Górskie spotkania trzeciego stopnia

Mogielica
Beskid Wyspowy
Wysokość:   1171 m n.p.m.
Położenie: 49°39′18,7″ N
                20°16′36,1″ E
Uczestnicy:   Ela, Dorota, Robert, Marek, Mateusz


Mogielica najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego. Na wycieczkę umówiliśmy się z Elą i Robertem i gdyby nie ten fakt na pewno tego dnia nie poszlibyśmy na żadną górę. Nie chcieliśmy jednak ich zawieść więc zmobilizowałam wszystkie swoje siły i wyruszyliśmy na szlak.

Wyprawę rozpoczęliśmy w Jurkowie kilka minut przed godziną jedenastą. Na podejście wybraliśmy bardziej stromy (12% nachylenia), niebieski szlak o długosci 5 km. Przewyższenie równe 600 metrów w upalny dzień to wcale nie mało, jednak liczyliśmy na chłodek lasu. Niestety, cień wprawdzie był, ale wraz z nim ciężkie i duszne powietrze. Wybraliśmy tę trasę, ponieważ z wieży widokowej na szczycie Mogielicy rozpościerają się szerokie widoki na Beskid Wyspowy, Beskid Sądecki, Pieniny i Tatry.

Marek, Robert i Mateusz za nic mieli zarówno niebywała stromiznę na szlaku jak i warunki pogodowe, szybko pokonywali kolejne odcinki trasy narzucając nam, dziewczynom, szybkie tempo.

Na szczycie Mogielicy stanęliśmy o godzinie 13:00. Według przewodnika powinno nam to było zająć bez postojów 2 godziny i 45 minut, więc jesteśmy bardziej niż punktualni. Szybko wdrapaliśmy się na wieżę widokową, skąd od razu obfotografowaliśmy panoramy:

w kierunku południowym (w oddali majaczą Tatry)

w kierunku zachodnim (Ćwilin, Lubogoszcz, Śnieżnica)

w kierunu północnym (Śnieżnica, Łyżka, Modyń)

w kierunku wschodnim (Modyń, Gorc, Lubań)

Usiłowałam nakłonić Marka aby "popisał się" swoją znajomością topografii ale on skromnie milczał.
- To chociaż pokaż, gdzie są Baranie Rogi... - żartuję.
- No chociaż Ćwilin... - proszę, ale Marek nadal milczy.
- A ta góra to co? - pyta po chwili Robert.
- A to właśnie Ćwilin - odpowiadamy równocześnie i wszyscy wybuchamy śmiechem.

Ekolodzy obawiając się, że lokalizacja wieży, wysokiej na 20 metrów, przyciągnie turystów do rezerwatu i znanej ostoi głuszca, oburzają się na decyzję Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody w Krakowie, który zezwolił na tę budowę. Rozstrzygnięcie sporu zostawiam naukowcom, ufam ich mądrości i rozwadze i jednocześnie cieszę się, że wieża jednak stoi.

Dawniejsze polany, tak liczne w całym Beskidzie Wyspowym w większości zarosły już lasem. Dramatycznie szybko zmniejsza się też Polana Stumorgowa, a także Wyśnikówka na zboczach Mogielicy. Jeszcze tylko Ćwilin oferuje tak rozległe widoki. W sumie niewiele jak na tak duże pasmo górskie. Na Przełęczy pod Kobylicą znajduje się Polana Folwarczna, na Jasieniu Polana Skalne i Łąki, na Mogielicy trzy: Cyrla, Stumorgi i Wyśnikówka. Przepiękne widoki roztaczają się z podszczytowej Polany Michurowej na Ćwilinie. Na najwyższym szczycie Łopienia leżą zaś polany Widny Zrąbek i Zawadówka. Podwierzchołkowa polana Stoły na Sałaszu Zachodnim a na Luboniu Wielkim Polana Surówki też oferują ciekawe widoki. Jednak żadna z wymienionych polan nie rzuca na kolana tak jak widok rozpościerający się z wieży na Mogielicy. A przecież wiekszość z nas właśnie po to pcha się w góry aby doświadczyć rozległej przestrzeni z horyzontem w kilku odsłonach. Ale nie ma co marudzić bo i tak sporo widokowych polan ocalało. Warto było, pomimo licznych dla mnie przeszkód oraz niemiłosiernego upału i duchoty, wdrapać się na wieżę widokową i napawać się rozległą panoramą gór wszelakich.

Ela częstuje nas pysznymi jabłuszkami i zaraz po ich zjedzeniu schodzimy w dół. Żółtym szlakiem zmierzamy na Polanę Wały. 350 metrów w dół i 140 metrów górę, zaledwie 9% nachylenia a to znaczy, że na 100 metrach teren wznosi się o 9 metrów. Powinno nam to zająć półtorej godziny ale nam wystarcza godzina i 20 minut!

Co za pęd! Próbuję protestować ale chłopaki są w siódmym niebie. Podoba się im.
Nie było więc ani rozczulań nad śpiewem dzięciołów, tudzież innych rozlicznych ptaków, ani tym bardziej nad urodą trującego jaskra platanolistnego.

W ciągu całej wędrówki zatrzymaliśmy się zaledwie trzy razy: na szybkie śniadanie, na krótki pobyt na wieży widokowej i ostatni raz na miniobiad. I mimo to przeszliśmy całą trasę w przewidywanym przez topografów czasie. I prawdą jest, jak mówią nasi górscy przyjaciele, że choćbyś był kilka razy w jednym miejscu to i tak zawsze jest inaczej. Tym razem nasza wycieczka miała zdecydowanie sportowy charakter zatem moi Panowie tryskali radością.

Mati na podsumowanie wyznał:
"Brakowało mi już takiego wyjścia w góry".
No to się porobiło...

Dorota
2015-06-13

 

Podziel się z innymi swoją opinią...

  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter