Truchcikiem na Baranią Górę
czyli wycieczka z niedźwiedzim oddechem na karku*



Cały ubiegły rok i ten 2012 też nieustannie gdzieś czytam że: „Niedźwiedzica z młodymi grasuje/buszuje w okolicach Baraniej Góry”. Buszuje i grasuje…no, no, no! Jak prawdziwy zbój. Można zapomnieć kto tam jest gospodarzem a kto gościem. A Marek marudzi od kilku miesięcy o wybraniu się na Baranią Górę. Chce koniecznie tam grasować i buszować. Poczytałam o zwyczajach niedźwiedzi w kwartalniku „Tatry” i w kilku profesjonalnych miejscach w necie: www.polskiwilk.org.pl/ oraz http://pracownia.org.pl.
Szczególnie polecam film dokumentalny „Strażnik tatrzańskiej przyrody” i dodane do filmu rady Erika Baláža, jak należy zachowywać się przy spotkaniu niedźwiedzia. Uzbrojona w tę wiedzę wreszcie łaskawie się zgadzam pójść. Ostatecznie myślę sobie, że skoro niedźwiedzie nie dopadły nas i nie zjadły ani w Tatrach, ani w Bieszczadach, ani w rumuńskich górach to mamy spore szanse przeżyć i tę wycieczkę. Tylko gdzie tam się schować jak nie ma lasu???
Na Baranią Górę poszliśmy w towarzystwie mojego wujka Krzysztofa, który nawet niedźwiedzi się nie boi. Całą drogę rozglądałam się za niedźwiadkami ale nie wypatrzyłam żadnego. Pewnie w tym czasie spacerowały na Skrzycznem.
Na Baranią podchodziliśmy z Kamesznicy. Mapa informuje nas o 3-godzinnym marszu. Jest piękny, słoneczny, późnojesienny dzień i w ogóle nie spodziewamy się, że pogoda może się zmienić. Jesteśmy na to przygotowani ale… słońce cieplutko nam grzało tylko na początku. Cóż… jest 17 listopada.
Jadąc wielokrotnie drogą S69 widzieliśmy ogołocone zbocza Baraniej Góry zatem wiedziałam, że drzew będzie tu niewiele jednak nie zdawałam sobie sprawy jak ogromny obszar uległ zniszczeniu. Powalone pnie, połamane kikuty starych drzew to gigantyczne zniszczenia spowodowane przez kornika.
Umarły las sprawia przygnębiające wrażenie. Widzimy jednak że zaczyna się odradzać. Tu i ówdzie rosną młode buki, jawory, jodełki, brzozy i jarzębiny.
Habsburgowie inwestując w XIX wieku w przemysł wytrzebili okoliczne lasy. Ścinali typowe dla tej części Europy buki i jawory, nasadzając szybko rosnące świerki, które znakomicie nadawały się do celów budowlanych. Produkowano z nich stemple do podpierania i obudowywania chodników w kopalniach. Siewki importowano również z innych stref klimatycznych. Początkowo drzewa dobrze przyjęły się na bogatej glebie, sprzyjały im duże ilość opadów i znaczna wilgotność powietrza.
Jednak w połowie XX wieku świerkowe lasy zaczęły masowo wymierać. Nie radziły sobie w trudnych warunkach umiarkowanego klimatu z mroźnymi zimami. Dodatkowo zanieczyszczona i kwaśna gleba stopniowo osłabiała drzewostan. Jodły najpierw zaatakowane zostały przez opieńki powodując gnicie połowy ich korzeni a zniszczeń dokończyły korniki. Jesienią 2005 r. w Beskidzie Śląskim huragan wywrócił kilkaset tysięcy drzew. Susze w 2006 roku, największe w całym powojennym okresie pomiarów meteorologicznych, ostatecznie doprowadziły do wymarcia tysięcy hektarów beskidzkich lasów.
Obecnie, dzięki pracy środowisk naukowych i nadleśnictw a także licznych inicjatyw ekologów, lasy odradzają się. Potrzeba jednak co najmniej kilkudziesięciu lat i ciągłej pomocy człowieka aby stanowiły dojrzały drzewostan.
Patrząc na te sterczące kikuty świerków przypominam sobie taki sam krajobraz na szczycie Policy w Beskidzie Żywieckim. Rozglądam się za pułapkami naturalnymi i feromonowymi. Kiedyś martwiły mnie zostawione w lesie powalone drzewa. Aż dowiedziałam się, że leśnicy celowo tak postępują. Chodzi o to, że korniki w pierwszej kolejności zasiedlają właśnie te wywrócone drzewa a nie żywe. Stanowią one zatem rodzaj naturalnej pułapki dla kornika. Potem wystarczy tylko we własciwym czasie okorować wywroty i spalić korę wraz z kornikiem.

