Fotorelacja

strona głównaprzez drogi i bezdrożarelacjeKościelec



KOŚCIELEC (2155 m n.p.m.)
Tatry

49°04′28″N    22°43′35″E






„Anarchia – każdy jest suwerenny, demokracja – nikt nie jest suwerenny, monarchia – jeden jest suwerenny”.
Tadeusz Kotarbiński


Moje K2

czyli Kościeleckie Królowanie

(20 sierpnia 2012)

Kościelec z Przełęczy Karb wyglądem przypominał mi zawsze kartofla. Nie ziemniaka nawet ale właśnie kartofla. Taki jakiś niezgrabny, kulfoniasty a na dodatek w sąsiedztwie ze Świnicą mało majestatyczny mi się wydawał. Ale kiedy patrzyłam na niego z Doliny Gąsienicowej wzbudzał we mnie respekt. Takie właśnie ambiwalentne żywiłam wobec Kościelca uczucia.

20 sierpnia minął tydzień od naszego powrotu z Pirynu, w pamięci wciąż miałam Kutelo, Vihren i Grań Konczeto… I właśnie wtedy przypomniał mi się Kościelec ze swoimi skalnymi, stromymi ścieżkami.

- A może jutro wybierzemy się na Kościelec? - rzucam nieśmiało do Marka pochylonego nad sklejaniem panoram z Pirynu. Ten milczy dłuższą chwilę a potem ku mojemu zaskoczeniu zgadza się. Stawia jednak warunek: „nie zrobi ani jednego zdjęcia”. O nie! Co to - to nie!!! - protestuję równie zdecydowanie. No bo jak to tak? Kto zrobi mi zdjęcie na szczycie Kościelca??? Mam się prosić przypadkowych turystów??? Negocjuję warunki wyjścia w góry tak długo aż osiągam … „kompromis” (?) hmmm…

Kompromis… W naszym przypadku kompromis polega na tym, że na ten przykład Marek (a na inny ja) rezygnuje ze swoich korzyści na rzecz korzyści moich :-)Czyli w praktyce ma wyglądać to tak, że pójdzie ze mną na Kościelec i nie będzie stroił fochów :-)(w Belogradcziku ja zrezygnowałam ze swoich korzyści i dzielnie towarzyszyłam Markowi podczas spaceru szlakiem czerwonym w temperaturze ścinania się białka).

Tak więc Królową tej wycieczki byłam ja :-) W zamian miałam dołożyć wszelkich starań aby panować roztropnie i sprawiedliwie. Takie były założenia.

Na dojście do schroniska wybraliśmy czarny szlak z Brzezin - bezwidokowy za to łagodny i zacieniony. Na parkingu (darmowym) samochody rządkiem równiutko zaparkowane, na nas czekało jednak jedne jedyne miejsce. Podejście rozpoczynamy o 10:30 więc niewielu spotykamy na szlaku turystów. Do schroniska dochodzimy po dwóch godzinach i tu po raz pierwszy musimy zmierzyć się z tłumem. Zjadamy na świeżym powietrzu obiad i bez zbędnej zwłoki wyruszamy na szlak. Wybieramy dłuższe podejście za to bardziej widokowe, pomiędzy licznymi w Dolinie Gąsienicowej stawkami, które teraz przybrały kolor nieba i dodają otoczeniu uroku.

Tego dnia pogoda w Tatrach - niebo w kolorze lazuru, bez jednej chmurki, przejrzyste powietrze - zwabiła nieprzebrane rzesze turystów. A my wśród nich, taki sam element tłumu. Na szlaku jak na nadmorskim deptaku - gwarno i kolorowo. Temperatura znacznie powyżej dopuszczalnej/tolerowanej przez nas oboje granicy spowalnia teraz tempo naszego marszu. Na próżno szukamy cienia, żar leje się z nieba a rozgrzane skały potęgują gorąco. Nie zatrzymujemy się na Przełęczy Karb bo zniechęcają nas przemieszczający się na szlaku ludzie, którzy albo schodzą z Kościelca albo właśnie stoją przed dylematem czy tam iść. Na wąskiej ścieżce biegnącej granią Małego Kościelca ludzie mijają się dość ciasno, już nikt nikomu się nie kłania, im więcej nas tym bardziej anonimowo.

Jest godzina 16 i światło zaczyna przybierać miękkie i ciepłe tony zatem coraz częściej zatrzymuję się aby zrobić zdjęcie. Złości to Marka ale milczy (doceniam, doceniam). Zatrzymuję się także dlatego, że coraz trudniej mi się oddycha gorącym i suchym powietrzem a ponadto teraz ze szczytu schodzą gromadnie turyści i chwilami nie da się wymijać na szlaku, zatem cierpliwie czekam aż schodzący opuszczą trudniejsze miejsca. Poza nami nie wychodzi nikt.

Tuż pod szczytem zator. Młody chłopak wpadł w panikę, żąda wezwania TOPR-u, uparcie twierdzi, że nie zejdzie. Spoglądam za siebie… cóż… Można się przestraszyć jeśli się nie jest obytym z Tatrami czy w ogóle z wysokimi górami czyli ekspozycją i wysokością. Koledzy opiekują się nieszczęśnikiem a z pomocą przychodzą im znajdujący się na szczycie taternicy, którzy zakładają chłopcu uprzęż i krok po kroku sprowadzają go na linie.

