Baraniarky, Žitné, Kraviarske

5 maja 2012r.




W Tatrach wciąż byle jak, ni zima, ni wiosna.
Nam tęskno za wiosennymi pejzażami więc póki co omijamy Tatry wielkim łukiem. Tym razem idziemy na Małą Fatrę.

W górach odzyskuję spokój a wraz z nim wewnętrzną siłę. W ostatnim czasie czułam się przeciążona nadmiarem docierających zewsząd informacji, zdarzeń, w których przyszło mi brać udział i emocji, które się z tym wiązały. Potrzebowałam ciszy, bezkresu nieba, bezmiaru czasu i absolutnej swobody w dysponowaniu nimi. Las pachniał świeżością, jasna, delikatna zieleń buków i subtelna zieleń jarzębin przeplatały się z malachitową barwą świerków, nieśmiało puszczających nowe, jaskrawo zielone pędy. Pomiędzy nimi białe obłoczki tarnin. Tak rozpoczęła się nasza wiosenna wędrówka po Małej Fatrze.


Wielki Rozsudziec wciąż niedostępny, musimy czekać do końca czerwca. Wielki Krywań, Chleb, Stoh są nam już znane. Ale fajnie byłoby zobaczyć je na horyzoncie! Zatem decydujemy się przejść malowniczym szlakiem ze Starego Dworu przez Baraniarky (1270m n.p.m.) - Žitné (1265m n.p.m.)- Kraviarske (1360m n.p.m.).

W Dolinie Vratna całkiem przypadkowo trafiliśmy na Parakolarski Puchar Europy 2012. O zwycięstwo na handbikach, tandemach i rowerach klasycznych walczyło około 50 zawodników, w tym spora grupa Polaków. Potem okazało się, że w grupie H3 na podium stanęli wyłącznie Polacy: Rafał Wilk, Arek Skrzypiński i Zbigniew Wandachowicz.

W miejscowości Stary Dvor z asfaltowej drogi skręcamy w prawo. Stąd zielonym szlakiem podążamy w kierunku Przełęczy Przysłop. Na zdjęciu Sokolie.

Podejście na Baraniarky przez Przełęcz Przysłop jest bardzo strome.

Na przełęczy Przysłop (916m n.p.m.) oddzielającej masyw Baraniarek od Sokolego, po południowej stronie, łąkę pokrywają liczne kokardki wychylającej się z ziemi ciemiężycy zielonej. Urzeka nas panorama na Rozsudziec i Stoh.

