PRZEŁĘCZ KARB
czyli KAR(K/B)OŁOMNA PRÓBA UCIECZKI PRZED TŁUMEM

(24.08.2017r.)

Tłum ludzi, wśród nich my, tacy sami. My i oni chcemy spędzić cudowne chwile na łonie natury, w otoczeniu - przez wielu uznawanych za najpiękniejsze w Polsce - tatrzańskich dwutysięczników. Oni byli pierwsi, szybsi, lepiej zorganizowani etc. Przybyli wcześniej do Palenicy Białczańskiej. Nas na rondzie "wita" Policja z informacją, że dalsza jazda w kierunku przez nas wybranym jest niemożliwa. Droga Oswalda Balzera na złączeniu z drogą 960 w kierunku Łysej Polany została zamknięta. Robimy kolejne okrążenie na rondzie i jedziemy w kierunku Zazadniej. Tam również parking pęka w szwach, samochody stoją nawet tam, gdzie stać nie powinny. Ale skoro parkingowy kasuje za miejsce to kto może skorzystał i ...parkuje. Jedziemy dalej. Cóż... w Brzezinach tak jak wszędzie- miejsc brak. Ale tu, korzystając ze znajomości terenu, skręcamy w drogę do Murzasichla i kilkanaście metrów za skrzyżowaniem parkujemy na poboczu. Podobnie jak my postępują inni desperaci. Mamy wprawdzie jakieś 300 metrów dalej ale za to za darmo ;-) parkujemy. Wkrótce wkraczamy na czarny (niewidokowy, nudny) szlak do Doliny Gąsienicowej.
Co nam odbiło aby pchać się tu w wakacje? Gościmy u siebie na tygodniowych wakacjach Antka. Po trampolinach, parku linowym i tunelu aerodynamicznym wymyślamy, że fajnie byłoby pokazać mu coś fajnego w Tatrach. No to przyjechaliśmy. Miała być Dolina Pięciu Stawów Polskich i Kozi Wierch. Będzie co najwyżej Przełęcz Karb. Ale Antkowi nie robi to różnicy bo ani tu, ani tam nie był.
Dolina Gąsienicowa jest piękna i łatwo się tam dostać więc wcale się nie dziwimy gdy po 2 godzinach marszu spotykamy w schronisku tłum ludzi, głównie rodziców z małymi dziećmi. Kuchnia Murowańca działa sprawnie i po zaledwie kilku minutach stania w kolejce otrzymujemy swoje żurki.
Udaje się nam znaleźć miejsce przy stole na zewnątrz schroniska. Wokół panuje gwar jak na zakopiańskich Krupówkach. Są i tacy co głośno narzekają na ...tłum właśnie. Czyli co? Na samych siebie? Ano nie! To inni robią ten tłum! No ale o co chodzi właściwie? Że niby jednym się należy tu być a innym już nie? Jak się nie lubi tłumu to się w Tatry latem nie chodzi. NASZ TŁUM składa się ze stukilkunastu osób. Przyglądam się ludziom, lubię obserwować ludzi ;-) szybko zauważam, że nie ja jedna mam takie HOBBY ;-) To lepsze niż oglądanie seriali w telewizji, a na pewno bardziej rozwojowe, bo prawdziwe. Nieoczekiwanie w mój świat wdziera się PAN POSZUKUJĄCY miejsca na zjedzenie obiadu. Pyta czy można, mówię, że tak. I jak to zwykle bywa (nie tylko w górach) PAN nawiązuje kontakt słowny tym razem z pominięciem wzrokowego. PAN wykonał już swoje zadanie więc odprężony peroruje i czeka aż żona dostarczy obiad. O szowinistycznym podejściu do życia naszego współstolnika zostaję dość szybko poinformowana przez niego samego. Szczegółów nie zdradzę tudzież profesji mojego intelokutora.
Żurek smakował doskonale. Ruszamy dalej. Szlak do Czarnego Stawu Gąsienicowego pokonujemy idąc gęsiego. Niespodziewanie zostaję ukąszona przez niezidentyfikowanego owada. Jakiś bzykowaty bo wbił we mnie żądło i dyndając na mojej skórze bezczelnie bzyczy. Marek delikatnie strąca go ze mnie. Owad odlatuje wraz ze swoim żądłem. Aż strach pomyśleć co by było gdybym spanikowała i sprowokowała go do zaaplikowania mi wszystkich swoich zasobów. Boli jak cholera, ramię szybko mi puchnie i czerwona plama zalewa mi wewnętrzną stronę prawej ręki. Nie daję po sobie poznać jak szybko spada mi poziom szczęścia. Najlepsze dopiero przed nami, więc za nic nie pozwolę sobie i moim mężczyznom odebrać nagrody. Idziemy na Przełęcz Karb od strony Czarnego Stawu Gąsienicowego. Spod stawu wracają właśnie rozśpiewani oazowicze i koloniści.
Jak zwykle, gdy tu jestem, zatrzymuję się na chwilkę w okolicy pamiątkowej tablicy poświęconej tragicznej śmierci Mieczysława Karłowicza. Pytam Mateusza, czy wie co znaczy znak złamanego krzyża. Wie. Wie nawet kim był Karłowicz. Przechodzący obok ludzie nie wiedzą. Mówią coś o naziście i swastyce ale jakoś data im się nie zgadza więc skonfundowani idą dalej.
Swastyka większości nas zawsze będzie kojarzyć się w pierwszej kolejności z neofaszyzmem jednak warto pamiętać o źródłach tego znaku, a na pewno trzeba wiedzieć kim był Mieczysław Karłowicz.
Nad brzegiem stawu nieco spokojniej, część ludzi udaje się na spacer brzegiem stawu, część zmierza w kierunku Granatów, część w kierunku Zamarzłego Stawu, inni wdrapują się na Przełęcz Karb. Na Kościelcu widać też sporo turystów. Jest znakomita pogoda, pierwszy dzień po kilkudniowych opadach, nareszcie skończyły się upały więc... w Tatry ruszamy! Z Kasprowego Wierchu też sporo ludzi schodzi, może wjechali tam kolejką linową i teraz chcą poczuć klimat gór?
