 |
W niedzielny, deszczowy poranek wybraliśmy się na wielopokoleniową wycieczkę do Morskiego Oka. Na samym wstępie dokonaliśmy podziału grupy i dzięki temu mogło powstać to zdjęcie. |
 |
Za Polaną Włosienica znów spotykamy się w pełnym gronie. Junior podpatruje modną ostatnio technikę nordic walking... |
 |
Gdy przy Schronisku zjadamy drugie śniadanie przyłącza się do naszej grupy sympatyczna orzechówka. Podfruwa prawie na wyciągnięcie ręki i przez kilka minut bacznie się nam przygląda. Wykorzystujemy zatem okazję i portretujemy ptaka. |
 |
Szara deszczowa aura wielu zniechęca do górskich wycieczek - stąd nad brzegiem nie ma prawie nikogo. Z nami jest wręcz przeciwnie, bo góry w deszczu i mgle są dzikie i puste a kolory na zdjęciach bardziej nasycone. Jest cicho i pięknie... |
 |
W zaułku przy kapliczce Matki Bożej od Szczęśliwych Powrotów. |
 |
Mati prezentuje jeden z wielkiej kolekcji górskich kijów... |
 |
Niskie loty |
 |
Po godzinie docieramy do rozstaju szlaków. Tu zapada decyzja o następnym podziale: Seniorzy wędrują dalej brzegiem jeziora, a my we trójkę udajemy się w górę. Tam spowity gęstą mgłą czeka na nas Czarny Staw pod Rysami... |
 |
Jeszcze tylko wspólne zdjęcie na Szerokim Piargu... |
 |
Mateusz próbuje załapać się na "taksówkę" by oszczędzić nieco podeszwy swoich butów. |
 |
Podejście jest strome (kto był, ten wie) ale cóż to dla nas? Już po pół godzinie zdyszani stajemy na progu Czarnego Stawu. Tak jak przewidywaliśmy wszystko przykrywa nieprzenikniona szarość! |
 |
Tam za nami jest Czarny Staw :-) |
 |
Tatrzańska trzynoga. |
 |
Przeprawa przez rwący nurt Czarnostawiańskiej Siklawy. |
 |
Jaskółka i Wróbelek. |
 |
W dole chmura rzednie i zaczyna pokazywać się tafla Morskiego Oka. Postanawiamy poczekać trochę, a nuż wyjdzie słońce? |
 |
Mati swoim wielofunkyjnym narzędziem rozpędza chmury... |
 |
Z Mamą nawet na skraju przepaści mogę się czuć bezpiecznie. Moja Mama to najlepszy Anioł! |
 |
Nadszedł czas powrotu. Wcale nam nieśpieszno bo pogoda rzeczywiście poprawia się z każdą chwilą. |
 |
Po drodze mijamy często w tych okolicach rosnące limby. Limba jest gatunkiem sosny zasiedlającym jedynie Alpy i niewielkie fragmenty Karpat. Jest bardzo wolno rosnącym drzewm: 30-letni, dziko rosnący okaz mierzy około 130 cm. Ciekawostką jest, że nasiona limb są przysmakiem orzechówek (ten sympatyczny ptak z trzeciego zdjęcia od góry). Orzechówka potrafi w ciagu roku zebrać nawet 25000 nasion! Jednak nie zjada ich od razu, tylko zakopuje w ziemi na zapas. Dzięki temu młode limby pojawiają się daleko od swoich rodziców... |
 |
Gdy stajemy nad Mokiem ukazuje się błękit nieba. A jednak! Jaka szkoda że jesteśmy już na dole... |
 |
Słońce wygodnie rozsiadło się na Przełęczy pod Chłopkiem. Pewnie jest tam teraz jedynym gościem... |
 |
Kilka chwil później również Czarny Staw Podrysiański opuszczaja mgły. No cóż? Jesteśmy już zbyt daleko żeby zawrócić... |
 |
Po przekątnej jeziora rysuje się Schronisko, a toń wody niezmącona najlżejszym powiewem wydaje się taflą lustra. |
 |
Delikatne wieczorne światło w połączeniu z koronkowymi strzępami obłoków dodają górskim pejzażom impresjonistycznych smaczków... |
 |
Trzech Mięguszowieckich Braci dumnie wznosi czoła ku zachodzącemu słońcu. Czas brać nogi za pas bo przecież przed nami jeszcze 9 kilometrów asfaltu! |
 |
Ostatnie spojrzenie na okolice Czarnego Stawu który dziś nie był nawet szary. Gdzies w białej masie chmury po lewej stronie skrywają się Rysy. |
 |
No i doczekaliśmy się: na kilka minut chmura opada odsłaniając wierzchołek Rysów i Wołowej Turni... |
 |
W Schronisku już pusto ale nie rozsiadamy się jedynie pzrez chwilę podziwiamy panoramę z Mięguszami. Parę minut po dziewiętnastej zaczynamy zejście do Palenicy Białczańskiej. |
 |
Za zakrętem kilkadziesiąt metrów od schroniska spotyka nas jeszcze jedna niespodzianka: z lasu wychodzą jelenie. Nic a nic nie robią sobie z naszej obecności i spokojnie przechodzą przed nami na drugą stronę drogi. Doliczyliśmy się aż siedmiu sztuk! |
 |
Na Polanie Włosienica po raz ostatni tego dnia spoglądamy na Przełęcz pod Chłopkiem a potem dajemy nura w gęsty smrekowy regiel. Światła jest już niewiele a kamienie oślizłe, więc idzie się trudno. Zastanawiamy sie gdzie też przebywają teraz rodzice Dorotki z którymi już od kilku godzin nie mamy żadnego kontaktu. Oj, żebyśmy tylko zdążyli się znaleźć i dojść do parkingu zanim pochłonie nas czarna noc. |
 |
Odnajdujemy się mniej więcej w połowie drogi. Mrok gęstnieje z każdą chwilą... |
 |
Kwadrans przed dziewiątą mijamy Wodogrzmoty Mickiewicza. Do naszego auta (jednego z kilku ostatnich które do tej pory czekają na swoich właścicieli) docieramy o pół do dziesiątej zmęczeni i szczęśliwi. |