halo... halo...
(Korbielów - Hala Uszczawne - Hala Malorka - Hala Górowa - Hala Miziowa - Korbielów)

27 luty 2011 rok… tak dawno a niby wczoraj… 4 lata temu… Wydaje mi się, że pamiętam wszystko: jak pachniało wiosną gdy po południu rozpoczynaliśmy swoją wędrówkę bez celu, jak śnieg skrzypiał pod butami, jak grzało słońce, jak szliśmy przed siebie w zachwycie nad życiem… jak schodziliśmy po ciemku do Korbielowa…
Pamiętam zapachy, dźwięki, kolory, melodie… smak kolacji w schronisku… i chwile ulotne.
Czy z tych kawałeczków uda mi się napisać wspomnienie naszego zimowego spaceru? Zdecydowanie wolę na odwrót, czyli czytać po latach napisaną świeżo po wycieczce relację.
Niech tak więc zostanie… we fragmentach.
Czy coś szczególnie mocno zapisało się w mojej pamięci?
Zdecydowanie to, że rozpoczynając nasz niedzielny spacer wcale nie planowaliśmy dojść do schroniska na Hali Miziowej. Najpierw chcieliśmy dojść do Przełęczy Przysłopy.
Tam wpadliśmy na pomysł aby przespacerować się na Halę Uszczawne...
a przecież z niej blisko jest na Malorkę...
a stamtąd na Halę Górową…
potem na Halę Miziową…

halo, halo?
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
. . .
Nie zdążyliśmy wejść na Pilsko, właśnie zapadał zmrok gdy wchodziliśmy na kolację do schroniska. Po przejściu 8 km apetyt nam dopisywał. To nic, że atmosfera w schronisku przypominała raczej hotel, sami dla siebie byliśmy najlepszym towarzystwem. Schodząc po ciemku pod żelaznymi słupami wyciągu narciarskiego żałowałam, że nie mam ze sobą nart i jednocześnie cieszyłam się z raków, które Marek przezornie wpakował kiedyś do plecaka, tak na wszelki wypadek, który właśnie nadszedł.
. . .
. . .
Po dojściu do Korbielowa obiecaliśmy sobie, że wkrótce tu wrócimy i wtedy posiedzimy sobie na szczycie Pilska.
Jakoś jeszcze nie wróciliśmy…
może pora spełnić przyrzeczenie?
Dorota, 2015-02-08

Podziel się z innymi swoją opinią...