Relacje z trekkingów
odstepnik
_

Damy i Rycerze







     Wielka Rycerzowa (1226 m n.p.m.) w słoneczny i mroźny dzień w pełni ukazała nam swój urok: panoramę Beskidu Śląskiego, pasmo Lipowskiej i Pilska a w dalszym planie pasmo Babiej Góry i Tatry a także Wielką Raczę i Przegibek oraz niektóre szczyty Małej Fatry jak np. Wielki Ruzsudziec.

   Z domu wyjechaliśmy dość wcześnie ale od samego początku pojawiały się komplikacje. Najpierw rozładowała mi się komórka gdzie miałam zapisany numer telefonu komórkowego do Ewy a potem Ewa źle odłożyła słuchawkę telefonu stacjonarnego i czekaliśmy na siebie nawzajem bezskutecznie: Ewa na mój telefon a ja na to aż zorientuje się, że coś nie tak i sama zechce do nas zadzwonić. Kasia zaś od początku miała zły humor i wytrwała w nim do samego końca naszej wycieczki, która pomimo pięknej pogody zakończyła się o 16. Wtedy, pomimo moich protestów, w szalonym tempie zaczęliśmy schodzić w dół. Ale po kolei.

   Do Soblówki dojechaliśmy kilka minut przed 11. Szadź na północnych zboczach przyciągała moją i Marka uwagę i prowokowała do zdjęć. Ewa z Kasią, wolne od fotograficznej pasji, szybkim krokiem zmierzały na przód znikając nam z oczu. Poruszaliśmy się szlakiem żółtym i z mapy wynikało, że na szczycie Wielkiej Rycerzowej mamy być za półtorej godziny.

   Dokładnie o 13:30 dotarliśmy tam z Markiem- roześmiani i zachwyceni zimowym lasem a także pejzażami. Ewa opalała się na drewnianej ławeczce przed schroniskiem zdążywszy się już zaprzyjaźnić z napotkanym na szlaku psem. Kasia w schronisku kończyła posiłek i widząc, że jesteśmy wyszła poinformować nas, że czekają na nas co najmniej od pół godziny. Najwyraźniej nie miała satysfakcji z tego, że pokonała szlak w czasie krótszym niż my. Tymczasem Ewa zachęcona przez parę rozbawionych turystów obietnicą świetnej zabawy zjeżdżała z pobliskiego stoku na „jabłuszku”. Szybko posililiśmy się kanapkami i żurkiem a następnie wymaszerowaliśmy w kierunku szczytu.

   Za każdym razem kiedy pochylałam się aby zrobić zdjęcie majaczącym na wschodzie Tatrom pies brał to za zaproszenie do zabawy, skakał, łasił się a nawet lizał mnie i przewracał na śnieg. Na szlaku pomimo mroźnej i słonecznej pogody niewiele spotykamy ludzi więc kundelek towarzyszy nam już do końca wędrówki.

   Tatry w ostrym południowym świetle są słabo widoczne. Nieustannie podejmuję wysiłek uchwycenia ich w kadr i za każdym razem ponoszę porażkę. Mam nadzieję, że w popołudniowym świetle wyraźniej zarysują się na horyzoncie jednak powracające ze szczytu Wielkiej Rycerzowej dziewczyny podjęły decyzję o powrocie do domu. Ociągam się ale nie udaje mi się niczego wskórać. Kasia bezwzględnie egzekwuje na nas powrót.

   W pospiechu robimy jeszcze kilka zdjęć Wielkiej Raczy oraz Przegibkowi i podążamy za dziewczynami. Wracamy szlakiem czarnym, który dostarcza nam nowych, równie zachwycających pejzaży ale w końcowym odcinku jest bardzo stromy. Na ostatniej widokowej polanie dostrzegamy zarys Małej Fatry a głównie Rozsudźca. Niestety znajduje się idealnie pod słońce i tylko okulary z mocnym filtrem dają szansę na zobaczenie go więc aparat fotograficzny i tym razem buntuje się rzucając flarami na każdy kadr.

   Kasia traci cierpliwość więc rezygnuję z dalszych prób. Wracamy. Już? Koniec wycieczki? A taka piękna pogoda! Nawet latarki zabraliśmy. Nawet raki! Te ostatnie przydają się przy schodzeniu bo odcinek biegnący lasem jest nie tylko stromy ale i mocno oblodzony. Posłuszna Kasi napomnieniom prawie biegnę w dół chcąc nadrobić trochę drogi aby w „razie czego” mieć w zapasie czas na zdjęcie.

   Okazuje się to zbędne więc tym razem to my czekamy na dole na Kasię. Taki obrót spraw również się jej nie podoba. Wtedy dociera do mnie, że przez to fotografowanie zaniedbałam ją i byłam nieuważna na jej potrzeby. „Jak trudno czasem pogodzić różne interesy”- myślę z żalem w duchu. Asfaltową drogą idziemy już równo. Nikt nie robi zdjęć. Chcąc skrócić sobie zejście nadkładamy niemały kawałek drogi.

   Kundelek smutnieje kiedy wsiadamy do samochodu. Czyżby był bezpański? Przez chwilkę kręci się obok kiedy odjeżdżamy i mnie także jest smutno. Kasia częstując nas truflowymi cukierkami. Ewa opowiada o pieczeniu urodzinowych ciast przez córkę a ja chcąc zapomnieć o zachodzie słońca nad Polaną Rycerzową odkrywam obłędną ochotę na kiełbaskę zapiekaną w cebulce.

   Marek stara się znaleźć złoty środek i pogodzić różnice. W końcu jesteśmy na miejscu. Ewa pędzi wesprzeć córkę w pieczeniu placka a Kasia zaprasza nas na kiełbaski. Są pyszne! Nie myślę już o wyimaginowanej stracie cudownych zdjęć Tatr. Przecież mam przyjaciół a to coś o wiele cenniejszego.

odstepnik





Dorota 2011-02-26






zobacz wszystkie zdjęcia

Podziel się z innymi swoją opinią...