Złota Polska Jesień na Luboniu Wielkim
(1022 m n.p.m.)
30.10. 2011r.

Szczęśliwą mnie zapamiętaj
gdy
w zachwycie nad życiem
celebrując codzienność
patrzyłam z wdzięcznością
z uśmiechem
w przeszłość

Jest niedziela, nie zaplanowaliśmy na ten dzień żadnej górskiej wędrówki ale kiedy w południe wyjrzałam przez okno i zobaczyłam skąpane w słońcu ulice natychmiast powzięliśmy decyzję o opuszczeniu ciepłych pieleszy naszego domku.
Wybór padł na Beskid Wyspowy… bo jest blisko, bo kolorowo wybarwiły się buki… bo łatwo będzie z Przełęczy Glisne (634 m n.p.m.) wdrapać się na Luboń Wielki!
Bo choć nie wysoki to jednak jest to szczyt najwybitniejszy w Beskidzie Wyspowym. Mamy teraz do pokonania zaledwie 388 m różnicy przewyższeń ale za to w bardzo stromym terenie.
Jedziemy!
Do Mszany Dolnej
a potem na przełęcz Glisne.
Spacer zaczynamy o 13:00 spotkaniem z przemiłym Kotem Burasem.
Marek wdaje się z nim w pogaduszki
a ja chłonę urodę beskidzkich jesiennych pejzaży.
Drzewa nasycone kolorami mienią się na tle srebrno - sinego nieba: wesołe żółte brzozy, dostojne, cynamonowe dęby, tryskające radosną pomarańczą buki zaś klony głęboką czerwienią nasycone.
Po bez mała półgodzinnej przerwie na kawę w kocim towarzystwie
(ej, znów będzie Rakija zagniewana, nastroszy się na nas… ofuczy… focha strzeli… zamruczy…)
Marek wyjmuje mapę.
Przyszła pora na ponazywanie ;-)
Trasa naszej wędrówki prowadzi przez las, miejscami jest dość stromo i ślisko. Po niespełna godzinie docieramy do schroniska.
Zabytkowe już schronisko ma bardzo nietypowy wygląd, można przypuszczać, że zaprojektowano je z myślą o Babie Jadze. Jego centrum stanowi duży, dziesięcioosobowy pokój z oknami na cztery świata strony! Jak informuje tabliczka przy wejściu, schroniska to jest „zasłużone”.
Wybudowano je 8 lat przed wybuchem wojny z inicjatywy i według projektu Stanisława Dunina-Borkowskiego, który w chwili zakończenia budowy miał zaledwie 30 lat, ale co się dziwić skoro w wieku 21 lat wytyczył z Rabki Zaryte żółty szlak na szczyt Lubonia Wielkiego. Borkowski był nietuzinkowym człowiekiem, niestety pokonała go choroba alkoholowa, zmarł w wieku 38 lat, 9 października 1939 roku.
Jego imieniem nazwano gołoborze na zboczu Lubonia Wielkiego (Perć Borkowskiego) a także obecne schronisko. Podczas wojny w schronisku ukrywali się partyzanci wywodzący się z Armii Krajowej. We wrześniu 1944 roku 800 niemieckich żołnierzy weszło na szczyt Lubonia Wielkiego celem zlikwidowania partyzantów i schroniska. Gospodarzem schroniska był wówczas były żołnierz AK ps."Wierciak", który przekonał Niemców, że schronisko jest niezbędne dla niemieckiej straży leśnej.
W pobliżu schroniska znajduje się duża, wysoka na 51 metrów stacja przekaźnikowa.
Zbudowano ją w sześć miesięcy roku 1961.
Ponieważ dolną, masywniejszą część wieży pokryto gontem,
nie szpeci ona otoczenia schroniska,
czyni zaś Luboń Wielki najłatwiej rozpoznawalną górą w Beskidzie Wyspowym.
Z polany przy schronisku rozpościera się widok na północną i zachodnią stronę.
Dobrze stąd widać najbliżej sąsiadujący z Luboniem Wielkim Szczebel, potem Lubogoszcz, a przy dobrej pogodzie Babią Górę i Beskid Makowski.
Słoneczna i ciepła pogoda zachęca nas do pozostania na świeżym powietrzu. Oprócz nas tę wersję wybrała całkiem spora grupa ludzi, niektórzy smażą kiełbaski na grilu pod wiatą, inni wybierają ognisko. Szukamy więc ustronnego, wolnego od dymu miejsca i znajdujemy je w pobliżu siedliska sikorek. Te, przywykłszy do ludzkiego towarzystwa, świergolą w najlepsze skacząc z gałązki na gałązkę. To prawdziwe sowizdrzały i szaławiły w świecie ptaków. Przypominają mi nieco wróble, ale te coraz trudniej spotkać, coraz rzadziej widać ich gromadki, zmiany zachodzące na wsiach nie sprzyjają im.
Kilka minut po 16 decydujemy się na powrót. Szlak miejscami był bardzo śliski i błotnisty więc „momenty były ”. Teraz przezornie rozglądam się za jakimś solidnym patykiem aby uniknąć ewentualnych pupoślizgów.

Płowe źdźbła traw nadają lekkości łąkom, na których pasą się grubaśne krowy.
Tak bardzo podobają się nam bursztynowo wybarwione buki, że robimy sobie w ich listowiu zdjęcia.
Kiedy popisuję się przed Markiem robiąc jaskółkę zauważam jak nad Luboniem Wielkim krąży w przestworzach jakieś wielkie ptaszysko.
Wracamy do domu wypełnieni radością. Ładne te nasze lasy i góry :-)
Dorota, 2015-02-08
Podziel się z innymi swoją opinią...