Rozglądamy się za wiaduktem w Milówce, który ma być stąd widoczny. Jego 27 metrowej wysokości przęsła długie na 103 metry tworzą 654 metrową budowlę. Wiadukt ten nasuwa mi skojarzenie z wiaduktem w Południowej Francji, w pobliżu miasta Millau (tu Milówka - tam Millau). Musi go być widać!
Jest!
Tu zaś można poznać historię jego powstawania
Barania Góra, spod szczytu której wypływa nasza narodowa rzeka - Wisła, oferuje piękne widoki. Myślę, że warto przyjść tu zimą, kiedy jest lepsza widoczność. Ale wtedy to niedźwiedzie śpią. Kałuże na powyższych zdjęciach to tzw. wykapy Czarnej Wisełki.
Teraz zbocza Baraniej Góry pocięte są plątaniną dróg, po których przemieszczają się pojazdy zwożące chore drewno. Co też spodobało się tu niedźwiedziom? – nie mogę zrozumieć.
Ale niedźwiedzi wcale nie widać.
W ogóle widać coraz mniej bo niebo zasnuły ciemne chmury a chwilami nawet kropi deszcz.
Kiedy wdrapaliśmy na się na szczyt Baraniej Góry było już tak zimno, że ubrałam moją zimową uszatkę i nie było w tym ani odrobiny przesady bo na wieży widokowej dął silny wiatr. W uszatce wyglądam jak narzeczona niedźwiedzia, więc zdejmuję ją do zdjęcia z Markiem.
Na wieży do poręczy przymocowana tabliczki z panoramami. Czytam nazwy szczytów i usiłuję je odnaleźć na horyzoncie co przy tak słabej widoczności łatwe nie jest. Tymczasem tabliczki informują, że ze szczytu roztaczają się widoki obejmujące panoramy Beskidu Żywieckiego, Śląskiego, Śląsko-Morawskiego i Małego, oraz szczyty Małej Fatry.
Na wschodzie widać Babią Górę i Pilsko wraz z Romanką. Przy bardzo dobrej pogodzie można też zobaczyć fragment Tatr. Dalej po prawej stronie powinno być widać gniazdo Rycerzowej i Muńcoła, a potem Wielką Raczę i Chocz.
Na zachodzie powinno być widać szczyty Beskidu Śląskiego, Łysą Górę, Stożek i Czantorię. Tymczasem najwyraźniej widać co najwyżej Równicę, Malinowską Skałę, masyw Skrzycznego.
Cóż… wracamy.
I co?
Nomen omen od roku mieszkamy w dawnej krainie niedźwiedzia, w Barwałdzie.
Baerwald po niemiecku oznacza Niedźwiedzi Las.
Ps.
A żeby zobaczyć żywego niedźwiedzia pojechaliśmy do chorzowskiego ZOO. I niech tak już zostanie :-) Wystarczy mi świadomość że są, że wędrując po górach dzielę z nimi wspólną przestrzeń. I wcale nie myślę wtedy, że one MI TU GRASUJĄ/BUSZUJĄ, ale że to ja jestem na ich terenie. Podziwiam je i się nimi zachwycam ale na spotkanie oko w oko jeszcze nie jestem gotowa bo wiem, że przez nie nie będę mile widziana. A jeśli się spotkamy? Pokłonię się im i odejdę swoją drogą. Skąd wzięły się niedźwiedzie w chorzowskim zoo? Z rosyjskich cyrków, które często po występach w Polsce porzucały je w lasach, wiążąc je np. łańcuchami do drzew. Sic!
Możliwości dalszej wędrówki:
Malinowska Skała (1152 m n.p.m.) - Skrzyczne (1257 m n.p.m.) - Szczyrk
Schronisko Przysłop pod Barania Górą - Przełęcz Koniakowska (732 m n.p.m.) - Zwardoń
Magurka Wiślańska (1140 m n.p.m.) - Magurka Radziechowska (1108 m n.p.m.) - Węgierska Górka

Podziel się z innymi swoją opinią...