Spacerując po jeziorze




Niedawno odkryłem że góry zimą są jeszcze piękniejsze niż latem. Nie wierzycie? Przekonajcie się sami. Morskie Oko - prawie każdy kto lubi górskie wędrówki był tam przynajmniej raz w życiu. Do tej pory zawsze bywałem tam latem lub wczesną jesienią i prawdę mówiąc już mi się ten widok trochę "przejadł", więc w ubiegłym roku omijałem to miejsce . Ale zimą nie byłem tam nigdy. W przedostatni dzień marca zdecydowałem się na zobaczenie Morskiego Oka w zimowej szacie.

Już na parkingu w Palenicy Białczańskiej przywitało mnie piękne słońce więc ochoczo ruszyłem przed siebie mijając postój końskich zaprzęgów. Górale zachęcali na różne sposoby by skorzystać z ich usług i za jedyne 50 zł przejechać saniami na Polanę Włosienica leżącą tylko 20 minut drogi od Morskiego Oka. Ja wybrałem inny wariant trasy czyli 2,5 godzinny marsz o własnych siłach; była godzina 9.30. Po drodze minął mnie tylko jeden konny zaprzęg co wydało mi się nieco dziwne bo przy tak rewelacyjnej pogodzie powinno tu być znacznie więcej niedzielnych turystów. Nie zmartwiło mnie to bynajmniej a wręcz ucieszyło: wszak im mniej ludzi tym lepszy i bliższy kontakt z przyrodą. W lecie kiedy tą trasą przelewają się tysiące ludzi dziennie w ogóle nie ma już atmosfery górskiej wędrówki. Teraz było zupełnie inaczej: po drodze spotkałem co najwyżej kilkanaście osób i ten jeden zaprzęg. Cisza, delikatny szmer wiatru w wysokich koronach świerków i jeszcze nieśmiały śpiew ptaków rozpoczynających swoje wiosenne gody.

Po dwóch godzinach marszu asfaltową drogą pokrytą dość grubą warstwą chropowatego i nierównego lodu a miejscami śniegu dotarłem do Polany Włosienica. Tu konne zaprzęgi kończą swój przejazd a dalej pozostają już tylko buty. Asfaltowa droga wiodąca na wprost, zimą jest zagrożona lawinami ponieważ przechodzi u podnóża bardzo nastromionego stoku Opalonego Wierchu . Zwłaszcza w tzw. Żlebie Żandarmerii lawiny schodzą bardzo często (nie przeszkadza to oczywiście co bardziej "odważnym" chodzić tamtędy o każdej porze roku). Dlatego na okres zalegania pokrywy śnieżnej został wytyczony inny wariant czerwonego szlaku przebiegający lasem a oddalony kilkadziesiąt metrów w lewo od wersji letniej. Tu jest już zupełnie bezpiecznie choć nieco ślisko.

Dobrze na taką wycieczkę wyposażyć się w raki lub przynajmniej kijki trekkingowe którymi można się asekurować i wspomagać pracę nóg. Raki są dość kosztowną inwestycją ale na szczęście coraz częściej taki sprzęt można wypożyczyć w Zakopanem lub w Schronisku "Morskie Oko" (koszt wypożyczenia to 15-20 zł plus kaucja) Chodzenie w rakach nie jest trudne ale wymaga nieco uwagi: trzeba lekko odsuwać stopy od siebie by nie zahaczyć zębami raka o drugi but oraz nie wolno powłóczyć nogami: stopę trzeba unieść do góry a dopiero potem przesuwać do przodu tak by wyjąć ze śniegu zęby raka. Za to komfort chodzenia jest niewspółmiernie wyższy. Zwłaszcza przy większym pochyleniu ścieżki lub twardym wyślizganym lodzie. W sprzedaży są też imitacje raków w postaci czterech stalowych kolców umiejscowionych na śródstopiu a mocowanych do buta opaską. Na skałę niezbyt się nadają ale do chodzenia po zalodziałym śniegu owszem.

Przejście zimową wersją szlaku zajęło mi dwadzieścia minut i dokładnie w samo południe stałem nad pokrytą śniegiem i lodem taflą Morskiego Oka. Widok niesamowity! Ostre słońce niemiłosiernie raziło w oczy i bez okularów przeciwsłonecznych nie sposób byłoby wytrzymać nawet paru chwil, nie wspominając o tym jaką szkodę poniosłyby oczy.

