Siła   w   rodzinie


czyli opowieść o raniuszkach

Widywałam je czasami na brzozach w naszym ogrodzie. Zawsze zachowywały się cichuteńko i ostrożnie. Ich małe, puchate i delikatne ciałka zachwycały mnie i zawsze sprawiało mi ogromną przyjemność obserwowanie ich w przeróżnych okolicznościach.
Jednak dotychczas były to sporadyczne i raczej przypadkowe spotkania.
Tymczasem w maju zaczęłam je widywać w naszym ogrodzie codziennie. Zawsze gdy usiadłam w zaciszym kącie ogrodu, osłoniętym od wiatru i słońca, krążyły wokół mnie i w końcu znikały zawsze w tym samym miejscu.
Wkrótce odkryłam, że na wysokości około 2,5 metra, w gęstej koronie jodły koreańskiej uwiły sobie gniazdo i najwyraźniej dochowały potomstwa. Raniuszki oswoiły się widać z moją obecnością zanim ja odkryłam powód ich obecności w naszym ogrodzie.
Wyobrażam sobie jaki niepokój musiałam siać w ich maleńkich serduszkach kiedy siadałam nieopodal ich domu i... siedziałam tak sobie niefrasobliwie. Jakąż wielką odwagę posiadają te maleńkie istoty skoro nie porzuciły swoich dzieci pomimo mojej natarczywej i nahalnej obecności. Jakże mogłam być tak nieuważna - zarzucałam sobie. Jednak szybko do mnie dotarło, że jeśli nadal będę codziennie zasiadała w tym samym miejscu, o tej samej porze, z tymi samymi akcesoriami to raczej nie wywołam u nich paniki i tym samym bedę mogła fotografować je do woli.
Raniuszki, zgodnie z moim planem, przyzwyczaiły sie do mnie i zaakceptowały moją obecność. Z czasem to one zaczęły skracać dystans. Zdarzało sie, że siadały w odległości metra ode mnie i przyglądały mi się z zainteresowaniem. Ja trwałam wtedy nieruchomo aby ich nie spłoszyć. Było to o tyle łatwe, że obiektyw, który wybrałam do fotografowania raniuszków ostrzy dopiero od trzeciego metra.
Czasem obserwacja raniuszków przedłużała się do kilku godzin. Widząc, że ptaki nie obawiają się mnie zachodziłam do nich także o innych porach dnia. Poznałam ich rytuały. Jednym z nich było to, że zawsze przed wlotem do gniazda zasiadały na tym samym drzewie i startowały z tego samego miejsca.
Jeśli jednak zauważyły coś niepokojącego siadały po przeciwnej stronie i wówczas stosowały podobną strategię.
Niezmiennie trwogę budził w nich kot. Przeganiałam go stamtąd aby zniechęcić do zachodzenia w tę część ogrodu. Moje zabiegi, co było właściwie do przewidzenia, okazały się bezskuteczne.
Jednak wkrótce okazało się, że przedmiotem zainteresowania naszego kota i wszystkich innych, do nas zachodzących, wcale nie były raniuszki a piegże, które w bliskim sąsiedztwie w żywopłocie z żywotników uwiły sobie gniazdko. Im było najtrudniej wyżywić pisklęta ale poradziły sobie znakomicie.
Największym sprytem wykazały się sikorki wybrawszy na założenie rodziny budkę na sośnie. Zimą ścięliśmy jej chore gałęzie i cieknąca żywica skutecznie zniechęcała wszelkie drapieżniki do penetrowania drzewa.
Kiedy raniuszki odlatywały na polowanie mogłam cieszyc się z obecności pozostałych ptaków. Raniuszki wracały po kilku minutach z dorodną, tłustą, zieloną gąsienicą lub kłębkiem najróżniejszych owadów. Gąsienic na okolicznych brzozach i dębach było bez liku, a jednak para rodziców szczuplała z dnia na dzień.
To zrozumiałe w tych okolicznościach. W końcu odchowanie gromadki dzieci to poważne zajęcie.
Któregoś dnia oniemiałam ze zdziwienia widząc parę nowych, tłuściutkich raniuszków, które również rozpoczęły dokarmianie piskląt. Ostatcznie nabrałam podejrzeń, że opiekunów jest jeszcze więcej.
Za to nie było mi dane dowiedzieć się ilu pisklaków dochowały się moje raniuszki. Któregoś dnia po prostu znikły.
Byłam zawiedziona ich niespodziewanym odlotem. Nawet martwiłam się czy aby nocna burza nie zniszczyła ich gniazda, a może koty pożarły je... razem z piórami? No właśnie, ponieważ nie było w okolicy żadnych piór uspokojona wypatrywałam ich na okolicznych drzewach. Bezskutecznie. Raniuszki odfrunęły nie wiadomo dokąd.
Powróciły do naszego ogrodu dopiero w listopadzie ale nie wiem, czy to były te same, czy też zupełnie inne ptaszki.
