|
Jedziemy! Do Mszany Dolnej a potem na przełęcz Glisne. Spacer zaczynamy o 13:00 spotkaniem z przemiłym Kotem Burasem. Marek wdaje się z nim w pogaduszki a ja chłonę urodę beskidzkich jesiennych pejzaży. |
|
Po bez mała półgodzinnej przerwie na kawę w kocim towarzystwie (ej, znów będzie Rakija zagniewana, nastroszy się na nas… ofuczy… focha strzeli… zamruczy…) Marek wyjmuje mapę. Przyszła pora na ponazywanie ;-) |
|
Trasa naszej wędrówki prowadzi przez las, miejscami jest dość stromo i ślisko.
Po niespełna godzinie docieramy do schroniska.
|
Zabytkowe już schronisko ma bardzo nietypowy wygląd, można przypuszczać, że zaprojektowano je z myślą o Babie Jadze. Jego centrum stanowi duży, dziesięcioosobowy pokój z oknami na cztery świata strony! Jak informuje tabliczka przy wejściu, schroniska to jest „zasłużone”. Wybudowano je 8 lat przed wybuchem wojny z inicjatywy i według projektu Stanisława Dunina-Borkowskiego, który w chwili zakończenia budowy miał zaledwie 30 lat, ale co się dziwić skoro w wieku 21 lat wytyczył z Rabki Zaryte żółty szlak na szczyt Lubonia Wielkiego. Borkowski był nietuzinkowym człowiekiem, niestety pokonała go choroba alkoholowa, zmarł w wieku 38 lat, 9 października 1939 roku. Jego imieniem nazwano gołoborze na zboczu Lubonia Wielkiego (Perć Borkowskiego) a także obecne schronisko. Podczas wojny w schronisku ukrywali się partyzanci wywodzący się z Armii Krajowej. We wrześniu 1944 roku 800 niemieckich żołnierzy weszło na szczyt Lubonia Wielkiego celem zlikwidowania partyzantów i schroniska. Gospodarzem schroniska był wówczas były żołnierz AK ps."Wierciak", który przekonał Niemców, że schronisko jest niezbędne dla niemieckiej straży leśnej. |
|
W pobliżu schroniska znajduje się duża, wysoka na 51 metrów stacja przekaźnikowa.
Zbudowano ją w sześć miesięcy roku 1961. Ponieważ dolną, masywniejszą część wieży pokryto gontem, nie szpeci ona otoczenia schroniska, czyni zaś Luboń Wielki najłatwiej rozpoznawalną górą w Beskidzie Wyspowym. |
|
Kilka minut po 16 decydujemy się na powrót. Szlak miejscami był bardzo śliski i błotnisty więc „momenty były ”. Teraz przezornie rozglądam się za jakimś solidnym patykiem aby uniknąć ewentualnych pupoślizgów.
|
|
Kiedy popisuję się przed Markiem robiąc jaskółkę zauważam jak nad Luboniem Wielkim krąży w przestworzach jakieś wielkie ptaszysko.
|
