Na Kościelec przyszedł czas

(z dedykacją dla Majhasi)

10 sierpnia 2008 - zaczynam podróż z Krakowa nazwijmy to wariantem A czyli autobusowo. Wczoraj mocno padało więc zapewne wody na szlaku będzie pod dostakiem ale nic to! Wszak człowiek to też prawie sama woda. Z Zakopanego do Kuźnic udaję się wariantem B czyli busem a potem Doliną Jaworzynki (wariant C jak człapanie) na Przełęcz Między Kopami i o 10.30 zajadam drugie śniadanie w Schronisku Murowaniec.

Pogoda wyśmienita i choć szczyty Orlej pokryte są delikatną czapką chmur to wydaje się że z każdą chwilą będzie lepiej. W tym miejscu podejmuję ostateczną decyzję dokąd pójść: odpada wariant Z czyli Zawrat a zostaje wybrany wariant K czyli Kościelec.

Kościelec (2155 m npm) - góra owiana złą sławą - tu zdarza się sporo wypadków i to zarówno w zimie jak i w lecie. Nic dziwnego bo stok jest mocno pochylony i stosunkowo płaski więc niewielki nawet upadek czy pośliznięcie może zakończyć się długim zjazdem w dół. Dodatkowo boczne ściany Kościelca opadają stromymi urwiskami w stronę Doliny Gąsienicowej. O ile przy dobrej pogodzie i suchym podłożu wejście i zejście nie powinno nastręczać większych kłopotów nawet średnio doświadczonym turystom, to deszcz czy burza w tym miejscu może być już sytuacją niebezpieczną. Na pewno nie jest to góra dla "niedzielnych" turystów którzy stawiają w Tatrach swoje pierwsze kroki. Może w tym momencie lekko przesadzam ale wydaje mi się, że w przypadku gdy istnieje prawdopodobienstwo zalamania pogody nie zaszkodzi wziąść ze sobą raków (nawet w środku lata) gdyż w kilku miejscach jest naprawdę ślisko i stromo. >Dodać należy, że na całej tej trasie nie ma ani jednego ubezpieczenia więc jest się zdanym tylko i wyłącznie na własny rozsądek i siłę mięśni. Ta rzeczywiście w kilku miejscach okazuje się przydatna zwlaszcza na etapie schodzenia (szczególnie u osób o niższym wzroście). W kilku miejscach trzeba "zawisnąć" na rękach i opuszczać się aż do momentu osiągnięcia pod stopami trwardego i pewnego oparcia. Pierwszy taki element pojawia się na mojej drodze jakieś 15 minut od Przełęczy Karb - to kilkumetrowy kominek gdzie od dołu do mniej więcej połowy długości stopa nie znajduje pewnego oparcia - tu ręce okazują się niezbędne. Potem, wyżej jest jeszcze drugi ale tamten jest już znacznie łatwiejszy. Po drodze mniej więcej w połowie napotykam rozległą skalną płytę położoną jak cała północna ściana pod kątem około 35 stopni. Ta licząca około kilkunastu metrów długości płyta ma w sobie tylko kilka niewielkich, sztucznych wgłębień w których można oprzeć stopę. Przejście przez nią podczas deszczu może być bardzo niebezpieczne.

Na Kościelec można dojść z Murowańca dwoma szlakami które w ostatniej fazie łączą się ze sobą na Przełęczy Karb i stamtąd na szczyt prowadzi już tylko jedna droga. Skutkuje to niestety "korkami" w tych kilku trudniejszych miejscach. Tego dnia było sporo chętnych do wejścia na szczyt więc w niektórych z tych miejsc trzeba było przeczekać po kilka - kilkanaście minut. Wydłuża to oczywiście czas przejścia i powinno się ten fakt automatycznie wkalkulowywać w trasę przy obliczaniu czasu przejść. To nie same korki ale raczej ich brak powinien być miłym zaskoczeniem.

Jeden ze wspomnianych wyżej szlaków dojściowych do Przełęczy Karb, niebieski wiedzie wschodnią, zalesioną częścią Doliny Gąsienicowej (zwaną przez to czarną) w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Potem należy zmienić szlak na zielony wiodący krótkim ale wyczerpującym podejściem na przełęcz. Ja wybrałem drugi wariant, czyli przejście dłuższe ale łagodniejsze przez zachodnią kamienistą i porośniętą gęstą kosodrzewiną część Doliny Gąsienicowej (zwaną przez to zieloną). Wiedzie on najpierw szlakiem żółtym a potem czarnym zmierzającym ku Przełęczy Świnickiej by w końcowej fazie skręcic na szlak niebieski doprowadzający do samej Przełęczy Karb. O tej porze roku nie brakuje tu obficie kwitnących pięknych tatrzańskich roślin.

