Plan był prosty, założenia szczytne a cel dalekosiężny
TATRY na...
W realizacji udział brali:
                                      Marek - syn
                                      Michał - siostrzeniec
                                      Leszek - tata Michała, szwagier mój
                                      Kasia - siostra moja (udział szczątkowy tylko 1 dzień, ten łatwiejszy)
                                      Dorota - czyli ja
Czas akcji: cztery dni lata 2009 roku
Stan na dziś: plan został zrealizowany , cel… dalekosiężny, czas pokaże!
(jeszcze nie pokazał)
- dnia pierwszego -

W Palenicy Białczańskiej jesteśmy późnym popołudniem ale przecież jest lato, długi dzień przed nami, więc idziemy do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Najpierw , później a następnie szlakiem. Po trzech godzinach jesteśmy już w schronisku.
Przeszliśmy 9 km, w sumie 700 metrów przewyższenia łagodną i ciekawą trasą.
Jestem podekscytowana perspektywą dnia następnego, Marek i Michał nie wiedzą jeszcze co ich czeka (my właściwie też nie wiedzieliśmy, ale ja jeszcze wtedy tego nie wiedziałam).
Śpimy w pokoju 9-osobowym, wszyscy na wysokim poziomie

- dnia drugiego -

Pogoda jaka-taka ale wystarczająco dobra dla naszych planów, jak na środek lata mało konkretna. Mówimy chłopakom dokąd idziemy ale mam wrażenie, że nie ma to dla nich znaczenia, więc precyzuję trasę: najpierw w górę potem w dół i zaś w górę, znowu w dół... czyli: Dolina Pięciu Stawów - Zawrat - Zmarzły Staw - Kozia Przełęcz - Dolina Pięciu Stawów.
11 km trasy i 830 metrów podejścia, najtrudniejszy fragment to Zmarzły Staw pod Zawratem (1788 m) -> Kozia Przełęcz (2137 m) odcinek o nachyleniu 29 % przez 1200 metrów pod górkę.
Kiedy stanęliśmy na równej płaszczyźnie i już wiedziałam, że nie ma przed nami żadnych drabinek nad przepaściami tudzież łańcuchów wreszcie odetchnęłam z ulgą. Jeszcze nigdy się tak nie bałam jak wtedy, kiedy patrzyłam gdy Marek i Michał po raz pierwszy w swoim życiu zmagali się z ekspozycją i wysokością. Błogosławiłam mgłę, która łagodziła ( w moim mniemaniu) dramaturgię scenerii.
Orla Perć (jej mały fragment) dostarczyła nam wszystkim mocnych wrażeń. Wtedy miałam nadzieję, że moje pełnoletnie dziecko po tej wędrówce będzie bardziej świadome gór. Teraz mam nadzieję, że moje dorosłe dziecko (pierworodne) zechce w nie wrócić
Wieczorem dołączyła do nas moja Siostra (Jedyna).

- dnia trzeciego -

Jest nas już pięcioro. I mamy pogodę jak marzenie: lekki powiew wiatru, lazurowe niebo z cumulusami - zwiastunami dobrej pogody. Decyzja - jedyna słuszna - została podjęta kilka dni wcześniej, teraz uprawomocniona: Dolina Pięciu Stawów - Szpiglas - Morskie Oko - Świstówka - Dolina Pięciu Stawów.
W Morskim Oku Kasia rozstaje się z nami i podąża swoją drogą, do Palenicy Białczańskiej.
Tego dnia pokonaliśmy 13 km i 910 metrów przewyższenia. Widoki rzucały na kolana. Marek i Michał tym razem przeanalizowali skrupulatnie mapę. Do schroniska docieramy podczas zachodu słońca.

- dnia czwartego -

Wirus rozłożył Leszka i pokonał. Rezygnujemy z Przełęczy Krzyżne i Murowańca. Wracamy po śladach do Palenicy Białczańskiej, zaledwie 9 km i 700 metrów różnicy poziomów, Mały Pikuś
Chłopaki mkną z prędkością błyskawicy na wysokości lamperii.
Zaledwie na pięć minut zatrzymujemy się na Głodówce. Na kwitnącej kiprzycy wierzbówce aż roi się od wszelakich motyli. W południowej spiekocie są jednak niespokojne a ponadto mocne światło rysuje zbyt duże kontrasty więc poprzestaję na podziwianiu owadów.
Obiad zjadamy w domu.
-Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej - kwituje Marek.


Podziel się z innymi swoją opinią...