Owce i manowce

Omu (alt.2507m)

Bucegi, zwarty łańcuch górski na wschodzie Południowych Karpat, jest płaskowyżem o trzech grzbietach opadających na południe. Wapienne urwiska opadają tu stromo setki metrów w dół. Bucegi uznawane są za centrum karpackiego endemizmu a ponadto są ostoją kozicy.
Naszym celem był Vârful Omul - najwyższy szczyt Bucegów.
To był nasz pierwszy dzień w Rumunii. Za sobą mieliśmy tysiąc kilometrów drogi i zaledwie kilka godzin snu na dodatek w samochodzie, więc zdecydowaliśmy się wjechać na szczyt Babele (alt.2200m) kolejką linową z Busteni.

Zamiast do parkingu kolejki trafiliśmy na parking przy monastyrze. Warto było zabłądzić.

Przejazd trwał pół godziny i dostarczył nam niezapomnianych wrażeń. Wagoniki zawieszone na metalowych linach sunęły niemal pionowo nad skalnym kanionem gdzie co chwila zaskakiwał nas nowy, oszałamiający widok skalnych zerw, stromych ścieżek i nisko przemieszczających się chmur.

Nie zatrzymując się przy schronisku poszliśmy w od razu kierunku Sfinksa i Babeli.

Marek był w Bucegach w 2009 roku i zapamiętał je jako mocno zniszczone góry. I rzeczywiście takie są. Deszcz i wiatr naruszają delikatną strukturę gleby. W efekcie erozja staje się coraz głębsza i coraz szersza a łąki Bucegów, niebywałe zjawisko na tej wysokości, wyglądają jakby pocięte były wielkim ostrzem, które zadaje rany niemożliwe do zabliźnienia. W sierpniu trudno oczekiwać zielonych dywanów czy bukietów górskich kwiatów. Słońce i wszechobecne stada owiec skutecznie przyczyniają się do degradacji płaskowyżu.
Mimo to na mnie Bucegi wywarły silne wrażenie i uruchomiły wyobraźnię, która teraz płata mi figle podsuwając szalone pomysły na... wiosnę. Ponadto zwiedzając zamek w Branie obejrzałam album ze zdjęciami kwitnących wiosennych łąk, pokrytych głównie żółtymi pełnikami karpackimi, co spowodowało, że po powrocie do domu zaczęłam szukać więcej informacji o tym terenie. Nie bez powodu Królowa Maria pokochała te okolice.

Marka jednak Bucegi nie oczarowały. Wciąż martwiły go rozdarte dywany traw, głębokie bruzdy w miękkiej murawie wypełnione drobnymi i wielkimi głazami. Usiłuję go przekonać, że dzięki tym samym siłom przyrody możemy podziwiać malownicze ostańce i skalne zerwy, ale bez powodzenia. Zresztą panuje też przekonanie, że Babele i Sfinks wcale nie są dziełami natury lecz człowieka, może nawet neandertalczyka? W Rumunii istnieje ponadto wiele legend związanych z Bucegami zwanymi również Górami Zalmoksisa. Jedne z nich utrzymują, że kiedyś tereny dzisiejszych Bucegów zamieszkiwali Olbrzymi, inne że neandertalczycy a jeszcze inni, że obywatele obcych cywilizacji. Spacerując po płaskowyżu nie szczególnie mam ochotę na roztrząsanie losów pradawnych mieszkańców Rumunii, dużo bardziej zajmują mnie ludzie żyjący, których mijamy tu całkiem sporo, w większości obcokrajowców.
Zarówno Babele jak i Sfinks oblegane są przez turystów. Ja także proszę Marka o pamiątkowe zdjęcie w tym urokliwym zakątku. Jest pochmurnie i mgławo, brak światła sprawia, że zdjęcia są nieco mdłe i płaskie, absolutnie nie oddają urody tego miejsca.

Po lewej jedna ze skałek grupy Babele a po prawej Sfinxul - antropomorficzny megalit o wysokości 8 i długości 12 metrów.

Tuż za Babele mija nas pasterz z dość pokaźnym stadem owiec. Widząc, że mamy aparat podchodzi do nas i prosi o zdjęcie. Zaraz potem zapisuje nam adres i wręcza z prośbą o nadesłanie zdjęć. Jest ujmująco pogodny i przyjaźnie nastawiony, częstuje nas rakiją ale odmawiamy. Żegnamy się zatem i następnie szlakiem czerwonego krzyża przechodzimy obok Crucea Caraiman (alt.2284m) i znajdującego się na nim potężnego krzyża upamiętniającego poległych w czasie I wojny światowej. Po chwili dochodzimy do krawędzi urwiska doliny i siodła Sugarilor (NIEMOWLĘTA).