O ile do tej pory ilość turystów nie byla zbyt wielka, to na Karbie zastałem spory tłok - to znak że większość wchodziła od Czarnego Stawu. Tłok na przełęczy nie zachęcał do odpoczynku więc pomaszerowałem teraz czarnym szlakiem wiodącym na szczyt Kościelca. Góra lśniła w słońcu i przez moment miałem złudzenie że pokryta jest lodem. Tak naprawdę była to połyskująca w słońcu, spływająca po wczorajszym deszczu woda. Było dokładnie południe kiedy stanąłem na Karbie więc wedlug mapy na szczycie powinienem się znaleźć po 45 minutach. Niestety nie udalo się, bo korki jednak były! Przed samym szczytem jest wiele wystających ostrych skałek na które trzeba nieco uważać używając ich jako uchwytów dla rąk. Niektóre z nich są luźne, więc nie nadają się do przytrzymania. Trzeba dokładnie sprawdzać każdy kamień czy się nie rusza i czy można go użyć jako chwytu dla rąk.

Rozległą panoramę Doliny Gąsienicowej dane mi było zobaczyć dopiero kwadrans po 13. Na szczycie sporo ludzi ale udało mi się znaleźć kawalek bezpiecznego miejsca by usiąść i spokojnie podziwiac widoki. Zwykle wchodzę na szczyty dość późno i pozostaję tam krótko (autobus przecież nie poczeka) - tym razem przesiedziałem w spokoju prawie godzinę. Pierwszy raz w życiu tak długo posiedziałem na górze! Letnie słońce przygrzewało mocno i ani się spostrzegłem kiedy zaczęło przypiekać mi skórę. Na szczęście pojawiły się też drobne, niedeszczowe chmury które trochę osłabiły jego blask. Niektórzy gdy poczuli chłodny wiaterek zaczęli szybko opuszczać szczyt - ja stwierdziłem że deszczu nie będzie i pozostałem. Potem po raz kolejny okazało się, że "miałem nosa". Korzystając z większego luzu spokojnie sfotografowałem Świnicę, Skrajną i Pośrednią Turnię, Kasprowy i Czerwone Wierchy z majaczącym w tyle Pasmem Rohaczy, Żółtą Turnię i Granaty oraz Kozi Wierch i Zawratową Turnię. Potem przyszła kolej na spojrzenie w dół czyli na Stawy Gąsienicowe. Tu trzeba powiedzieć że szczyt Kościelca jest jedynym miejscem skąd podobno widać wszystkie piętnaście Stawów Gąsienicowych jednocześnie: Zmarzły Staw>, Czarny Staw Gąsienicowy, Mokra Jama, Jedyniak, Samotniak, Dwoiśniak, Troiśniak, Staw Dwoisty, Litworowy Staw, Kurtkowiec, Zielony Staw, Kotlinowy Stawek, Czerwone Stawki, Długi Staw i Zadni Staw Gąsienicowy. Ja miałem mniej szczęścia bo dostrzegłem tylko 9 większych; może gdybym zabrał ze sobą lornetkę...

Wierzchołek Kościelca składa się właściwie z dwóch szczytów. Ten drugi oddalony jest od pierwszego o kilkanaście metrów ale dojście do niego jest wąskie i przepaściste. Osoby nie obeznane z ekspozycją powinny sobie odpuścić i zostać na tym pierwszym. Ja nie poszedłem.

Nadszedł czas powrotu. Korki niestety znowu były bo jeszcze zdarzali się tacy co nadal wspinali się do góry. Zejście przysparza nieco więcej trudności niż wchodzenie (prawie zawsze tak jest) ale wszystko poszło zgodnie z planem. Schodząc sfotografowalem tych kilka trudniejszych miejsc by pokazać je tym którzy jeszcze tą drogą nie szli. Ten kominek o którym wspominałem wyżej, będący kilkumetrowym progiem skalnym (doskonale widocznym na grzbiecie Kościelca nawet ze znacznej odległości) byl szczególnie trudny. Trzeba pokonywać go bez pośpiechu, więc Ci którzy czekają w korku na swoją kolej powinni wykazać maksimum wyrozumiałości i cierpliwie czekać.

Z Przełęczy Karb po raz kolejny sfotografowalem szczyt Kościelca który teraz wyglądał już trochę inaczej bo słońce znacznie zmieniło swoje położenie na nieboskłonie. Po chwili udałem się w drogę powrotną tym samym zestawem szlaków którym wchodziłem do góry. Zwykle wybieram drogę tak by w miarę możliwości nie wracać po własnych śladach, ale tym razem ze względu na miłe towarzystwo sympatycznej włocławianki odstąpiłem od tej zasady. Po kilkunastu minutach przeszedłem przez rozlewiska Czerwonych Stawków i potem skręciłem w stronę Murowańca skąd udałem się na Przełęcz Między Kopami. W tym miejscu nie poszedłem już po swoich śladach lecz przez Skupniów Upłaz wróciłem do Kuźnic, a stamtąd busem do Zakopanego. Tam czekał na mnie zasłużony obiad w karczmie "Ślimak". Niestety ślimaków po góralsku nie bylo, ale kelnerka obiecała że w przyszłym sezonie pojawią się w menu.

Potem już tylko truchcikiem na Dworzec by załapać się na powrotny autobus do Krakowa.

Marek 2008-08-10


Podziel się z innymi swoją opinią...