Ja miałabym ochotę przejść się do Koziej Dolinki, zajrzeć nad Zmarzły Staw. Jednak bardziej spektakularne będzie zabrać Antka na Przełęcz Karb. Mateusz też tam jeszcze nie był więc oczywistym jest gdzie udamy się dalej.
Chłopcy mają świetną kondycję. Musiałam się mocno sprężyć aby dotrzymać im kroku w drodze do Murowańca. Zasuwali tak szybko, że przyszliśmy pół godziny przed czasem. Teraz też chcą pomykać w górę ale zatrzymują się co jakiś czas i czekają na nas.
Mniej więcej w połowie podejścia, które jest niebywale strome, stawiam jakoś źle nogę i dopada mnie przejmujący ból w prawym kolanie. Mam wrażenie jakby mi staw poluzował. Oj niedobrze!!! Każdy kolejny krok jest coraz trudniejszy. Powód jest oczywisty. Akurat tu są stopnie wysokie na 30-40 i więcej centymetrów więc moje kolano sobie z tym słabo radzi a opaski stabilizującej nie mam. Na szczęście mam kije trekingowe. Idę teraz wolno. Ostrożnie stawiam każdy krok. Zapomniałm o spuchnięym przedramieniu. "To może jeszcze na Kościelec sobie pani skoczy?"- szydzi schodzący z przełęczy Pan. Pewnie myśli, że jest dowcipny. Widząc jego ubranie i głośne zachowanie domyślam się, że w górach bywa raczej rzadko. Nie wdaję się z nim w rozmowę bo i po co, zapewne inaczej widzimy świat. Przed innym Panem umknęłam przy Murowańcu. Tamtem szukał u mnie zrozumienia podczas krytykowania "tłumu". Nie znalazł, szybko poinformowałam go, że mam odmienne poglądy na tę sprawę. To był błąd, bo koniecznie chciał mnie przekonać do swoich racji. Dlatego postanowiłam nie wdawać się w rozmowy na szlaku z osobami, z których opiniami/pogladami/przemyśleniami bądź innymi pogłębionymi lub płytkimi refleksjami się nie zgadzam. Dystansując się do ich frustracji zachowuję spokój ciała, umysłu i duszy :-)
Idąc wolno mamy sporo czasu na podziwianie widoków. A są rzeczywiście zachwycające.
Dokumentuję wejście licznymi zdjęciami. W myślach martwię się kolanem. Mam jeszcze tyle górskich planów!
Na Przełęczy spora grupka ludzi ale wszyscy wyciszeni kontemplują otoczenie, nie wadzą sobie i tym samym wzajemnie szanują. Gdyby nie to kolano posiedzielibyśmy tu dłużej. Na pewno nie poszlibyśmy na Kościelec, bo Antek nie jest obyty z górami, nie znam jego możliwości a jest to góra wcale nie taka znów łatwa. Pamiętam jak spanikował tam w 2011 roku pewien dorosły mężczyzna. Taternicy sprowadzali go w uprzęży podczas gdy obok schodziła samodzielnie mała, mocno skonfundowana zaistniałą sytuacją dziewczynka. Z Kościelcem nie ma żartów.
Z przełęczy też roztaczają się wspniałe widoki. Mateusz i Antek są zadowoleni.
Chłopcy dzielnie znoszą moje ostrożne stąpanie. Zejście w dół do Suchej Doliny Stawiańskiej nie jest wprawdzie tak strome jak to od strony Czarnego Stawu Gąsienicowego ale od strony czysto matematycznej deniwelacja jest taka sama 349 metrów do schroniska a dalej 500 do parkingu, tyle że od schroniska jest już małe nachylenie. Oszczędzam prawe kolano starając się przejmować ciężar ciała na ręce. Kijki są teraz moim wybawieniem :-)
Ja i Marek idziemy sobie spacerowo, chłopcy schodzą w szybkim tempie toteż mają sporo okazji do poczilowania. Pusty o tej porze brzeg Zielonego Stawu zachęca aby przysiąść na dłużej i podziwiać majestat Świnicy.
Kwitnąca kiprzyca wierzbówka, tojady, wrzosy i goryczka czynią ten zakątek niezwykle malowniczym. Pomimo licznych obrażeń ;-) świat nadal widzę pięknym i nie zrażona przejściowymi perturbacjami zapamiętale fotografuję na przemian Kościelec i Świnicę. Marek cierpliwie mi towarzyszy wysławszy uprzednio chłopców do schroniska.
Wstępujemy jeszcze na kolację do Murowańca. Chłopcy zjedli już resztę suchego prowiantu.
Jest tu wciąż sporo turystów ale klimat już inny. Zeszli w dół rodzice z małymi dziećmi, kolonijna młodzież i ta bardziej wyluzowana, reprezentująca styl "na Janusza". Tego dnia akurat sporo było osobników płci męskiej bez cienia skrępowania prezentujacych swoje nagie torsy, zatem podkoszulki na ramiączkach nie robiły już na mnie tak piorunujacego wrażenia a nawet cieszę się, że w ogóle są!!! Zawsze może być gorzej - o tym już wiem.
Wolnych miejsc noclegowych w schronisku oczywiście nie ma, a akurat w tym schronisku obowiązuje zakaz spania w jadalni, która znajduje się poniżej poziomu drzwi wejściowych. Przepisy przeciwpożarowe są bezwzględne i słusznie, w końcu o życie tu chodzi.
Mam wiele wspomnień związanych z tym miejsce i wszystkie są miłe. Zresztą każde schronisko po zapadnięciu zmroku staje się klimatycznym miejscem.