Po lewej Broasca.

Podążamy na Omul, mało kto decyduje się na dalszą wędrówkę, opadające nisko mgły zdają się zwiastować rychły deszcz.

Zjadamy tu śniadanie z trudem znajdując zaciszne miejsce. Wieje tak silny wiatr, że zakładam nawet polar i chustkę na głowę. Ze szlaku podziwiamy skaliste piękno Coltii Morarului, które rzeczywiście zgodnie z nazwą przypominają kły. Naszą uwagę przyciąga także Vârful Coștila, czwarty wśród najwyższych górskich szczytów Bucegów (alt.2490m), po Omu (alt. 2.507m), Grove (alt. 2503m) i Bucsoiu (alt. 2492m).

Zaś trawersując zbocze Vârful Coltii Obirşiei (alt.2480m) i Varful Bucura Dumbrava (alt.2503m) podziwiamy pionowe skalne ściany. Na nieco dłużej zatrzymujemy się na imponującej skale przy przełęczy Obârşia Lalomiţei. Słońce przedziera się od czasu między chmurami i dopiero wtedy widać jak tu cudnie.

Po lewej Colti Morarului a po prawej skalne urwiska La Cerdac. W środku: szlak na przełęcz Obârşia Lalomiţei.

Przepaściste gardło doliny Valea Cerbului.

Na przełęczy Obârşia Lalomiţei - na zdjęciu po prawej Mecetul Turcesc (Trambulina).

Na zboczu Ocolit dostrzegam samotną kozicę, która przebiega przez szlak a potem szybko znika pod stromym zboczem. Podąża do doliny Cerbului. Wkrótce i nam będzie tam spieszno ale póki co rozglądając się po okolicy wolno podchodzimy na Omul, gdzie znajduje się najwyżej położone w Karpatach schronisko turystyczne. Wypijamy tu grzane wino z miejscowymi specjałami, prawdopodobnie ususzonymi nasionami różaneczników.

Po lewej: przełęcz Obârşia Lalomiţei; na horyzoncie Vârful Coltii Obirşiei.

Ostatnie metry przed wierzchołkiem Omu. Po prawej zejście z Omu zboczem Fata Morarului (szlak żółty pasek) do Valea Cerbului.

Od lewej: Vârful Coștila, Vârful Coltii Obirşiei, Vârful Ocolit, Cabana Omu

Cabana Omu jest najwyżej położonym schroniskiem górskim w całych Karpatach!

O 14:30 rozpoczynamy zejście do Valea Cerbului. Zejście od początku aż do samego końca jest strome albo bardzo strome. Wyraźnie widzimy teraz wapienie, zlepieńce i piaskowce, z których zbudowane są Bucegi. Nareszcie słońce rozświetla dolinkę a miękkie, popołudniowe światło wydobywa całe piękno okolicy. Tutaj łąki są bardzo ukwiecone, najwyraźniej nie dochodzą tu owce.

Coltii Morarului. Daleko na horyzoncie obok miasteczka Azuga widać Vârful Clabucetul Taurului (alt.1520m) skąd roztacza się jedna z piękniejszych panoram Bucegów.

Na jednej ze stromych i soczyście zielonych łąkach zauważam małe stadko kozic. Ich bursztynowa sierść lśni w słońcu. Po bliższym podejściu, zauważamy drobne różnice między naszymi tatrzańskim a tymi kozicami. Ponadto są mniej płochliwe, jedna pozwala podejść do siebie bardzo blisko, zaledwie na kilka metrów.

Na fotografowaniu wdzięcznych stworzeń mija nam prawie godzina. A tymczasem jesteśmy dopiero w połowie drogi. Wkrótce wchodzimy w las ale szlak ani trochę nie staje się łagodniejszy. Nasz marsz nabiera tempa, teraz idziemy już bardzo szybko. Ostatni odcinek wiedzie lasem pośród pachnących zagajników pełnych malin i czarnych jagód.

Do samochodu dochodzimy przed zmrokiem zaliczając jeszcze spacer przez połozone na 887 metrach nad poziomem morza Busteni. Wtedy dopiero dociera do mnie arytmetyczna oczywistość:
2507- 887 = 1620
Czyli… 1620 metrów w dół :-(
To był bardzo udany początek naszej tegorocznej wędrówki po Rumunii.

Trzy lata wcześniej w Bucegach


Podziel się z innymi swoją opinią...

  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter