
Kazalnica...
czyli mama kazala... (4.09.2016)
Im więcej ludzi tym więcej różnic w priorytetach ;-)
Po wczorajszej wędrówce nasi kompani wymiękli - czyli chce się im mniej.
Mati, Marek i ja idziemy na Kazalnicę. Mati idzie bo... MAMA MU KAZAŁA :-(
TYLKO że rzeczona mama, czyli ja, nie ma aż takiej kondycji jak Mati i Marek i nie będzie na ową Kazalnicę niczym kozica wbiegać!!!
Zatem ONI DWAJ idą tam BEZE MNIE. Ja idę sobie na Kazalnicę sama.
A jako że taka SAMA jestem to nieustannie jednak ktoś się mną interesuje. Młodsi i Starsi i w Moim Przedziale Wiekowym też. Bo to jest szlak taki, że lepiej tu być z kimś niż samemu.
To jest taki szlak, że lepiej zawrócić niż forsować dojście do celu za wszelką cenę. Bo ceną może być zarówno nasze jak i cudze życie. Tu nie ma łańcuchów, zaledwie w dwóch miejscach są klamry, ale wcale nie jest to ta dobra wiadomość. Są tu liczne kominy, skalne półki i momentami duża ekspozycja.
W co najmniej jednym miejscu łatwo zgubić szlak i skierować się w przepaść.
Na szczyt szliśmy w niewielkim od siebie oddaleniu. Panowie przodem. Ja i mój aparat z tyłu.
O wrażeniach rozmawialiśmy dopiero po zakończeniu wędrówki. Każdy miał swoje refleksje... przemyślenia... pytania (niektóre bez odpowiedzi)...
Zapraszam do obejrzenia zdjęć.
Dorota

Może więc ktoś zapyta po co zatem kazałam iść tu nastoletniemu synowi?
Niniejszym odpowiadam. Mateusz chodzi z nami w góry od małego dziecka, był w wielu trudnych miejscach i radził sobie znakomicie. Ma świetną kondycję. Ale nigdy dotąd nie zabieraliśmy go w miejsca niebezpieczne bez względu na warunki pogodowe. Cieszy mnie odwaga Mateusza, ale jednocześnie jako mama zawsze będę miała obawy czy będąc w grupie rówieśników nie ulegnie zbiorowej iluzji, że "MY? ZAWSZE DAMY RADĘ!". Chcę aby miał pokorę wobec sił natury i wobec swoich własnych. Chcę aby kochał góry tak jak my, ale żeby też nade wszystko kochał życie i znał swoje granice, żeby nie narażał niepotrzebnie siebie i innych na niebezpieczeństwo. Chcę żeby znał swoją wartość i umiał powiedzieć "NIE". Chcę aby ufał sobie i słuchał głosu intuicji.
Bo w górach są sytuacje, kiedy nikt za nas czegoś nie zrobi i musimy polegać wyłącznie na sobie samych. Bo góry dużo dają ale mogą też zabrać wszystko, jeśli zabraknie nam rozwagi.
Maminych rad nikt z nas z chęcią nie słuchał. Ale wspólne doświadczenie otwiera przestrzeń do dyskusji i wzajemnego słuchania siebie.
Więc... poszliśmy na Kazalnicę :-)