Stumorgowo

Nadszedł kolejny w tym roku tzw. "długi weekend" - te oczekiwane trzy dni które bez "urywania się" z pracy można wykorzystać na nieco dalszą wyprawę. Niestety, w sam raz na jego początek popsuła się pogoda. Nie doszły zatem do skutku Bieszczady na które się przygotowywaliśmy i zdawało się, że wszystkie te trzy dni zostaną zmarnowane na siedzenie w domu. Na szczęście w sobotni wieczór trochę przestało padać i ICM prognozował na dzień następny dość stabilne warunki. Miało być zimno i chmurno ale bezdeszczowo. Myślałem jak zwykle o Tatrach ale zorganizowaliśmy się z przyjaciółmi w większą grupę i ostatecznie wybór padł na najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego czyli Mogielicę (1171 m npm).

Przez szczyt Mogielicy przebiegają trzy szlaki: żółty z Tymbarku na Przełęcz Przysłop, zielony z Dobrej na Przełęcz Ostrą oraz niebieski z Jurkowa do Szczawy. Zatem można się tam dostać aż sześcioma drogami. My wybraliśmy niebieski z wejściem od strony Jurkowa.

O godzinie dziesiątej zajechaliśmy trzema samochodami na parking obok Zajazdu Mogielica gdzie założyliśmy trekkingowe buty i plecaki, kurtki i polary , rękawice i czapki (było tylko 12 stopni) a następnie przekroczyliśmy most na rzece Jurkówce i mijając kilka domostw niebieskim szlakiem wkroczyliśmy w las. W lesie, jak to w lesie bywa było mnóstwo drzew , błota , śliskich po wczorajszej ulewie kamieni i insektów wszelakiej maści z przewagą much. Skoro tylko zaczął się las, zrobiło się cieplej a dość strome podejście pod górę zaskutkowało częstymi przystankami podczas których odzież wędrowała do plecaków. Po kilkunastu minutach prawie wszyscy z nas szli już w koszulkach. Błotniste i mokre podłoże nie pozwalało iść zbyt szybko a zatem mieliśmy dużo czasu by obserwować otaczającą przyrodę a także zbierać grzyby które licznie pojawiały się w bezpośrednim sąsiedztwie ścieżki. Zbieraliśmy tylko kurki i podgrzybki, a muchomory i koźlarze szatany od czasu do czasu tylko fotografowaliśmy. Nie brakowało też innych gatunków "znanych tylko w zajęczym lub wilczym języku, od ludzi nieochrzczonych". Jednak grzybobranie nie było celem naszej wyprawy lecz Mogielica, zatem staraliśmy się mimo wszystko posuwać naprzód. Szlak raz wznosił się stromo by po jakimś czasie trawersować zbocze prawie poziomą ścieżką a za chwilę znów przejść w stok o nachyleniu prawie 35 stopni. Ta różnorodność kątów nachylenia pozwalała na odpoczynek w marszu bez konieczności zatrzymywania się. My jednak mimo wszystko przystawaliśmy co chwile: a to dla żółciutkich kurek, a to dla słodkich czerwonych malinek, a to dla pysznych jagód w które obfitowały wyższe partie lasu.

Po pięciu kwadransach osiągnęliśmy Polanę Cyrla skąd roztaczał się widok na Ćwilin, Ogorzałą, Dziurczak i Krzystonów oraz leżącą przed nimi wioskę Półrzeczki. W dużej liczbie rosły tu też dziewięćsiły bezłodygowe. Tu zatrzymaliśmy się na parę chwil by wznosić modły o poprawę pogody. Szlak prowadzący na szczyt powinniśmy przejść zgodnie z mapą w 2 godziny i piętnaście minut - nam zabrało to ponad 2,5 godziny - nic dziwnego skoro po drodze było tyle "atrakcji". Kolejną z nich było odnalezienie gniazdosza leśnego (Neottia nidus-avis) - występującego w całej Europie ale rzadko spotykanego saprofita, należącego do rodziny storczykowatych.

W pewnym momencie ścieżka wzniosła się naprawdę ostro w górę i po kilkunastu minutach takiej wspinaczki zobaczyliśmy przed sobą drewniane "rusztowanie" stojące na szczycie. To rusztowanie to właśnie budowana wieża triangulacyjna. Poprzednia która stała w tym miejscu zawaliła się ze starości w 1980 r. Staraniem okolicznych gmin powstaje w tym samym miejscu nowa (również drewniana) wieża o wysokości 20 metrów z której przy sprzyjającej pogodzie będzie można podziwiać dookólną panoramę Beskidów. Szczyt Mogielicy jest całkowicie zalesiony zatem jest to jedyny sposób na zobaczenie stąd czegokolwiek poza lasem. Na szczycie było bardzo dużo ludzi co nas zaskoczyło gdyż po drodze spotykaliśmy niewielu turystów. Nie lubimy tłoku więc pośpiesznie udaliśmy się naszym niebieskim szlakiem w stronę Stumorgowej Polany. Szlak nadal wiedzie lasem i jest bardzo stromo nachylony (sądzę że może to być nawet ponad 40 stopni) a było po deszczu więc ślisko. Nam na szczęście udało się pokonać ten kilkusetmetrowy odcinek bez żadnej wywrotki ani niekontrolowanego zjazdu i kwadrans później stanęliśmy na brzegu Stumorgowej Polany łączącej Mogielicę z Krzystonowem.

