Jesienne Krzyżne

Kiedy w połowie września spadł w Tatrach pierwszy śnieg, pomyślałem: "żegnajcie Tatry na kilka ładnych miesięcy". Komunikaty TOPRu mówiły o bardzo trudnych warunkach a nawet o drugim stopniu zagrożenia lawinowego. Rozglądałem się zatem za czymś mniejszym w okolicy - wybór padł na Babią Górę. Eskapada się udała i choć ze szczytu Babiej Tatry lśniły w słońcu i śniegu to jednak na dnie serca tliła się jeszcze iskierka nadziei na jakąś tatrzańską wyprawę. Tliła się przez dwa tygodnie i pod koniec września zrobiło się ciepło a śniegu zaczęło stopniowo ubywać. Spojrzałem na komunikat TOPRu i ze zdziwieniem oraz radością zobaczyłem to co chciałem zobaczyć: "warunki do uprawiania turystyki dobre, jedynie powyżej 2000 m n.p.m. zalegają w żlebach płaty zmrożonego śniegu". Spojrzałem w kalendarz: 29 września i podjąłem szybką decyzję: jutro idę!

Błyskawicznie "zmontowałem" małą ekipę w osobach mojej siostry i sąsiada i nazajutrz skoro świt wyruszyliśmy z Krakowa pełni nadziei na udany trekking. Plany były dwa: Wołowiec albo Giewont ale po drodze rozważyliśmy jeszcze Świnicę i Przełęcz Krzyżne. I właśnie na Krzyżnem stanęło.

O 8.10 byliśmy w Kuźnicach gdzie po zakupieniu biletów wstępu do TPNu udaliśmy się niebieskim szlakiem do Murowańca. Gdy wyszliśmy z lasu górnego regla na Skupniowym Upłazie przywitało nas śliczne słońce i wspaniałe widoki na Nosala, Zakopane, Murzasichle, Bukowinę... Dookoła pięknie i sucho a śniegu ani śladu. No odrobinkę widać go było na szczytach Wysokich Tatr. Podejście pod Krzyżne od Murowańca w ostatniej fazie przebiega północnym stokiem więc spodziewaliśmy się tam śniegu w nieco większych ilościach a zatem zabraliśmy trochę cieplejszej odzieży. Przysłowie mówi: "lepiej dźwigać niż ścigać" a w górach załamania pogody można spodziewać się o każdej porze roku więc nigdy nie zaszkodzi mieć tej odzieży więcej niż mniej! Szliśmy szybkim marszem bo do Krzyżnego mieliśmy według mapy do pokonania około 5 godzin drogi a przecież trzeba jeszcze trochę do tego czasu dodać na robienie zdjęć czy kawę w schronisku. Widoki rozpościerały się początkowo tylko po lewej stronie lecz wkrótce szlak zbliżył się do grani i oczom ukazał się Giewont i masyw Ciemniaka a potem północne zbocza Kasprowego Wierchu. Poranne prawie poziomo padające promienie słońca i wyjątkowa przejrzystość powietrza (od czterech dni wiał halny) sprawiały ze gołym okiem można było dostrzec elementy konstrukcji krzyża na Giewoncie. Szybko minęliśmy Przełęcz Między Kopami skąd udało się nam dostrzec Zalew Czorsztyński i majaczące we mgle pienińskie Trzy Korony. Potem przed nami rozpostarł się widok na zielono-rudą Halę Gąsienicową za którą na horyzoncie rysowała się grań Orlej Perci ograniczona od północy Wielką Koszystą a kończąca się Świnicą na południu. Przystanęliśmy na chwilę by zrobić zdjęcia i wypatrzeć wśród kosowki szlak wiodący do Doliny Pańszcycy a potem na Krzyżne. Na wprost nas pysznił się szpic Kościelca i zielony garb Małego Kościelca . Zdawało się że przyzywają nas byśmy nie szli na dalekie Krzyżne lecz weszli właśnie tam. Nie daliśmy się skusić i po krótkim postoju w Murowańcu (1135 mnpm) udaliśmy się żółtym szlakiem na Przełęcz Krzyżne (2112mnpm).

