnią Skałę.

      Sarnia Skała to samotny pagórek o wysokości 1377m npm, położony u stóp Giewontu skąd podobno roztacza się znakomita panorama Zakopanego. "Podobno", więc trzeba to sprawdzić. Szlak czarny zwany Ścieżką nad Reglami stromym północnym zboczem Suchego Wierchu prowadzi nas ku Czerwonej Przełęczy. Ten 30 minutowy odcinek drogi nieźle daje nam się we znaki, i kiedy osiągamy wreszcie przełęcz jesteśmy uziajani i upoceni jak bure osiołki. Na dodatek zaciekle atakują nas muchy. Przed nami w odległości kilkunastu minut drogi czeka Sarnia Skała. Wychodzimy z lasu i stajemy oko w oko z tą piękną turniczką. W ostatnim etapie podejście jest nieco strome. Parę minut przed szesnastą stajemy na wierzchołku. Rzeczywiście panorama z tej bądź co bądź, niezbyt wysokiej górki jest zachwycająca. U naszych stóp rozległa przestrzeń od Kościeliska po Bukowinę. Na dalekim horyzoncie majaczą Pieniny i pasmo Radziejowej. Z drugiej strony rysuje się majestatyczna bryła Giewontu oświetlona bocznym popołudniowym słońcem. Mrużąc oczy w jego blasku podziwiamy dalekie widoki Tatr Zachodnich z dostojna sylwetką Kominiarskiego Wierchu na pierwszym planie. Ktoś robi nam wspólną fotografię, a potem siadamy i zastanawiamy się co robią teraz pozostali członkowie naszej ekipy. Okazało się potem, że poszli oni nie tylko na Kondracką Przełęcz ale także i na Kopę Kondracką, gdzie korzystając z fantastycznej pogody zabawili spory szmat czasu. Ale to już zupełnie inna historia...

      Przyjemnie się tu siedzi i można by zostać tu nawet do zachodu słońca, ale przecież w Dolinie Białego ktoś na nas czeka! Schodzimy więc w tamtą stronę - najpierw czarnym, a potem żółtym szlakiem. Dolina Białego okazuje się również pięknym miejscem, a co najważniejsze: pustym! Nie wiem czy jest to skutkiem dość późnej pory czy rzeczywiście zawsze jest tu tak odludnie? Muszę to sprawdzić innym razem, bo meandrujący w ciasnym skalnym wąwozie potok rzeczywiście bardzo mnie zauroczył. Jego nazwa prawdopodobnie wzieła się od białej barwy wapiennych i dolomitowych skał tworzących jego koryto. Wieczorne słońce liże już tylko najwyżej położone skałki, a tu na dole robi się szaro i cicho. Jedynie szum potoku i dźwięczne, głębokie, gardłowe krakanie kruka "krr... krr... krr..." odbja się echem od skał. Kiedy mijamy zakratowane wyrobisko dawnej kopalni, okazuje się że z naprzeciwka zmierza moja Dorotka z Adkiem. Dotarli do wylotu doliny i nie mogąc się na nas doczekać poszli w naszym kierunku. Im też ta dolina bardzo przypadła do gustu. Opowiadają nam o wodospadzie Siklawica w Dolinie Strążyskiej - jest bardzo piękny. Postanawiam pójść tam przy najbliższej okazji.

      Jest pół do szóstej gdy opuszczamy Dolinę Białego i wychodzimy na Walową Polanę pod skocznią na Krokwi. Tam chwilę później spotykamy Roberta i Grażynkę, którzy przeszli przez Kopę Kondracką i Dolinę Kondratową do Kuźnic. Natomiast Dorota z Kasią rozkoszując się widokami nadchodzącej jesieni postanowiły pozostać dłużej na Kopie.

      Wracamy do Bukowiny. Nie przepadam za zachodami słońca, bo są dla mnie synonimem końca i przemijania, lecz ten był wyjątkowo piękny. Potem kolacja w pobliskiej knajpce i dopiero po dwudziestej pierwszej docierają do nas nasze dzielne dziewczęta. Nie zważając na misie i inne nocne niebezpieczeństwa przesiedziały na Kondrackiej Kopie aż do pół do siódmej. Jutro skoro świt mamy nadzieję wyruszyć na podbój Jagnięcego Szczytu...




...a po nocy nastał dzień...


Marek, 2009-08-28
perforacja

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Sarnia Skała

perforacja

Podziel się z innymi swoją opinią...