BIESZCZADZKIE PRZYGODY

Czas akcji:

23-26 czerwiec 2011 rok

Udział wzięli:

Mati, Marek, Dorota

Zdjęcia:

jak wyżej, z istotną przewagą D.
(ale bez przesady, nawet z ... umiarem).





Dzień pierwszy

   Jechaliśmy i jechali i tak cały dzień (nie wliczając licznych postojów w trakcie których Panowie grali w rzutki).
Jak już dojechaliśmy to już Panowie nie grali. Wtedy czytali książkę. Książka była absolutnie chłopczarska („Rycerze srebrnej tarczy” Janusza Przymanowskiego) choć bohaterkami były też kobiety i dziewczynki.
Mnie w udziale przypadło dokarmianie zatraconych w czytaniu M. i M.
i słuchanie i… wreszcie się wyspałam

:- )





Dzień drugi

   Wszyscy się wyspali.
Potem pojechaliśmy do Majdanu żeby doświadczyć przyjemności kultowej Kolejki Bieszczadzkiej. Od rana padało więc zabraliśmy przezornie parasole, które nieroztropnie zostawiliśmy w taborze a wszystko dlatego, że jazda kolejką spowodowała u nas
po pierwsze totalną hiperwentylację,
po drugie hipoglikemię,
a po trzecie zauroczyła nas absolutnie!
Ostatecznie Marek cudem odzyskał parasole ale swoje przeszliśmy zanim to nastąpiło. Jednym słowem

UFF!!!

A to było tak...
   Jechaliśmy kolejką 11 km z Majdanu do Przysłopa a potem z powrotem. Potem jedliśmy pstrągi i się martwili (Taaaaaaaaakie fajne były te parasole… takie szczelne... takie duże…) i czytali książkę… i fotografowali owady. Marek ponadto szukał parasoli aż znalazł, a pan, który je zabezpieczył na okoliczność ewentualnej kradzieży, powiedział, że
„SĄ JESZCZE UCZCIWI LUDZIE NA TYM ŚWIECIE”

i miał rację.

   Po odzyskaniu parasoli Marek NADAL chciał iść na Smerka. No tośmy poszli ale zaraz na początku drogi utknęliśmy. Przyczyną utknięcia były owady!!!
A przede wszystkim:

  • PRZEPLATKA ATALIA

  • RUSAŁKA PAWIK

  • CZERWOŃCZYK PŁOMIENIEC

  • PRZESTROJNIK JURTINA

  • HYPENA ROSTRALIS

  • MNOGOOCZEK LAZUREJ

  • ŁATCZYN BRODAWNIK

  • KRAŚNIK SZEŚCIOPLAMEK

  • WĄSATECZKA LŚNIACZEK

  • POKŁONNIK KAMILLA

Jak już je obfotografowaliśmy to nastał wieczór. Wróciliśmy do pensjonatu i oglądaliśmy Smerka przez okno. Ładny był. Kolacja była SMACZNA
(Ja ją robiłam i pewnie DLATEGO).
Potem Panowie znów czytali. Ja się znowu wyspałam
:- )







Dzień trzeci

   Pojechaliśmy do Wołosatego i zdobyliśmy najwyższy szczyt Bieszczad- TARNICĘ. Po drodze spotkaliśmy w kolejności:

  • BOCIANA CZARNEGO

  • ŁĄKĘ Z RÓŻNYMI KWIATAMI

  • ŻURAWIA (ale nie takiego ornitologicznego tylko takiego na wodę)

  • DWÓCH GOPROWCÓW

  • BŁOTO

  • BURZĘ GRADOWĄ

  • SŁOŃCE

  • ZIĘBĘ

  • ŁATCZYNA BRODAWNIKA (oraz inne pasikoniki i konie)

  • DUŻO LUDZI (niektórzy w krótkich spodenkach i T-shirtach)

  • ŁĄKĘ Z RÓŻNYMI KWIATAMI (ale najładniejsze były goździki kosmate)

  • CZERWOŃCZYKI

  • WAŻKI

  • ĆMY

Jak nie szliśmy to Chłopcy grali w kolonistę (na noże) a ja nie grałam bo ktoś przecież musiał robić te zdjęcia więc się POŚWIĘCIŁAM. A chłopaki jak nie grali to czytali KSIĄŻKĘ i wtedy też kontynuowałam uświęcanie się. Kolację Panowie zrobili sami i zjedli ze mną (FAJNIE BYĆ ŚWIĘTĄ).





Dzień czwarty

   Wcale nie od razu rozpoczęliśmy powrót do domu (ACH NASZA BIEDNA RAKIJA!!! TYLE DNI BEZ NAS, SAMA W DOMU!!!) Zanim ten fakt dotarł do 2/3 naszej grupy pływaliśmy po Solinie i zwiedzali zaporę w Solinie, jedli pizzę, fotografowali sarnę i łabędzie. Na koniec widzieliśmy różowo- łososiowy zachód słońca i wszyscy zapomnieli o Rakiji… poszliśmy na łąkę i jedliśmy tam ARBUZA i wszyscy


CHCEMY ZNÓW POJECHAĆ W BIESZCZADY





zobacz wszystkie zdjęcia
Podziel się z innymi swoją opinią...