Była godzina 10.05 a przed nami trzy godziny drogi. Po pokonaniu pierwszego fragmentu szlaku biegnącego lasem w poprzek potoku Suchej Wody i wydostaniu się na zagon kosodrzewiny oczom naszym ukazał się widok na wschodnie stoki Kościelców: Zadniego, Głównego i Małego oraz dalej na Kasprowy Wierch i Przełęcz Między Kopami. Potem szlak wśród gęstej kosodrzewiny wznosi się nieustannie ale niezbyt ostro w górę; po drodze mijamy Pańszczycki żleb w którym spotykamy pierwszą skałkę na której trzeba trochę uważać i ewentualnie asekurować się rękami. Skałka jest niewielka - może ze cztery metry w pionie ale podczas deszczu może być oblodzona więc nie powinno sie jej lekceważyć. Około godziny 10.45 stajemy na rozwidleniu szlaków: pojawia się szlak czarny prowadzący do zielonego i dalej na Waksmundzką Rówień a szlak żółty do Krzyżnego za zadnim Upłazem skręca w prawo. Teraz mamy do pokonania kilkunastominutowy odcinek prawie równy więc jest szansa by odpocząć w marszu. Po kilku minutach dochodzimy do Czerwonego Stawu który.... wcale nie jest czerwony lecz zielony! Urocze miejsce i stosunkowo mało odwiedzane - jeśli ktoś pragnie kontemplacji w ciszy i otoczeniu górskiej przyrody to polecam to miejsce - tylko godzina drogi od schroniska Murowaniec. Można tam przesiedzieć cały dzień. Kiedy więc usiedliśmy na kamieniu na krótki odpoczynek i posiłek, ta atmosfera tak udzieliła się Joannie, że musieliśmy przez pół godziny przekonywać ją, że na Krzyżnem będzie jeszcze ciekawiej i że warto się stamtąd ruszyć. Nareszcie udało się ją przekonać i o 11.30 w komplecie ruszyliśmy dalej.

Teraz szlak wiedzie kamienistym i mało urozmaiconym dnem Doliny Pańszczycy ciągle lekko wznosząc się w górę. Podziwiając po prawej stronie zbocza Żółtej Turni a po lewej Wielkiej Koszytstej dochodzimy do Wielkiej Kopki (1856 mnpm) którą omijamy szerokim łukiem i wtedy przed nami między Waksmundzkim Wierchem a Buczynowymi Turniami ukazuje się cel naszej wędrówki: Przełęcz Krzyżne. Ostatni fragment szlaku mimo że w prostej linii to zaledwie 300-400 metrów w poziomie jest nieco męczący - wznosimy się bowiem 200 metrów w górę. Zajmuje nam to trochę więcej niż napisane jest na mapie i dopiero o 13.30 stajemy na Przełęczy. Przed samym wejściem na przełęcz jest niewielki ale niebezpieczny fragment szlaku: parę metrów przejścia po kilkunastocentymetrowych półeczkach na prawie pionowej ścianie. Na szczęście ścianka nie jest zbyt wysoka. Problem dotyczy głównie mijania się na tym fragmencie i ewentualnych oblodzeń. W tym miejscu nie ma żadnych dodatkowych ubezpieczeń a moim zdaniem ze dwie klamry bardzo by się w tym miejscu przydały. W ogóle na całym tym szlaku nie ma żadnych asekuracji.

Stajemy na przełęczy: za nami kamienista i surowa Dolina Pańszczycy a przed nami tryskająca życiem Dolina Roztoki i Dolina Pięciu Stawów Polskich. To co najbardziej kocham w górach: kontrasty! To nasze pierwsze wejście na Krzyżne - jedynie Robert kiedyś próbował ale ze względów pogodowych musiał zawrócić. Tak więc wszystko czego doświadczają nasze oczy jest dla nas absolutną nowością. Obok nas nieliczni wędrowcy którzy tu dotarli - jesteśmy zdziwieni, że mimo tak dobrej pogody (na niebie sporo maleńkich białych nie wróżących deszczu bałwanków) jest nas tak mało. W ruch idą aparaty fotograficzne i telefony komórkowe. Wszak naszymi przeżyciami trzeba podzielić sie z innymi. Panorama roztaczająca się przed nami zaczyna się od Przełączki nad Buczynową Dolinką i wschodniego stoku Koziego Wierchu, następnie Czarny i Wielki Staw Polski a za nimi z tyłu Szpiglasowy Wierch, Opalony, Miedziane, Świstowa Czuba i Dolina Roztoki a po lewej wschodnie zbocze Wielkiego Wołoszyna. Na drugim planie mamy od prawej wierzchołek Krywania wystający znad Muru Hrubego, Koprowy Wierch, Cubrynę i Mięgusze, Rysy, Jaworowy, Jagnięcy Szczyt i Tatry Bielskie z Muraniem, Hawraniem i Płaczliwą Skałą po lewej stronie. Rzeczywiście większość szczytów mocno poprószona jest śniegiem a niektóre ubrane w czapki z białych mlecznych chmur.