30 % nachylenie na odcinku kilometra wcale łatwe nie jest. Rachunek prosty: 300 metrów przewyższenia od/do przełęczy. Na 2155m n.p.m. stajemy wspólnie z dwójką wspinaczy, i kilkoma innymi ludźmi. Nie ma już tłumów, jest kameralnie, intymnie. Marek szybko nawiązuje rozmowę z obecnymi tam ludźmi i okazuje się, że mieszkają w Górach Stołowych , tuż pod Szczelińcem. Są bardzo sympatyczni a nawet proponują zrobienie nam wspólnego zdjęcia na co chętnie się godzimy. Chwilkę później para schodzi a w zamian wchodzą następni i tym razem to ja urządzam im sesję zdjęciową :-)Jest nas sześcioro na szczycie, możemy podziwiać panoramę i w ciszy kontemplować urodę gór. A jest tu naprawdę bajkowo.

Warto było wdrapać się tu pomimo tego upału. Rozglądam się za wygodnym kamieniem do siedzenia i w myślach dziękuję za ten dar ciszy. Przez chwilkę próbuję sobie wyobrazić jak tu było jeszcze godzinę temu. Szczyt jest stromy, mocno eksponowany i ciasny. Na jednej ze skał tuż obok mnie przysiadł ptaszek i nie bojąc się skacze w poszukiwaniu pożywienia. Cieszę się, że jesteśmy tu teraz w tak miłym towarzystwie i że ominął nas ten tłok, o którym zawsze staram się (łatwo mi to wcale nie przychodzi) myśleć pozytywnie. Marek z odległości kilkunastu centymetrów fotografuje ptaszka na tle Orlej Perci. Zostajemy na szczycie prawie godzinę. O piątej po południu jest tu cudownie!!! 17:50 - pora zbierać się, czeka nas jeszcze zejście do Brzezin a po drodze tyle widoków… i 11 kilometrów do auta, według map 3 godzinne zejście nie licząc żadnych postojów. To, że z górki, nie stanowi żadnego ułatwienia.

Pół godziny później zjadamy pod przełęczą kolację. 18:50 - teraz już bez ociągania podejmujemy zejście. Schodzimy tak jak przyszliśmy czyli w kierunku Zielonego Stawu Gąsienicowego. Po stronie Czarnego Stawu zaległ już głęboki cień, choć szczyty Orlej Perci nadal lśnią w słońcu. Krótsze, ale bardziej strome zejście, a na dodatek w cieniu uważam za mniej atrakcyjne i przekonuję Marka do zachodniego stoku. 19:45 - Marek robi ostatnie zdjęcie Kościelca, który rozświetlony czerwienią zachodzącego słońca wygląda jak himalajski szczyt ;-)

Teraz idziemy już naprawdę bardzo szybko, oboje chcemy jak najkrócej iść w świetle czołówek. To, że na szlaku zastanie nas zmrok stało się oczywiste jeszcze w trakcie podchodzenia na szczyt. Jak nic czeka nas co najmniej godzina schodzenia w ciemności. I tak też było. Od skrętu na Psią Trawkę idziemy już z czołówkami na głowach. Kamienna, wyboista droga pełna jest pułapek czyhających na moje zmęczone stawy. Zatrzymuję się kilka razy na pół minuty i spoglądam na rozgwieżdżone niebo, w moich stopach pulsuje ból. Marek założył otrzymane ode mnie profesjonalne skarpety trekingowe i po raz pierwszy od lat otarł sobie stopę. Trochę sponiewierani jesteśmy. 21:35 zdejmuję buty. Jesteśmy już w aucie - jednym z trzech, które zostało na parkingu. 2 godziny i 45 minut zajęło nam zejście z Kościelca do Brzezin z 20 minutowym czasem przeznaczonym na kolację, czyli około 2 i pół godziny szliśmy. Przyszliśmy pół godziny przed czasem, co rzadko się nam zdarza.

- Jeszcze ci się nie znudziło? - pyta mnie przekornie Kasia kiedy opowiadam jej o naszym niedzielnym Kościelcu.
Nie, góry nie nudzą mnie, tęsknię do nich codziennie. Do przestrzeni, do zapachu rozgrzanych słońcem ziół, chłodnej i szorstkiej powierzchni skały dającej oparcie, wiatru we włosach, szumu rwących górskich strumieni, świstu świstaków i cichych stąpań kozic, bezszmernego lotu ptaków na bezkresnym niebie a nawet krakań kruków szybujących nad szczytami.

Tego dnia w Dolinie Gąsienicowej i tak więcej było kwitnącej kiprzycy, łanów wrzosowych kwitnących w kilku odcieniach fioletu wrzosów, aromatycznych czarnych jagód niż ludzi. Coraz więcej ludzi narzeka na coraz więcej ludzi w Tatrach. Jestem jedną z nich, ja też tworzę ten tłum. Dlatego uśmiecham się do mijających nas na szlaku osób choć bywa, że są z innej bajki.



trasa:
    Brzeziny - Murowaniec         Dwoiśniak        Zielony Staw Gąsienicowy       Przełęcz Karb       Kościelec - Przełęcz Karb       Zielony Staw Gasienicowy       Dwoiśniak        Murowaniec       Brzeziny

Podziel się z innymi swoją opinią...

  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter