Fotorelacja

strona głównaprzez drogi i bezdrożarelacjeOśnica



Ośnica (1363 m n.p.m.)
Mała Fatra
49°13′07″N    19°07′27″ E






Ośnica - gwóźdź programu
czyli o tym jak Stary Rok zakończyliśmy przed czasem



30 grudnia 2012
Wczoraj przeszliśmy długą i piękną trasę. Stopami okutymi w raki maszerowaliśmy granią Małej Fatry nie zważając ani na mroźny wiatr, ani na spore przewyższenia. Kiedy wieczorem wreszcie zdjęłam z nóg stalowe okowy moje kostki przeszywał niemiłosierny ból, zatem na dzisiejszy dzień zaplanowaliśmy łatwiejszą i krótszą trasę, na dodatek częściowa nam znaną, czyli: Ośnicę - podejście przez Strungową Przełęcz.
Słoneczna i bezwietrzna pogoda obiecywała wspaniałą przygodę. Parkujemy samochód na skraju drogi, przy której w pobliżu czatuje myszołów. Niestety czujne oczy ptaka szybko wyłapują mnie w nieruchomej gęstwinie młodego zagajnika i zanim właściwie dobiorę parametry zdjęcia drapieżnik odlatuje.
Od samego początku naszej wędrówki przed oczami jawi się nam raz po raz szczyt Ośnicy. Słoneczna, bezchmurna pogoda gwarantuje dalekosiężne widoki. Cieszę się na nie ogromnie.
Aż do przełęczy wleczemy się leniwie przez las dojazdową drogą wypatrując naszej znajomej sóweczki. Zamiast niej spotykamy myśliwych. Ci, uzbrojeni we flinty, ostrzegają nas przed niebezpieczeństwem, informują gdzie zamierzają polować i odjeżdżają. My zmierzamy w przeciwnym kierunku.
Przez chwilę idziemy drogą ale wkrótce rozpoznajemy znajome miejsca i decydujemy się zboczyć z dotychczasowej trasy, co pozwoli nam zaoszczędzić sporo czasu za to zmusza nas do stromego podejścia na dodatek w głębokim kopnym śniegu. Przed nami ktoś już niedawno przemierzał ten stok, stawiam stopy dokładnie w jego ślady. Wkrótce stajemy na szlaku i po kilku minutach dochodzimy do znajomej polany.
Gdy docieramy na Stungovy Prislop otwiera się przed nami przepiękny widok na Tatry Wysokie, Zachodnie i Niżne a także Góry Choczańskie z dumnym Wielkim Choczem. Gdy byliśmy tu miesiąc wcześniej wszystko spowite było gęsta mgłą.
Na granatowym niebie szybują trzy jastrzębie. Tutaj zjadamy drugie śniadanie i bezzwłocznie udajemy w dalszą wędrówkę. Od szczytu dzieli nas zaledwie pół godziny, tak napisane jest na drogowskazach. Patrzymy na nieprzetarty szlak i szacujemy, że wejście może jednak zająć nam nieco więcej czasu.
Początkowo brniemy zanurzeni po kolana w śnieżnym puchu ale wkrótce pojawia się udeptana, wąska ścieżka. Nie idziemy jednak szybciej bo podejście staje się bardzo strome. Kiedy staję na skraju lasu, zdawałoby się tuż przed szczytem, mam do wyboru albo kontynuować podejście balansując na granicy śnieżnego nawisu tuż nad stromym stokiem, albo iść po śliskiej trawie za to plącząc się między kamieniami i korzeniami drzew. Wybieram śnieg ale po kilku krokach, kiedy zapadam się w śnieg o wiele głębiej niż podejrzewałam, zmieniam decyzję, podchodzę w lewo licząc na bezpieczniejsze i łatwiejsze podejście.
Tu jednak też wcale nie jest łatwiej bo kamienie klinują się między zębami moich raków. Marek radzi sobie lepiej ode mnie, przynajmniej nie targają nim wątpliwości, którą drogę wybrać, konsekwentnie pnie się w górę po trawiastym zboczu.
Ostatnie metry stoku są najtrudniejsze, wchodzimy jak po drabinie ale na szczęście raki dają mocne oparcie na śnieżno-lodowej nawierzchni. Odwracam się za siebie i natychmiast informuję Marka, że ja „tam” nie wracam.
