Od dawna nie było tak słonecznej pogody.
I kiedy wreszcie nareszcie nastaje taki dzień ja z radości chcę iść wszędzie.
Oczywiście najchętniej tam... gdzie już byłam, bo wiem jak tam teraz pięknie jest. Snuję przed Markiem szerokie wizje na Tatry: Wysoka w Pieninach, Rycerzowa w Beskidzie Żywieckim a może Wielki Rogacz w Beskidzie Sądeckim? No i oczywiście Babia Góra...
Też nie???
Marek chce w Tatry.
Po drodze okazuje mi jednak odrobinę zrozumienia dla mojej tęsknoty za Babią i w Klikuszowej zatrzymuje się samochodem abym mogła ją sfotografować.
Przy okazji fotografuję również świetlistą panoramę Tatr.

 

Może  tu?    A  może  tam?

Przełęcz Karb
Wysokość: 1853 m n.p.m.
Położenie: 49°13′43,7″N  20°00′42,2″E
Przewyższenie: 1033 m
Dystans: 20 km
Czas: 9h 10m
Data: 8 marca 2015

Szlak wybrał Marek.
Idziemy z Brzezin.
Lasem idziemy...
z widokiem na wierzchołki drzew (co najwyżej).
A tu taka słoneczna pogoda... widoczność na kilkadziesiąt kilometrów! Wietrzę podstęp i nie mylę się. Ta bezwidokowa trasa to celowe działania (dywersyjno - sabotażowe) mojego męża. No to ma za swoje! Drogę do schroniska pokonujemy w czasie krótszym niż podano na mapie.
W samo południe docieramy na Halę Gąsienicową. A tam? Poezja! Słoneczna zima. Śnieg skrzy się i skrzypi. Szczyty Tatr lśnią jakby ktoś nakrył je delikatnym jedwabnym szalem. Jest tak ciepło, że wkrótce zostaję w samym T-shircie. Wyślizgana przed narciarzy droga wymaga od nas sporej czujności. Marek zakłada raki. Ja... mam kijki trekingowe :-)
Widoki są oszałamiające. Już nigdzie się nie śpieszymy- tak tu pięknie. Marek jednak częściej ma zamknięte oczy. A to pech! Nie zabrał okularów przeciwsłonecznych. Skwapliwie korzystam z jego nieroztropności i mając teraz wyłączność na aparat fotograficzny fotografuję zapamiętale wszystko co mi się spodoba. Wkrótce oczy Marka nawykłszy do mocnego oświetlenia odzyskują sprawność, co bardzo mnie cieszy bo chcę aby udokumentował moją tu bytność. Rozpromienione ostrym słońcem szczyty wydają się jak na wyciągnięcie dłoni, wszędzie zdaje się być blisko. Na Kasprowym Wierchu i sąsiadującym z nim Beskidzie widać tłumy ludzi. Zerkamy w kierunku Świnicy - tam także są ludzie. Podobnie jest na Kościelcu.
Zatem idziemy na Przełęcz Karb. Którędy? Po słonecznej stronie - tym razem decyduję ja.
Wszystkie stawy są zamarznięte, po ich tafli wiedzie wiele dróżek, pocięte są ostrymi kreskami nart. Na czarnym szlaku kilkakrotnie zmieniamy ścieżki. Jedne są lepiej, inne słabiej udeptane. Zdecydowanie więcej jest narciarzy, zwłaszcza skiturowych, niż takich jak my, piechurów. Jednak ich drogi nie są dla nas odpowiednie - zapadamy się w głębokim śniegu. Wszelkie niewygody i trud wynagradzają nam zimowe, górskie pejzaże. Bez przeszkód docieramy do przełęczy. Trochę niepewnie czuję się na wąskiej i śliskiej ścieżce więc zakładam raki. Jednak one tyleż pomagają mi co przeszkadzają. Z jednej strony dają mocne oparcie na śniegu ale utrudniają chodzenie po skalnej nawierzchni szlaku. Nieocenione kijki ułatwiają mi poruszanie się w wąskiej przestrzeni przełęczy 1853 m n.p.m. Instynktownie wybieram skały, bo śnieg nie budzi już we mnie takiego zaufania - a nuż to tylko nawis? Niestety zejście czarnym szlakiem do Czarnego Stawu Gąsienicowego okazuje się niemożliwe. Wracamy na przełęcz.
Oboje zerkamy w kierunku Koscielca. Zdążylibyśmy wdrapać się na niego za widoka. Jednak schodzacy ze szczytu ludzie są przekonywującym dowodem, że nie pora na zimowe zdobycie szczytu. No szkoda :-( ale schodzenie po zmroku nawet przy lawinowej dwójce jako matka trójki dzieci uważam za cokolwiek ryzykowne. Spędzamy na przełęczy około godziny rozkoszując się pysznym widokiem. A panorama stąd niczego sobie. Kiedy wpatruje się w Babią Górę otrzymujemy do Ewy sms-a: „Macham do was z Babiej”. No, no, no! Niewiele brakowało a mogliśmy się tam spotkać. Już nie żałuję, bo tu także mi się podoba. Odpisujemy Ewce; „Widzimy Cię! Stoimy na Przełęczy Karb”.
Poza nami stoi tu jeszcze kilkoro innych ludzi. Trójka narciarzy zerka w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Dwoje z nich decyduje się na zjazd wąskim i stromym kominem. Mnie bliższa jest decyzja trzeciego, który wraca do Suchej Doliny Stawiańskiej łagodnie trawersując zbocze. Bycie mamą zobowiązuje ;-) Władek częstuje nas własnoręcznie robioną nalewką ziołową i zjeżdża radośnie wymachując kijkami. Robimy im pamiątkowe zdjęcia, które potem wysyłamy na wskazany adres mailowy. Doszły/ Nie doszły?
Hmmm...
Na Kościelcu widzimy jeszcze kilkoro wspinaczy. Nie czekamy na nich, jest szansa, że choć raz to nie my będziemy ostatni ;-) Wkrótce dochodzimy do strefy cienia i tylko szczyty Orlej Perci lśnią jeszcze w słońcu. Bardzo mało piliśmy tego dnia. W schronisku Marek decyduje się na wielki talerz kapuśniaku z ziemniakami i wędzonymi żeberkami a ja na piwo. Jedno i drugie smakują wybornie. Do Brzezin dochodzimy w świetle czołówek. Czuję jak moje ciało ogarnia głębokie uczucie szczęścia. Dobrze mi tak!
Markowi trochę gorzej - bolą go nogi. Nic dziwnego. Przeszedł w rakach 20 km i 1033 metry przewyższenia.

Dorota
zobacz wszystkie zdjęcia
Panorama Tatr z Klikuszowej
Orla Perć widziana z Doliny gąsienicowej nieopodal schroniska
Tatry Wysokie:Wielka i Mała Koszysta, Żółta Turnia, Granaty, Kozi Wierch, Mały Kościelec, Kościelec, Świnica
...
Tatry Wysokie: Kościelec, Świnica, Pośrednia i Skrajna Turnia, Beskid
Panorama Tatr Wysokich od Małej Koszystej aż po Świnicę
...
Sucha Dolina Stawiańska, w tle panorama Tatr Wysokich z charakterystyczna sylwetką Kościelca 2155 m n.p.m. i Świnicy 2301 m n.p.m.
Blisko, coraz bliżej... Kościelec 2155 m n.p.m. i Świnica 2301 m n.p.m.
Uhrocie Kasprowe
...
Kościelec, Świnica, Pośrednia i Skrajna Turnia
Kościelec w pełni majestatu
Widok w kierunku Małego Kościelca z Przełęczy Karb, po lewej Sucha Dolina Stawiańska, po prawej zamarznięty Czarny staw Gąsienicowy
Uhrocie Kasprowe i Babia Góra
Kościelec, Świnica, Pośrednia i Skrajna Turnia
Kościelec, Świnica, Pośrednia i Skrajna Turnia tuż przed zachodem słońca
Widok na Kościelec i Świnicę
Tatry Wysokie widziane z doliny Gąsienicowej nieopodal schroniska Murowaniec