Łężycka Samotnia
To był jeden z kilku dni spędzonych tego lata w Górach Stołowych. Jako bazę obraliśmy sobie pensjonat w Łężycach; stąd w przerwach między kolejnymi Ulewami i Siklawami wypuszczaliśmy się na krótkie wypady, z których zwykle wracaliśmy zziębnięci i przemoczeni. Tego lata aura nas nie rozpieszczała, więc musieliśmy rozpieszczać się sami 
Na północ od wsi Łężyce rozciąga się Sawanna Afrykańska - wielka górska łąka na której spoczywają rozrzucone mniejsze i większe głazy. Jej wschodni kraniec porośniety rzadkim świerkowym lasem kryje w sobie kilkukilometrowy, wysoki na kilkadziesiąt metrów zrąb skalny. W bezpiecznej odległości od urwiska prowadzi nim z Lisiej Przełęczy (alt.790 m) do Dusznik niebieski szlak turystyczny. Zbaczając z niego po dobrze widocznych wydeptanych w leśnym runie ścieżkach można dotrzeć na sam skraj urwiska. Trasa wymaga zwiększonej czujności gdyż skały są omszone, wyślizgane i niczym nie zabezpieczone. Zdarzają sie też miejsca, gdzie głębokie szczeliny skalne przysypane są igliwiem niczym prehistoryczne pułapki na mamuty. Trasa absolutnie niewskazana dla dzieci.
Po porannym błądzeniu w labiryntach Błędnych Skał, Kasię z młodzieżą oddelegowaliśmy do pensjonatu i podążyliśmy tym - jak się później okazało - dzikim i bezludnym szlakiem w stronę Skał Puchacza.
Trasa obliczona na 55 minut zajęła nam ponad cztery godziny, co doskonale obrazuje jak była urocza!
Podczas czterech godzin wędrówki spotkaliśmy zaledwie cztery osoby.
|
Szlak biegnie w odległości kilkunastu metrów od urwiska. Tu i ówdzie niczym zbubione przez olbrzyma breloczki leżą piaskowce z wyrytmi numerami. Kto i po co je oznaczał?
Na zdjęciu poniżej Dorotka na tle Sawanny Afrykańskiej i Wzgórz Darnkowskich.
|
|
|
Skraj urwiska Kopy Śmierci porośnięty jest młodym brzeziniakiem - nasuwa sie tu skojarzenie z polną mogiłą zwieńczoną białym brzozowym krzyżem
|
|
Podobnie jak w Tatrach za sprawą kornika drukarza świerkowy las umiera. Gdy padną świerki, kornik zasiedli sosny, jodły i modrzewie. Być może za kilkadziesiąt lat wzgórza te bedą czerwienić się jarzębiną...
|
Świat przygląda się nam
Lecz nie spuszcza nas z oczu, a zatem
Czy nie miałabyś nic przeciw temu
by schować się przed światem?
|
Starczy znaleźć zaklęcie
Cienką strunę dotykiem obudzić
a zrobimy się tacy maleńcy
Niewidzialni dla świata i ludzi
|
W Twoich oczach zdumienie
Skąd ta myśl o ucieczce w nieznane?
Może mam niezbyt czyste sumienie,
gdy patrzę na Ciebie kochanie.
|
Tuż za progiem są cuda
mikroświatów zmysłowe obszary
Powiedz "tak", a na pewno się uda
Bo to właśnie - kochanie - są czary.
|
Nie nie nie... nie znajdą nas... od zmierzchu aż po brzask... wiele znam tajemnych przejść... do całkiem innych miejsc.
|
Ja znam się na tym... są małe i wielkie światy. A nasz świat... jest akurat!
|
Tym oto sposobem docieramy wreszcie do Skał Puchacza. Szkoda ze pogoda dziś nie jest dla nas łaskawa. W słoneczne dni zmierzchy i świty oglądane z tego miejsca zapewne są czarujące.
|
|
W przepastnych czeluściach Skał Puchacza.
|
Zejście niebieskim szlakiem ze Skał Puchacza w stronę Łężyc jest bardzo strome, a w jednym miejscu nawet zaopatrzone w łańcuch asekuracyjny. Później mijamy porozrzucane w lesie wyraźnie ociosane ludzka ręką bloki piaskowca a kilkadziesiat metrów niżej szlak prowadzi wzdłuż kamiennej pochylni.
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że właśnie w tym miejscu eksploatowano piaskowiec w kamieniołomie Mogador (przez Niemców nazywany Sandsteinbruch Friedersdorf), a pochylnią tą transportowano w dół stoku obrobione kamienne bloki, które przewożono potem konno do stacji kolejowej w Szczytnej.
Pochylnia jest imponująca: liczy około 150 metrów długości przy nachyleniu ok. 30 stopni. Równolegle do niej poprowadzone były kamienne schody dziś prawie całkowicie przysypane igliwiem i porośnięte mchem.
Pod wieczór na niebo znów powraca słońce i kiedy wychodzimy z lasu, okoliczne łąki toną w przedwieczornej pozłocie.
Na skraju wsi zatrzymujemy się jeszcze na krótką pogawędkę z karmiącymi bydło mieszkańcami Łężyc.