Na przełęczy bielą się kwitnące krzewy tarniny. Zatrzymujemy się tu na śniadanie a ja ponadto zauroczona białymi bukietami pachnącej tarniny fotografuję je z Wielkim Rozsudźcem w tle. Prawie wszyscy idący wraz z nami ludzie skręcają z przełęczy na Sokolie zatem dalej idziemy już sami i dopiero na Baraniakach spotykamy słowacką rodzinę.
Bezlistne gałęzie drzew pozwalają nam dostrzec na horyzoncie pokrytą śniegiem sylwetkę Babiej Góry (po lewej) i Wielkiej Raczy (po prawej). Szlak jest bardzo stromy!
Teraz nasz trasa wiedzie bardzo stromą ścieżką przez las. Na szlaku co rusz zatrzymują nas wiosenne kwiaty. W Beskidach dawno już przekwitły, tu wciąż zachwycają barwami i zapachem. Wiosna, wiosna!!! Na szarych płachtach starego śniegu pojedyncze krokusy.
Od lewej Góry Kysuckie, Wielki Rozsudziec, Zitnie.
A to ja na Baraniarkach.
Na szczycie Baraniarek: 180° panorama Małej Fatry w kierunku wschodnim.
Szczyt Baraniarek jest wąski i skalisty, od strony zachodniej stromy i odsłonięty, rozpościera się z niego szeroki widok na Kotlinę Żylińską i Góry Kysuckie. Oprócz niskich traw porastają go kobierce pierwiosnków łyszczaków, goryczki wiosennej, wyki ptasiej, kokoryczy pełnej...
Kolejno od lewej: Baraniarky, Žitné, Kraviarske a na ostatnim planie Veľký Kriváň.
Z Baraniarek szlak biegnie początkowo granią ale wkrótce niknie w lesie, gdzie niespodziewanie stajemy na zalesionym wierzchołku Żitne.
I znów schodzimy 72 metry różnicy poziomów do kolejnej przełęczy skąd 188 metrów przewyższenia na Kravarske (1381m n.p.m.)
Kiedy stajemy na Przełęczy Wielkiej (1193m n.p.m.) pogoda nieoczekiwanie załamuje się.
Pod szczytem Kraviarskiego. Stąd doskonale widać przebytą przez nas drogę: Zitne i Baraniarki.
Stalowo-szare, ciężkie burzowe chmury zawisły wokół nas. Wkrótce na zachodzie obserwujemy ulewne deszcze i błyskawice.
W tak samo dramatycznej scenerii widzimy Wielki Rozsudziec.
Niewiele zrobiliśmy zdjęć z Kraviarskego szczytu ;-)
Mobilizujemy się aby w możliwie najkrótszym czasie dotrzeć na Sedlo za Kraviarskim (1230m n.p.m.). Zatem najpierw 188 metrów przewyższenia pędzimy pod górę a potem 181 metrów w dół. Nie ma czasu na rozglądanie się, obawiamy się nadciągającej burzy.
Tymczasem znów po 20 minutach niebo nad nami przejaśnia się i wreszcie decydujemy się na… obiadokolację.
Marek jest głodny jak smok i prawie zionie ogniem, kiedy proponuję mu aby przenieść nasz „biwak” bliżej rozstaju szlaków, skąd widać przepięknie rozświetloną Dolinę Vratną.
Na przełęczy odpoczywamy kilkanaście minut i po krótkim zastanowieniu decydujemy na zejście zielonym szlakiem, choć początkowo mieliśmy ochotę wdrapać się jeszcze na Wielki Krywań. Ja byłabym skłonna iść na szczyt ale pragmatyczny, jak zwykle w takich sytuacjach, Marek uświadamia mi ewentualne zagrożenia takiej decyzji ( burza!!! ciemność!!!). Poddaje się jego sugestywnych perswazjom i z uczuciem rozgoryczenia człapię za nim.
Moje rozczarowanie wkrótce ustępuje euforii.
„Tęcza!!!”- drę się wniebogłosy. Skupiamy się na fotografowaniu tego fascynującego dla mnie zjawiska, które trwa zaledwie kilka minut.
Łuk tęczy rozciąga się od Rozsudźca po Wielki Krywań.
Schodzimy szybko nieprawdopodobnie stromym szlakiem. To chyba najbardziej stromy szlak jakim kiedykolwiek szłam - zwłaszcza w dolnym odcinku!!! Jak dobrze, że tutaj jedynie trochę pokropił deszcz bo w przeciwnym razie nie wyobrażam sobie zejścia tą wyrypiastą dróżką, która na dodatek przeplata się z rwącym, górskim potokiem. Jest za ciemno na zdjęcia.
Kiedy w końcu stajemy na asfaltowej drodze w pobliżu wyciągu na Wielki Krywań czuję ogromną ulgę. Przed nami jeszcze jakieś 2,5 km spaceru do auta, które z uwagi na rowerowy wyścig niepełnosprawnych musieliśmy zostawić na łące w pobliżu skrzyżowania do Stefanowej. I tu, na asfalcie spotykamy salamandrę. Po raz pierwszy mam okazję spokojnie przyjrzeć się płazowi z bliska. Właściwie to chyba ratujemy stworzeniu życie. Marek widząc jadący samochód delikatnie zdejmuje ją na łopianowym liściu na pobocze drogi. Salamandra nieśpiesznie wchodzi w zarośla obok drogi i niknie w ich gąszczu. W dalszej drodze zastanawiamy się ile jeszcze takich stworzeń zamieszkuje przydrożny rów i co w obecnej chwili się tam dzieje. Na wszelki wypadek nie schodzę z asfaltu ;-)
Do naszej parkingowej łączki docieramy już po zmroku.
Wiosenne spotkanie z Mała Fatrą zachęciło nas do bliższego poznawania tych gór.

Odzyskałam spokój a wraz z nim wewnętrzną siłę...
Podziel się z innymi swoją opinią...