Raniuszka nie sposób pomylić z jakimkolwiek innym ptakiem. Newet jego kontur jest niepowtarzalny. Dzieje się tak z powodu ich długiego ogona, który sprawia wrażenie jakby żył własnym życiem. Podczas gdy większość ptaków trzyma ogon wzdłuż osi ciała, raniuszek często, przycupnąwszy na gałązce, trzyma ogon na boku w dodatku wywinięty niczym ogon kota
Raniuszki siedząc na gałązkach mają zwyczaj pionowego wzbijania się w powietrze i siadania w tym samym miejscu. Wyglądają jakby podskakiwały.
Ciałko raniuszków tworzy puchatą kuleczkę a małe czarne oczka otacza kolorowa obrączka powiekowa, która wraz z wiekiem ptaka zmienia kolor. U osobników młodocianych ma ona barwę różową, z wiekiem przechodzi w czerwień, a u dorosłych ptaków jest żółta. Młode raniuszki, niezależnie od podgatunku, do jakiego są zaliczane, mają na głowie szerokie, ciemne pasy. Czarne nogi w słońcu mienią się czerwienią. Ich piórka często są zmierzwione, nieuczesane.
Mały i delikatny dzióbek pozwala im na jedzenie jedynie drobnych i miękkich jagód oraz nasion. Ich ulubionym pokarmem są jagody wiciokrzewu i nasiona trzmieliny.
Kiedy opowiadałam znajomym o raniuszkach, okazało się że żadne z nich nigdy w swoim długim życiu takich ptaszków nie widziało. Raniuszki są bardzo rodzinne. Razem śpią i razem szukają pożywienia.
Kiedy przygotowujemy na naszą stronę materiał o raniuszkach jest już zima. Widujemy je teraz często na brzozach jak przeszukują wszelkie uchyłki miedzy drobnymi gałązkami drzew w poszukiwaniu bezkręgowców, ich jaj czy poczwarek. Te maleńkie pajęczaki i owady są dla raniuszków cennym źródłem białka.
Rzeczywiście, w Polsce nie jest to zbyt liczny ptak jednak kiedy upodoba sobie jakiś region to konsekwentnie się go trzyma, gdyż nie jest ptakiem wędrownym.
Zimą nawet łatwiej go dostrzec bo zawsze przebywa w większym towarzystwie, na które może składać się nawet kilka rodzin. Ciekawostką jest to, że każde stado ma tylko jedną parę przywódców. Pozostałe ptaki, najczęściej będące krewnymi przywódców, pełnią rolę pomocników, pomagających gniazdującej parze karmić potomstwo. Raniuszki są monogamiczne. Mam nadzieję, że kolejnej wiosny również zbudują gniazdo w naszym ogrodzie i szczęśliwie dochowają się potomstwa (musimy tylko usunąć z drzewa ich tegoroczne gniazdo).
Raniuszek to symbol Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Nazwa łacińska: aegithalos caudatus
Masa ciała: 7-10g
Rozpiętość skrzydeł: 16-19 cm
Długość wraz z ogonem: 14-16 cm
Sylwetka: biała, puszysta kuleczka z długaśnym, schodkowanym, czarnym z wierzchu ogonem, wierzch ciała czarno ubarwiony, różowawe plamy po bokach, również spodnia część ciała lekko różowawa.
Dziób: czarny, malutki, spiczasty, sztywny i stożkowaty.
Oko: z czerwoną obwódką u młodych a żółtą u starszych osobników, czarnobrązowa tęczówka.
Występowanie: zarówno lasy liściaste jak i mieszane, bory, młodniki, skraje lasów, zadrzewienia śródpolne, ogrody.
Gniazdo: prawdziwy majtersztyk. Ma jajowaty kształt z bocznym wejściem umieszczonym w górnej części. Oboje rodzice budują je około trzech tygodni. Gniazdo naszych raniuszków zbudowane było głównie z mchu łączononego pajęczyną, cienkich źdźbeł traw, puchu z topoli. Z zewnątrz zamaskowane porostami i mchem oraz strzępami pajęczyn, wnętrze wyścielone wymoszczone piórkami. Nasze raniuszki tak znakomicie ukryły gniazdo w rozwidleniu gałęzi jodły koreańskiej, że udało mi się je zlokalizować dopiero bacznie obserwując rodziców wlatujących z pokarmem.
Jaja: nie widziałam ich. Naukowa literatura podaje, że może ich być 7 do 10 ale zdarza się, że jest ich 20 i wtedy są one dziełem dwóch samic. Ciekawe czy ojciec jest ten sam.
Wysiadywanie jaj: 12-13 dni
Karmienie młodych w gnieździe: 15- 20 dni
Śpiew:

Zatem przy odrobinie szczęścia możemy obserwować raniuszki około miesiąca. Obserwowanie raniuszków i w ogóle wszystkich ptaków w chwili budowania przez nie gniazda jest dość ryzykowne, bo istnieje niebezpieczeństwo, że niepokojone porzucą wypatrzone miejsce na lęg. Wówczas muszą szukać nowego, a to utrudnia im założenie rodziny. Mnie fascynuje strategia postępowania raniuszków, które pomagają sobie w wykarmieniu młodych. Zważywszy, że każdy ptak łatwo może paść łupem dużego i małego drapieżnika (sóweczki czy choćby srokosza) takie postępowanie ma głęboki sens.
zobacz wszystkie zdjęcia