W piersiach zaparło dech: przed nami 50 hektarów przestrzeni porośniętej suchą rdzawą trawą i kępami borówki brusznicy a nad tym wszystkim królestwo gór. Od lewej strony Beskid Sądecki , potem Beskid Wyspowy, Gorce i z prawej strony Beskid Mały. Niestety widoczność nie była idealna więc które powinny wyłaniać się spoza pasma Turbacza, ani Beskidu Żywieckiego z Masywem Babiej Góry. Może to i dobrze bo gdyby świeciło ostre słońce nie dałoby się zrobić zdjęć w kierunku południowym. Zresztą ciężkie i niskie chmury raczej dodają krajobrazowi uroku. Oniemieli z wrażenia siadamy całą grupą na brzegu Hali i studiujemy mapę. Szybko odnajdujemy nazwy najbliższych wzniesień: pasmo Radziejowej, Dzwonkówka, pasmo Lubania, Kudłoń, Kiczora, Turbacz, Luboń Wielki, Szczebel, Łopień, Lubogoszcz...

Potem przychodzi kolej na posiłek i odpoczynek. Miło płynie czas na pogawędkach i wspomnieniach - niektórzy z nas już tu byli (ja jestem po raz pierwszy) więc mają co wspominać. Na chwilę chmury się rozstępują i mamy okazję podziwiać zalane słońcem falujące morze traw. Nie trwa to jednak długo i gdy chmury znów zasnuwają niebo, podnosimy się i ruszamy dalej w kierunku południowym, w stronę drugiego zaplanowanego dziś szczytu czyli Krzystonowa.

Jest godzina czternasta kiedy zostawiamy za sobą odkryty teren Hali Mogielica i znowu wchodzimy w las. Zatrzymujemy się na moment na Przełęczy Przysłopek (885m npm) a potem znowu ruszamy. Od teraz szlakiem żółtym i ostro pod górę! Ten odpoczynek tak nas rozleniwił, że wszyscy (no prawie wszyscy) narzekają na stromiznę. Na szczęście przewyższenie nie jest aż tak wielkie bo tylko nieco ponad 100 metrów i już po kilkunastu minutach zdyszani stajemy na Małym Krzystonowie (984m npm). Potem drepczemy już znacznie łagodniejszym stokiem na szczyt Krzystonowa (1012m npm). Szczyt nie jest atrakcyjny widokowo więc mijamy go i idziemy dalej w stronę Polany Wały. Wtedy rozlega sie ryk! Niestety nie jest to dzikie zwierzę a jedynie dziki człowiek usiłujący wjechać na górę ryczącym wniebogłosy motocyklem. Wszyscy jesteśmy poruszeni i oburzeni tym widokiem. Gdzie są leśnicy, że pozwalają na takie traktowanie zwierząt nie wspominając już o turystach?

Dochodzimy do miejsca gdzie szlak krzyżuje się z drogą i tu zmieniamy kolor szlaku na zielony którym wzdłuż koryta potoku schodzimy do miejscowości Półrzeczki. Po drodze zatrzymujemy się na interesującą pogawędkę z pasącą się przy szlaku krówką. Punktualnie o szesnastej wychodzimy na asfaltową drogę wiodącą do Jurkowa gdzie zostawiliśmy samochody. Przy drodze spotykamy sympatyczną klacz ze źrebakiem i kolejną krówkę. W Jurkowie w Karczmie Baranówka czeka na nas zasłużony i pyszny posiłek. Naprawdę warto polecić tę karczmę! Gdy wychodzimy z niej syci i szczęśliwi okazuje się że słoneczko wyszło zza chmur i zaczęło przygrzewać. Nie na długo jednak gdyż dzień chyli się już ku zachodowi. Jest 18.30 - pora ruszać do domu!

Nigdy nie sądziłem, że te okolice mogą być takie ładne! Tych którzy chcą więcej zapraszam na bardzo ciekawą i rzetelną stronę o Beskidzie Wyspowym:


kliknij tu

Marek 2008-08-17


Podziel się z innymi swoją opinią...