Bronię więc tłumu zarówno tego w Morskim Oku jak i każdym innym miejscu w Tatrach. Bo wcale nie tłum mnie drażni ale pewne zachowaniu wcale nie tak licznej grupy osób. Otwartym pozostawiam pytanie kto ma "go wychowywać" i czy jest to w ogóle możliwe. Wiedziałm, że 24 sierpnia będzie tłum ludzi, zatem rozumiałam konsekwencje tego faktu.

Zasłyszane w schronisku:
"Kto nie radzi sobie z tłumem w górach musi go unikać, bo oczekiwanie, że pobędziemy w samotności na szlaku w środku lata i w środku dnia jakoś źle świadczy o naszej kondycji umysłowej ;-)".

I ja się z tym poglądem zgadzam, choć przezornie i tym razem nie wypowiedziałam swojego zdania na głos. Marek też się zgadza ale niestety będzie GO unikał. Całą drogę powrotną raz po raz deklarował, że NIGDY WIĘCEJ W TATRY LATEM NIE PÓJDZIE.
Może i dobrze? Może warto rozpowszechniać takie postawy?
Rozpoczynamy zatem akcję pod hasłem
* JEŚLI MOŻESZ NIE IDŹ W TATRY LATEM *
(kliknij, jeśli myślisz podobnie)

Naszą akcję do tej pory poparło: osób.
Celem akcji ma być udostępnienie Tatr tym, którzy mogą w nich przebywać tylko latem.
A tak w ogóle... najpiękniej jest w Tatrach jesienią.

844 m

844 m

19 km

5h 55'

Podziel się z innymi swoją opinią...


  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter