Na wschód czy na zachód?

Pilsko
Beskid Żywiecki
Wysokość:   1557 m n.p.m.
Położenie: 49°31′38″ N    19°19′06″ E


27 sierpnia nieco przed południem zadzwoniła do mnie przyjaciółka z informacją, że ma wolny dzień i może by tak... Może by tak wybrać się na Pilsko? Trochę późno ale jest przecież lato, wciąż jeszcze długi dzień i przecież szkoda zmarnować tak piękne popołudnie.

Pilsko (1557 m n.p.m.), po Babiej Górze, jest drugim co do wysokości szczytem górskim w Beskidzie Żywieckim. Dotychczas bywałam na nim wyłącznie zimą i nieodłącznie kojarzył mi się z nartami. Tylko jeden raz, jeszcze w szkole średniej, byłam na Pilsku latem ale wielka deszczowa chmura wraz ze strugami wody lejącymi się z nieba niczym z cebra, skutecznie zasłoniły wszystko, włącznie z oznaczeniami na szlaku i jakoś z latem raczej niemiło mi się ta góra kojarzyła. Czas przełamać uprzedzenia. Kasia pakuje nas (ja jestem jeszcze w pracy) i przyjeżdża po mnie z pełnym ekwipunkiem.

O 14:30 parkujemy na Przełęczy Glinne i ruszamy na szlak. Idę w dżinsach i nie swoich butach. Poza nami nikt nie idzie w górę, za to wiele osób schodzi. U niektórych nasza wędrówka budzi silne emocje.
- "A panie to wschód słońca czy jeszcze na zachód idą?" - pyta bezpardonowo pewien pan.
Przecież to zaledwie 750 metrów przewyższenia, o co tyle hałasu? Śmigniemy tam "za widoku" i zdążymy jeszcze przed zapadnięciem zmroku zejść. Na wszelki wypadek mamy ze sobą latarkę. Jednak obawa przed bliskim spotkaniem z niedźwiedziem tak pobudza naszą wyobraźnię, że szybko odrzucamy tę myśl.

Początkowo szlak wiedzie dróżką po równym lub lekko wznoszącym się terenie. Zatrzymują nas jednak słodziutkie borówki, maliny i jeżyny. Kasia pożera garściami owoce i wciąż jej mało. Ktoś musi wykazać silną wolę i tym kimś muszę być ja. Przyśpieszam kroku w nadziei, że moja przyjaciółka zmobilizuje się i porzuci borówczyska, ale ona nic sobie nie robi z moich poczynań i co chwilkę się zatrzymuje. Trudno, idę sama. Tuż przed Trzema Kopcami spotykam niecodzienną sytuację. Przede mną, wolnym krokiem, zmierza bosonoga kobieta. Jestem pewna, że wcale nie zepsuły się jej buty, ale świadomie wybrała ten sposób wędrowania. Na wszelki wypadek zagaduję do niej. Kobieta jest bardzo chętna do rozmowy i wkrótce dowiaduję się, że boso przemierzyła już całe Bieszczady, a w tym roku planuje w ten sposób przejść Sudety i Pieniny. Wkrótce rozstajemy się, gdyż Pani ta zamierza wejść tylko na Trzy Kopce, a potem idzie do schroniska. Ja idę na Pilsko. Sama. Kasia przepadła gdzieś między malinowym chruśniakiem a borówkowym polem. Chwilę czekam na nią na Trzech Kopcach ale, gnana ciekawością, niecierpliwię się i szybko rezygnuję.

O godzinie 17:00 staję na szczycie Pilska. Jest ciepło i słonecznie, lekki wiatr delikatnie otula mnie swoim ciepłem. Na szczycie jestem sama. Tatry ukryte są za lekką mgłą, podobnie Wielki Chocz i Mała Fatra, za to wspaniale widać okoliczne szczyty Beskidu Żywieckiego. Babia Góra wygląda stąd dość niepozornie. Widzę ją codziennie z okien domu i z tamtej strony prezentuje się bardziej okazale, wręcz majestatycznie. Ze szczytu Pilska nie robi już takiego wrażenia.

Po kwadransie dołącza do mnie Kasia. Urządzamy tu sobie prawie dwugodzinny piknik. Kanapki, naszykowane przez moją przyjaciółkę, nie mają sobie równych. Jest cicho, pachnąco i słonecznie. Borówkowe krzaczki migoczą czerwienią w słonecznych promieniach, a między nimi lekkie i zwiewne, delikatne kępki płowych traw. W górach czuć już zbliżającą się jesień. Kontemplujemy w ciszy urodę Beskidów a potem urządzamy sobie... skoki na Babią Jak fajnie pobyć czasem sam na sam z Przyjaciółką, z dala od domu, dzieci, mężów... i całej powagi sytuacji.
Skaczemy pod samo niebo...
wyżej się już nie da, choć obie bardzo się staramy

Kilka minut po siódmej rozpoczynamy powrót. Malowniczego zachodu słońca nie ma się co spodziewać. Słońce zakryły lekkie mgiełki i chmurki. Jak zwykle żal opuszczać góry. Szybkim krokiem schodzimy do Przełęczy Glinne i zgodnie z planem, jeszcze przed zapadnięciem zmroku docieramy na parking. Urocza Pani Kioskarka częstuje nas herbatą z sokiem aroniowym a my podwozimy ją do domu.

Obiecujemy sobie, że zawsze ilekroć obie będziemy miały wolne popołudnie, wskoczymy na którąś z beskidzkich górek.

Dorota
2015-08-27

 

Podziel się z innymi swoją opinią...


  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter