Fotorelacja

strona głównaprzez drogi i bezdrożarelacjeGiewont



GIEWONT (1894 m n.p.m.)
Tatry

49°15′04″ N    19°55′59″ E







Szklana góra
(12 listopada 2011)

Wycieczkę na Giewont rozpoczynamy w Kuźnicach. Zmierzamy niebieskim szlakiem na Halę Kondratową i po krótkim odpoczynku przeznaczonym na wypicie kawy w schronisku wyruszamy ponownie na szlak. Wędrówka ma nam zająć około trzech godzin. Jest słoneczna pogoda i duża przejrzystość powietrza, znakomicie widać Gorce i Pieniny a zwłaszcza wyrazistą sylwetkę Trzech Koron.

Ludzi na szlaku coraz więcej, niektórzy zachowują się hałaśliwie, inni choć cichsi również zwracają na siebie moją uwagę ale tym razem strojem (odpowiednim na spacer po Krupówkach) ale wszyscy pełni determinacji zmierzają na szczyt "Śpiącego Rycerza". Na Kondrackiej Przełęczy panuje gwar i ścisk. Tu zjadamy drugie śniadanie. Kasia nadziwić się nie może jak wiele zabraliśmy ze sobą zbędnych rzeczy - między innymi Marek taszczy na plecach trzy pary raków - tak na wszelki wypadek ;-) Śniadanie mamy prawdziwie królewskie. Zapakowałam jedzenia na co najmniej dwa dni włóczęgi po górach, zatem jest w czym wybierać. Kasia, jak zwykle, częstuje nas Michałkami i Truflami; hipoglikemia nam nie grozi w jej towarzystwie. Na tej wędrówce mieli z nami być jeszcze Jasia ze Zbyszkiem ale w ostatniej chwili zmienili plany i poszli gdzie indziej.

Na Przełęczy robimy sobie pamiątkowe zdjęcia we trójkę a Marek wysyła jeszcze mms-a do Mateusza. Widok w kierunku Tatr Wysokich przypomina nam o zeszłorocznych wędrówkach. Od Przełęczy wzmaga się ruch na szlaku, po dojściu do jednokierunkowego etapu musimy nawet miejscami czekać. Obserwuję ludzi na łańcuchach i targają mną ambiwalentne uczucia. Młoda kobieta w kozakach na wysokim obcasie zmaga się ze śliską nawierzchnią wypolerowanych przez tłumy kamieni z godną podziwu zwinnością. Wtedy zauważam, że jednak zdecydowana większość turystów ma nieodpowiednie obuwie nie wspominając już o odzieży. Mimo to dziarsko wdrapują się na sam szczyt i tak samo z niego schodzą, czasem zsuwając się ślizgiem na tylnych częściach ciała. Aura jest stabilna więc nie grozi nam załamanie pogody.

Schodzimy odrobinę ze szczytu i siadamy na pobliskiej łączce z cudownym widokiem na Zakopane i Tatry Zachodnie. Spędzamy tu najpiękniejsze chwile tego dnia.

Giewont - owiany legendą, sponiewierany/wypolerowany przez turystów niemal jak szklana góra wart jest wyjścia pod warunkiem, że ma się wysoki poziom tolerancji na ludzką głupotę. Bo jak inaczej nazwać zmasowany atak młodzieńców na krzyż? Jeden za drugim wspinali się po metalowej konstrukcji inspirowani nie znanym mi instynktem zdobywcy a potem huśtali się niczym małpy na gałęziach. Panie przystrojone w korale, ubrane w krótkie spodenki i w butach na wysokich obcasach tworzą swoisty folklor. Ale co tam! Przecież mamy TOPR uzbrojony w helikopter - niech chłopaki przylecą jakby co! - myślę z sarkazmem. A może Ci ludzie po prostu nie są świadomi? Obcasy świetnie klinują się między skałami i właściwie stanowią doskonałe zabezpieczenie przed poślizgiem ale co z zejściem? Chwilami czuję się jak w cyrku i niektóre sytuacje widzę już jako zabawne.

Młoda dziewczyna porzucona na szlaku przez chłopaka, który jednak zdecydowała się zdobyć szczyt bez niej usiłuje nawiązać z nim kontakt werbalny więc krzyczy wniebogłosy:
"Tomek, jak natychmiast nie zejdziesz to nie odezwę się do Ciebie do końca życia!!!"
Niedźwiedzie pobudzone, orły przepędzone. Marek "ściąga" ją długoogniskowym obiektywem aby sprawdzić czy należy pannie ruszyć z pomocą. Wygląda na to, że radzi sobie całkiem nieźle ślizgiem zmierzając pod prąd w dół szlaku - osądzamy zgodnie we trójkę jej sytuację. Mimo to imię jej towarzysza wielokrotnie jeszcze będzie rozbrzmiewać w Tarzańskim Parku Narodowym.

Małżeństwo z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym, które o 13:30 decyduje się wejść jeszcze na Kondracką Kopę a potem przez Goryczkową Czubę na Kasprowy Wierch wzbudza we mnie irytację. Zwracam mamie uwagę, że będą schodzić ze szczytu po zmroku, co jest dość niebezpieczne zarówno dla nich jak i dla dzieci. Pani informuje mnie, że wobec tego zjadą kolejką. Ja jej na to, że ostatni zjazd kolejką w dół jest o 16. Nie wierzy. Nie wierzy również w to, że na przejście tą trasą do Kasprowego potrzebują bez postojów 2 godziny i 40 minut, a na zejście z Kasprowego do Murowańca około godziny... a gdzie tam jeszcze do Kuźnic!!! Pani Mama wie lepiej, Pan Tata milczy, inni turyści włączają się w rozmowę, ja rezygnuję. Rachunek jest prosty. Słońce zajdzie kilka minut po szesnastej, a na Kasprowym dokładnie wtedy też kolejka linowa zakończy swoją pracę. Czy uda im się przebiec tę trasę z małymi dziećmi? Może i uda ale po co? Żeby zaliczyć? Rodzinka szła z Kużnic więc mają już za sobą 900 metrów przewyższenia i co najmniej trzy godziny marszu. Sama niejednokrotnie po zmroku byłam na szlaku ale zawsze z latarkami, zawsze ze świadomością, że tego robić nie wolno... - próbuję się oczyścić z zarzutów nieroztropności, które stawia mi moje superego.

Ludzie w górach.
Ufff! Marudzę?
Nie...no fajnie było!
Wesoło było.

Tym razem zmrok dopada nas na Polanie Strążyskiej. Mamy czołówki ale i tak idzie się fatalnie po miejscami oblodzonym szlaku. Od Strążyskiego Potoku wieje chłód i wilgoć, która zdaje się zamarzać w powietrzu. Nocnym spacerem Ścieżką pod Reglami skąpaną w księżycowym świetle kończymy wycieczkę na Szklaną Górę.



trasa:
Kuźnice - Kondracka Przełęcz - Giewont - - Przełęcz w Grzybowcu - Dolina Strążyska - Zakopane
pokaz slajdów



zobacz też: wczesną wiosną na Giewoncie...
Podziel się z innymi swoją opinią...