Podszyte wiatrem

Nie wiem jak to się stało albo jak do tego doszło, że poszliśmy na Czerwone Wierchy a konkretnie na Małołączniaka i Kondracką Kopę. Przecież zaledwie tydzień wcześniej weszliśmy niebieskim szlakiem na Kasprowy a potem na Goryczkową Czubę i Przełęcz Pod Kondracką Kopą. Dzień był słoneczny jednak nam nie było dane doświadczyć ciepła promieni słonecznych bo najpierw podążaliśmy zacienioną Doliną Ciemną a potem wiatr poniewierał nami i niemal słyszałam jak szeleści pomiędzy moimi cebulowymi warstwami odzieży trekingowej. Chwilami czułam się jak rycerz w zbroi. Niemniej uważam tę wycieczkę za jedną z najpiękniejszych.

Do parkingu w Dolinie Małej Łąki docieramy parę minut po dziewiątej i po kilku minutach jestesmy już na szlaku, który wiedzie przez las aż do polany pod Przysłopem Miętusim. Później nadal poruszamy się północno zachodnim zboczem i tylko po niebieskim niebie wiemy, że jest słoneczna pogoda. Dopiero w okolicach Litworowego Grzbietu słońce rozjaśnia szczyty i od tej pory towarzyszy nam do końca wędrówki. Widoki po drodze są imponujące. Znów widzimy majestatyczną Babią Górę a daleko na horyzoncie majaczą jakieś niezidentyfikowane przez nas góry. Domyślamy się, że to jakieś pasmo w Czechach a Marek nawet rzuca podejrzenie, że może to Karkonosze? Niedowierzam i w tej niepewności pozostaję do dziś.

W Kobylarzowym Żlebie mam wrażenie, że znajduje się w Tatrach Bialskich jednak widok Raptawieckiej Grani Kominiarskiego Wierchu a wkrótce Smytniańskich Rzędów nie pozostawiają wątpliwości, że znajdujemy się w Tatrach Zachodnich. Wdrapując się Czerwonym Grzbietem na Małołączniaka sycimy dusze panoramą Tatr Zachodnich a także Wysokich a ponad to mamy u swoich stóp Zakopane wraz z okolicą. Malownicze pejzaże wynagradzają chłód wiatru, który dmie z coraz większą siłą. Schodzący z Czerwonych Wierchów przemykają obok nas mozolnie zdobywających każdy metr góry. Szczyt zdaje się być tuż tuż ale to tylko złudzenie. Jak długi jest ten grzbiet przekonujemy się już wkrótce.

Tymczasem po zdecydowanie dłuższym czasie niż przewidują to przewodniki wchodzimy na szczyt Małączniaka skąd rozpościera się jedna z najpiękniejszych , naszym zdaniem, panoram tatrzańskich. Jest dokładnie 15:00. Słońce chyli się już ku zachodowi oświetlając miękko skaliste szczyty Tatr Wysokich. Chcę rozłożyć mapę ale próżne to starania, porywisty wiatr niweczy każdą kolejną próbę i w końcu nie pozostaje nam nic jak poćwiczyć pamięć co okazuje się przyjemnym zajęciem. Zaczynamy od wschodu. Po oznaczeniu punktów orientacyjnych, tj. Świnicy i Krywania reszta staje się prosta ;-) . Koszysta, Żółta Turnia, Waksmundzki Wierch, Przełęcz Krzyżne, Granaty, Kościelec i Kozi Wierch na lewo od Świnicy a na prawo Gierlach, Mięguszowiecki, Cubryna, Kończysta, Koprowy… to i Szatan, Szczyrbski Szczyt…Hruby Wierch…yyyyyyyyy….Ostra… Krótka… i wreszcie Krywań. Coś słabo znamy te Tatry Słowackie. Po stronie zachodniej pewność mamy jedynie co do Tomanowego Wierchu Bystrej i Kominiarskiego Wierchu. Kasprowy , Beskid są już oczywistością.

Na szczycie po szybkiej naradzie decydujemy się zejść na Kopę Kondracką a potem żółtym szlakiem zejść przez Kondracką Przełęcz do Doliny Małej Łąki. Przed nami według mapy bez mała dwie i pół godziny marszu, niewykluczone, że ostatni odcinek pokonamy już w ciemnościach ale na szczęście mamy ze sobą komplet latarek ze świeżo naładowanymi bateriami. Na Małołąckiej Przełęczy urządzamy sobie jeszcze krótki piknik i wtedy właśnie zdajemy sobie sprawę jak długie i mozolne jest podejście Czerwonym Grzbietem. Słońce znacznie się już obniżyło oświetlając jedynie sam szczyt Giewontu podczas kiedy doliny toną już w półmroku. Przed nami niczym repryza znowu pojawia się Babia Góra.

Na Wielkiej Polanie jesteśmy tuż przed 18. Księżyc świeci idealnie nad Wielką Turnią, po lewej widzimy wyraźnie Mały Giewont a znad Kondrackiej Kopy snuje się białym szalem chmura. Po 9 godzinach wędrówki czuję zmęczenie w nogach ale mimo to rozpiera mnie radość.

Marek prowadzi samochód więc droga do domu jest już dla mnie wyłącznie relaksem. Oboje uznajemy tę wędrówkę za bardzo udaną i… zamierzamy tam wrócić. Przecież jeszcze na Ciemniaku i Krzesanicy nie byliśmy. A słyszeliśmy, że w okolicach Chudej Przełączki często można spotkać kozice a ponadto widać tam panoramę Tatr Zachodnich od Smereczyńskiego Wierchu aż po Brestową z całą południową stroną Kominiarskiego Wierchu. A może jeszcze zimową porą? Jeszcze nie wyjechaliśmy z Tatr a już za nimi tęsknimy.

Dorota 2010-11-14


Podziel się z innymi swoją opinią...