
Mełnik - najmniejsze z bułgarskich miasteczek liczy zaledwie 250 mieszkańców. Wizytę w nim zostawiliśmy sobie, dość nieroztropnie, na ostatni dzień naszego pobytu w Bułgarii. Ściągnęły nas tu wcale nie wyśmienite wina, z których słynie Mełnik, ani unikalne zabytki z przełomu XVIII i XIX w., lecz niezwykłe formy skalne jego okolic.
|
||
|
Po zatankowaniu obu zbiorników znów pochyliliśmy się nad mapami. O nie!!! Nasza dalsza trasa prowadziła drogą powiatową!!! Marek zaprotestował, prawie odmówił dalszej jazdy KAŻDĄ POWIATOWĄ DROGĄ!!! No ale przecież gorzej niż było już być nie mogło!!! Tym razem byłam tego absolutnie pewna. No bo niby zawsze może być gorzej niż jest, ale tym razem gorzej znaczyło tylko to, że… droga skończy się nad przepaścią. Ostrożnie i niepewnie podjęliśmy dalszą podróż w kierunku Mełnika.
Droga była niepokojąco… doskonała. Świeżo położony asfalt był równy jak blat stołu… Zbyt piękne aby mogło być prawdziwe… ech! Te mapy!!!! Trasa 198 od Gocedelchev aż do Vranya (dalej do Chuchuligova) zachwyciła nas również niesamowitymi widokami.
Jadąc w pobliżu granicy trzech państw (Macedonii, Grecji i Bułgarii) znów uciekaliśmy przed burzą. Ołowiane chmury na styku z płowym horyzontem przerażały nas tak mocno, że przemykaliśmy w pośpiechu aż do czasu kiedy uroda okolicy znów rzuciła nas na kolana.
A co tam! Niech nas zleje! Nie zlało. Zmuszając Marka do częstych postojów obfotografowałam pejzaże z dalekim Pirynem w tle, naszabrowałam słodkich, dzikich fig, którymi zajadaliśmy się jeszcze w Polsce i cieszyłam nade wszystko, że pomimo niesprzyjających okoliczności jedziemy jednak do Mełnika.
Wkrótce i Marek podzielał moją radość. Melnickie skałki przeszły nasze oczekiwania.
Było coś wzruszającego w ukwieconych balkonach nader skromnie wyglądających domów w mijanych po drodze wioskach.
|
|
Wokół mełnickich piramid
Poranek przywitał nas lepkim od wilgoci powietrzem i szarym niebem. Trudno… szkoda… przykro, że tak… ale idziemy. Maszerując wąwozem pomiędzy piaszczystymi, wymyślnymi formami skalnymi szybko zapominamy o brzydkiej pogodzie. Ukazujące się nam co chwilkę nowe pejzaże wynagradzają nam nieprzyjemną wilgoć. Nim dotarliśmy na szczyt wzniesienia, z którego widoki są oszałamiające, słońce rozchyliło zasłonę chmur na dobre. Dziękowaliśmy sobie nawzajem za wczorajszą determinację w dotarciu do Mełnika. Marek szybko oznajmia mi, że jest to dla niego najpiękniejsze miejsce w całej Bułgarii. Pośród piramid fruwają niezliczone ilości motyli, najpiękniejszy jest zdecydowanie paź królowej, za którym uganiałam się w Bucegach. Tu, bez trudu, pozwala się sfotografować.
Właściwie droga zachęca do dalszej wędrówki ale musimy odmówić sobie tej przyjemności. Chcąc zwiedzić jeszcze Monastyr Rożeński musimy wrócić szybko do Mełnika. Zwlekamy z opuszczeniem tego urokliwego miejsca ale wreszcie zwycięża rozsądek, schodzimy szybko do miasteczka, gdzie u przemiłej Bułgarki o imieniu Ivanka kupujemy podarunki dla najbliższych: obrusy, gliniane naczynia bogato zdobione według bułgarskiej tradycji, trachun (coś podobnego do masła orzechowego ale zrobione z nasion sosny; sprzedawca proponuje abyśmy ów specjał zmieszali w proporcji 1:1 z miodem i używali do smarowania pieczywa) - miejscowy specjał, i żegnamy gościnny Mełnik.
|
Rożeński monastyr Jadąc do Rożena także zatrzymujemy się dość często bo niełatwo zignorować widok przepięknych skalnych formacji. Kiedy dojeżdżamy do centrum z nieba leje się już żar. Monastyr Rożeński jest największym monastyrem w Pirynie, jego początki sięgają roku 890. Inne fragmenty budowli datowane są na XIII wiek. Niektóre z XVI- wiecznych fresków dochowały się do dziś. Pierwsze pisemne źródła o istnieniu klasztoru pochodzącą z 1551roku, jest to krótka notatka na śpiewniku, który obecnie znajduje się w bibliotece Wielkiej Ławry na Górze Athos (górzysty półwysep w Grecji nazywany od stuleci Ogrodem Bogurodzicy lub sercem prawosławnego chrześcijaństwa. To republika dwóch tysięcy mnichów. Kobiety nie mają tu wstępu [dotyczy to również zwierząt] zaś męska część turystów chcąc dostać się na Athos, musi uzyskać zgodę przedstawicieli największych klasztorów. Ciekawostka jest to, że w ciągu doby zaledwie 10 osób nie wyznających prawosławia może przebywać na Athos. Ponadto obowiązuje całkowity zakaz posiadania sprzętu fotograficznego). Wewnątrz monastyru nie wolno fotografować, szanujemy zarówno decyzję władz jak i świętość tego miejsca więc bez bólu godzimy na ten fakt. Są jednak tacy, którzy po kryjomu usiłują coś sfotografować i wtedy doświadczam jak bardzo może przeszkadzać to w skupieniu modlących się tam osób. W przyklasztornej furcie znajduje się sklep z pamiątkami. Kupujemy ikonę i przewodnik po Bułgarii w domu okazuje się nie wiadomo czemu, że w wersji francuskojęzycznej. Mam wielki niedosyt tego miejsca, oboje chętnie zostalibyśmy tu jeszcze co najmniej na kilka godzin. Ale to ostatni dzień naszego pobytu w Bułgarii, właśnie wyjeżdżamy i przed nami długa droga. |