Na przełęczy spędzamy ponad godzinę i o 14.30 zaczynamy schodzić w kierunku Doliny Pięciu Stawów. Szlak jest tutaj o wiele bardziej stromy a co gorsza miejscami piarżysty - nawet podczas dobrej pogody trzeba zachować ostrożność bo pośliznąć się na drobnym żwirze jest bardzo łatwo a przytrzymać sie nie ma czego. Kto ma kijki ten może ich tutaj użyć - bardzo się przydadzą. Po drodze mijamy ludzi wchodzących na przełęcz od tej strony - jest ich znacznie więcej niż nas idących od Murowańca lecz ja zdecydowanie odradzam wchodzenie od tej strony. Patrzymy jeszcze do tyłu chcąc pożegnać sie z Krzyżnem i.... zauważamy na niebie kotłujące się ciemne deszczowe chmury. Dodaje nam to energii by przyspieszyć kroku. Gdy mijamy Buczynową Dolinkę słońce na chwilę chowa się całkiem za chmury - wydaje się że deszcz spadnie lada chwila. Teraz już nie jest to straszne bo stromy fragment zejścia (około 450 metrów w pionie) mamy już za sobą a okrycia przeciwdeszczowe w plecakach ale zawsze to lepiej iść po suchym terenie. Na szczęście alarm okazuje się fałszywy i po kwadransie chmury ustępują a niskie już teraz słońce rzeźbi głębokie cienie w Dolinie Roztoki. Oglądając się za siebie widzimy cudnie oświetlone Tatry Bielskie. Przez Wyżnie Rzędy schodzimy do Wielkiego Stawu Polskiego gdzie wkraczamy na niebieski szlak wiodący do schroniska. Po prawej stronie mijamy Mały Staw Polski i kwadrans przed szesnastą jesteśmy w schronisku. Tu czeka na nas pyszna jak zawsze szarlotka i wzmacniająca kawa.

Czas mija szybko zwłaszcza gdy siedzi się w dobrym towarzystwie więc ani się nie obejrzeliśmy a już zbliżała się godzina siedemnasta. Trzeba ruszać w drogę bo do zmroku zostało niecałe dwie godziny. Latarki mieliśmy jak zawsze ze sobą ale musieliśmy zdążyć na ostatni bus na Polanie Palenica by dojechać nim do zaparkowanego w Zakopanem samochodu. W ostatnich promieniach zachodzącego słońca podziwiamy żółto-czerwone jesienne jarzębiny i zadzierając wysoko głowy usiłujemy dostrzec czy na Krzyżnem jeszcze są ludzie. Tak, jeszcze byli! Schodzimy czarnym szlakiem po prawej ręce mając Świstową Czubę a po lewej zbocza Wołoszyna opadające do Doliny Roztoki. Przed nami otwierał się widok na Pieniny ze wspaniale podświetlonymi niskim zachodzącym słońcem Trzema Koronami. To chyba jakiś znak by za tydzień właśnie tam się wybrać. Potem relaksujący półtoragodzinny spacer Doliną Roztoki szlakiem zielonym i o 18.30 jesteśmy przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Asfaltową drogą schodziły nieliczne grupki turystów; na szczęście minął już okres szkolnych wycieczek kiedy zamiast śpiewu ptaków i szumu wody w uszy wbijał się zgiełk setek rozmów. Słońce już dawno się skryło za górami a bliskość potoku Białka spowodowała że błyskawicznie zrobiło się zimno.

Punktualnie o 19 po 11 godzinach spędzonych na szlaku wsiedliśmy do busa który zawiózł nas na parking w Zakopanem gdzie czekało nasze auto. Chwilę potem zasłużona obiadokolacja w karczmie dodała nam sił i po 20 wyjechaliśmy z Zakopanego po cichu obmyślając trasę następnej eskapady...

Marek 2007-09-30
Podziel się z innymi swoją opinią...