Wczesna pora skłoniła mnie do próby wejścia na Czarny Staw pod Rysami. Początkowo zacząłem brnąć w śniegu wzdłuż brzegu tak jak jest wytyczony czerwony szlak ale już po kilkudziesięciu metrach ślady poprzedników się kończyły a śnieg stawał się coraz głębszy więc postanowiłem zawrócić w stronę schroniska. Zobaczyłem wtedy kilka osób maszerujących w stronę Czarnego Stawu przez środek jeziora! No tak, przecież lód zapewne jest bardzo gruby więc nie ma sensu katować się brnięciem w śniegu po kolana. Wróciłem pod schronisko a potem za przykładem innych, wydeptaną ścieżką skierowałem się na taflę jeziora. Po kilku minutach stojąc na środku zamarzniętego Morskiego Oka zrozumiałem dlaczego nikt nie chodzi brzegiem: ze stoków Żabich Turni żlebami schodzą lawinki. Nie są one może duże ale przecież każda lawina może zrobić krzywdę.

Czerwony szlak wiodący w górę też zmienił swój bieg: na okres zimowy przebiega nieco w lewo w miejscu bardziej porośniętym kosodrzewiną i limbami. Właściwie samej kosodrzewiny widać niewiele gdyż przykryta jest grubą na prawie półtora metra warstwą śniegu; jedynie tu i ówdzie sterczą śnieżne kopce kryjące ją w swoim wnętrzu. Podejście w górę początkowo nie sprawiające żadnego kłopotu w ostatniej fazie jest już rzeczywiście strome! Tu doceniam dobrodziejstwo raków bo ci którzy wchodzą tu w "gołych butach" muszą z niemałym trudem rzeźbić w twardym śniegu stopnie by móc oprzeć stopę. Dla mnie to w miarę spokojne podejście.

Wdrapałem się na górę w przepisowe 30 minut tak jak przewiduje szlak ale serce waliło jak młot! Lubię taki wysiłek. I choć po drodze parę razy przystanąłem by zrobić kilka zdjęć to właściwie dopiero tu, na progu Czarnego Stawu zabrałem się za podziwianie krajobrazu. Na początek sfotografowałem panoramę otoczenia Czarnego Stawu; od lewej: Żabie Szczyty, Niżnie Rysy, Rysy, Wołowy Grzbiet, Mięguszowieckie Szczyty, Cubryna i Mnich. Patrząc w dół na zamarzniętym Morskim Oku można było dostrzec ludzi przemierzających jezioro i podziwiać pięknie oświetlone słońcem szczyty Opalonego Wierchu i Miedzianego. Na lewo od nich błyszczała Szpiglasowa Przełęcz. Patrząc na południe wzrok opierał się na pogrążonych w cieniu Mięguszowieckich Szczytach i Mnichu sponad których wystawał czubek Cubryny.

Podziwiałem właśnie ten widok i próbowałem zlokalizować szlak wiodący na szczyt Rysów gdy usłyszałem groźny pomruk łudząco podobny do silnika samolotu. Nie, to nie był samolot - to na Długim Piargu ruszyła lawina. Piękny i zawsze budzący respekt widok. Trwało to niecałą minutę i była to największa lawina jaką zobaczyłem tego dnia a mniejszych widziałem jeszcze kilkanaście. Śladów po lawinach które zeszły wcześniej też było sporo a największy znajdował się w Owczym Żlebie .

Słońce prażyło niczym w maju więc ochłonąwszy nieco za przykładem innych też pozbyłem się nadmiaru odzieży a byli i tacy którzy cały czas pozostawali tylko w t-shirtach. Chłód można było odczuć jedynie w cieniu a tego akurat nie było zbyt wiele. Pozostałem na górze około godziny a potem rozpoczął się powrót który dla mnie nie był trudny ale Ci którzy weszli tu w nieodpowiednim obuwiu nie mieli aż tak różowo. Dobrze że pokrywa śnieżna była stabilna bo w przeciwnym wypadku takie zjeżdżanie mogłoby się skończyć źle i to nie tylko dla takiego delikwenta.

Kiedy doszedłem nad Morskie Oko cień rzucany przez Mięgusze zajmował już pół tafli jeziora więc momentalnie poczułem chłód. Nic dziwnego wszak w tym rejonie dopiero niedawno minął półmetek zimy. W drodze powrotnej będąc mniej więcej na środku Morskiego Oka zatrzymałem się i sfotografowałem kolejną panoramę a potem obrałem kurs na schronisko. Teraz kiedy słońce przesunęło się już poza krawędź Mnicha z cienia wyłoniły się rzadko zauważane Nadspady.

Powracałem dokładnie tą samą trasą do Polany Palenica ponieważ o tej porze roku nie ma możliwości przejścia przez Szpiglasową Przełęcz lub przez Świstówkę Roztocką. Po drodze mijały mnie liczne sanie z turystami. Widok piękny ale tylko z pozoru, bo biedne konie ciagnęły sanie po prawie gołym asfalcie. Rano kiedy pokonywałem tą drogę w górę była ona prawie cała pokryta śniegiem i lodem. Teraz czarnej nawierzchni było już znacznie więcej. Dobrze, że chociaż teraz miały "z górki".

Marek 2008-03-30

Podziel się z innymi swoją opinią...