Przed oczami jawi mi się głęboka i stroma przepaść w kierunku polany położonej nieco poniżej Strungowej Przełęczy. Marek tymczasem zauważył smutną tabliczkę na skalnej ścianie, przeciera ją rękawiczką strząsając resztki nawianego śniegu i w ciszy czytamy o tragicznej śmierci 17-nastolatka, który zginął tu 26 grudnia 2001r. Nieco później dowiadujemy się, że chłopak zginął pod lawiną , która zeszła z Ośnicy do Doliny Tržinô.
Takich miejsc w górach spotkaliśmy już wiele i zawsze wywołują we mnie przeraźliwy smutek.
Jeszcze kilka kroków i stajemy na płaskim, łagodnym szczycie Ośnicy. Jeszcze raz spoglądam za siebie zadziwiona tym rzadkim kaprysem góry. Od wschodu jej zbocze jest skaliste i strome tymczasem zachodnie stoki są łagodne niczym bieszczadzkie połoniny i jak one porośnięte bursztynową trawą.
Na Ośnicy widzimy gęstwinę wydeptanych przez turystów ścieżek. Od drugiej strony szczyt jest łatwo dostępny i, sądząc po ilości odbitych na śniegu ludzkich stóp, bardzo popularny. Nie dziwi nas to, bo widoki stąd są niebywałe. Teraz jednak poza nami nie ma tu nikogo. Nikogo też nie spotkaliśmy na szlaku w ciągu całej naszej dzisiejszej wędrówki.
Zaskakuje nas także niebo, które dotychczas zachwycało głębokim lazurem a teraz jawi nam całą swoją tajemnicę. To grzbiet Ośnicy zasłaniał ciężkie, kolorowe chmury. Teraz widzimy je w całej krasie i śpieszymy się z fotografowaniem okolicy. Kilka minut dzieli nas zaledwie od pochłonięcia tych cudnych pejzaży przez chmury.
Łapiemy w kadr ostatnie słoneczne panoramy. Nad obiema Fatrami wisi gruby kożuch zimowych chmur rozświetlany jeszcze na chwilkę różem i pomarańczem zachodzącego słońca. Jeszcze tylko ośnieżone szczyty Tatr błyszczą świetliście na horyzoncie.
Znakomicie widzimy stąd nasze wczorajsze zejście ze Stoha. Grafitowy Rozsudziec króluje na horyzoncie. Żal nam stąd odchodzić. Marek dopytuje jeszcze czy aby na pewno chcę wracać dłużą trasą. Chcę tego jak mało czego w ostatnim czasie! Zatem dochodzimy jeszcze przed zmrokiem do przełęczy ośnickiej i dalej do polany pod Rozsudźcem.
Szybko jednak na niebie pojawiają się gwiazdy i wszystko wokół ogarnia ciemność. W świetle czołówek dochodzimy do wsi. Jeszcze tylko 8 km asfaltowej drogi, po której pędzą w obie strony samochody i zrzucimy z ramion plecaki…
Przeszliśmy około18 km w tym 10 km w górach pokonując 877 merów przewyższenia. Jak na łatwą zimową trasę to mało lekko było. Ale dziś nic nie było takie, jak początkowo się nam zdawało.
Zielony szlak podobał się nam bardzo i w drodze powrotnej zaplanowaliśmy już, że latem wejdziemy tędy na Rozsudziec. Oczyma wyobraźni widzę już ukwieconą łąkę na Ośnicy.
Małą Fatrę odkrywaliśmy powoli i sama nie wiem kiedy ją pokochałam. Teraz zajmuje w moim sercu wędrowca miejsce równie ważne jak nasze polskie Tatry.

PS.
Przyjechaliśmy tu by Stary Rok pożegnać gdzieś wysoko ponad szczytami... Rzeczywstość okazała się zupełnie inna: dwa ostatnie dni łażenia w rakach tak nam dały w..., że w Sylwestra góry oglądaliśmy już tylko z dołu.
Stąd tytuł.
W centralnej części zdjęcia BigChoczu obramowany po lewej Łysicą a o prawej Magurą
Eeee tam! Jakieś niżne te Tatry :-(
BigChoczu jak sędzia na ringu rozdziela Tatery.
Oczom naszym, ponad lasem, ukazal się Strungowy Przysłop.
Już tylko kilka metrów dzieli nas od szczytu.
Na szczycie Ośnicy w nagrodę za wytrwałość i nieśpieszność Natura obdarowuje nas cudownym zachodem słońca.
Dotka jak zwykle zapatrzona w Tat(e)ry :-)
Niepozorny szczyt Ośnicy obdarzył nas jednym z najpiękniejszych górskich pejzaży.
180° panorama z grzbietu Ośnicy w kierunku wschodnim.
Znów zmierzamy w kierunku Stoha.
Przed nami Sedlo Medziholie.
Podziel się z innymi swoją opinią...