Są takie miejsca, do których wciąż chcę wracać. Jednym z nich jest właśnie Wołowiec. W ciągu ostatnich trzech lat byłam tam cztery razy i za każdym razem góra ta pokazywała mi inne oblicze, inni towarzyszyli mi w wędrówce ludzie i innych doświadczałam emocji. Ale zawsze była ze mną Kasia :-) I tak sobie teraz myślę, że „Kasia jest ze mną zawsze”. No… nawet jak jej nie ma to i tak jest: w moich myślach i uczuciach. Kasi zatem dedykuję tę spóźnioną relację.

Tę zachodnio-tatrzańską wyprawę zaplanowałam jeszcze zimową porą i cieszyłam się na nią ogromnie. Mój zapał udzielał się kolejno innym osobom i koniec końców zebrała się nas całkiem spora grupa. A właściwie to dwie grupy ;-), które potem się wymieszały. Każdy miał inne doświadczenia związane z górami i inne oczekiwania a mimo to udało się nam fantastycznie zgrać i ciekawie spędzić ze sobą czas. Wtedy po raz kolejny przekonałam się, że to, co nas różni, jest naszą szansą na rozwój, poszerzenie horyzontów własnej świadomości i poznania świata. Czy tę szansę wykorzystamy to już inna para kaloszy.




Pierwszego dnia przeszliśmy prawie 19 km i pokonaliśmy 1360 metrów przewyższenia. Ale po kolei :-)

9:03

Parkujemy samochody na Siwej Polanie (925m n.p.m.) i raczymy się kawą z pobliskiej budki. Zbyszek, Leszek i ja decydujemy się podjechać do Polany Huciska (989m n.p.m.) rowerami. Stefan z Kasią przemierzają szlak na piechotę.

10:10

Po krótkim odpoczynku na Polanie Huciska zakładamy na grzbiet plecaki i podążamy dalej. Jest ciepły, słoneczny dzień.

10:48

Zbyszek jest pierwszy raz w Tatrach, więc na Polanie Chochołowskiej (1080m n.p.m.) robię mu zdjęcie na tle Bobrowca. Kilka minut później stajemy przed schroniskiem.

12:24

Dołączają do nas Kasia ze Stefanem. Meldujemy się w schronisku, rozpakowujemy plecaki, zjadamy obiad i… ku wielkiemu zdumieniu nas wszystkich zauważamy, że grzmi.

13:24

Jesteśmy już w pół drogi na Grzesia. Deszcz właśnie przestał padać i znów świeci słońce. Dobry humor nas nie opuszcza.

14: 17

Łopata i Jarząbczy Wierch skąpane w słońcu.

14:18

Kominiarski Wierch - aby chronić orła przedniego, który gniazduje na jego szczycie, 1 sierpnia 1988 r. szlak na szczyt został zamknięty.

14:19

Pięknie widać cel naszej dzisiejszej wędrówki. Na pierwszym planie Rakoń i Wołowiec, dokąd zmierzamy. Zza nich wyłaniają się oba Rohacze i już całkiem wyraźnie widać Trzy Kopy oraz Hrubą Kopę.

14:21

Grześ (1653m n.p.m.) na dobry początek :-) zdobyty

14:38

Ruszamy na Rakoń

15:00

Szlak ma trzy ścieżki.

15:17

Spoglądam za siebie a tam, nad Grzesiem i Bobrowcem w równym rzędzie zawisły białe, puchate obłoczki.

15:18

Wołowiec w oddali zdaje się być nieosiągalny.

15:21

Chłopaki cierpliwie czekają aż skończę fotografować.

15:27

Starorobociański góruje na horyzoncie.

16:03

Z tego miejsca doskonale widać strome podejście z Zawracia na Wołowiec - 200 metrów przewyższenia na stosunkowo krótkim odcinku nie może być inne.

16:14

Rakoń (1879 m n.p.m.) zdobyty.

16:15

Zawracie 1863m n.p.m.
Zbyszek, Leszek i Stefan udają się na Wołowiec.

16:16

Kasia i ja zostajemy w związku z czym oddajemy się bezkarnie przyjemności fotografowania.

16:17

Trudno jest pozować.

16:19

Wolę jednak fotografowanie

16:24

Panowie są w połowie drogi na szczyt.

16:28

Poza nami w okolicy nie ma NIKOGO. Po prostu nie do wiary!!!

16:30

Rohacz Ostry i Rohacz Płaczliwy.

16:31

Ilekroć byłam w tych okolicach, zastanawiałam się jak nazywa się ta charakterystyczna góra za moimi plecami. Po latach dopiero dowiedziałam się, że to Osobita.
A wystaczyło wyjąć mapę :-)

16:32

Nadciągają czarne chmury. Zanosi się na deszcz.

16:37

Dwa Rohacze...

16:38

... i Trzy Kopy.

16:40

Z tej perspektywy widać że Starorobociański to nie przelewki.

16:42

Ależ mi się nudzi. Żałuję, że nie poszłam na ten Wołowiec ale moja noga jest innego zdania.

16:45

Kasia i Kopy.

16:50

Jak tu nie być szczęśliwą kiedy wokół tyle piękna!

16:59

Fotografuję panoramę. Od lewej: Rohacz Ostry, Rohacz Płaczliwy, Trzy Kopy, Hruba Kopa i Banówka.
Tymczasem chłopcy zbiegają z Wołowca. Są już tuż-tuż. Im brakuje tchu a nam słów.

17:02

Zbyszek jest zachwycony i… strasznie głodny!!! Oznajmia, że teraz to on będzie leciał w dół i na nikogo nie czekał :-)
Damy radę ;-)

17:05

Leszek przysiada koło mnie na trzynaście sekund... aby wyczyścić okulary.

17:29

Idziemy najszybciej jak się da, ale pod koniec i tak dopada nas deszcz.

17:37

Słoneczko zasłoniły chmury ale i tak panorama na Wyżnią Chochołowską Dolinę urzeka mnie.

19:08

Jak mokre kury jesteśmy na powrót przed schroniskiem.

19:36

Po kolacji wyglądam na polanę. Wapienne szczyty Kominiarskiego Wierchu płoną czerwienią zachodzącego słońca.


Podziel się z innymi swoją opinią...