Babki w Tatrach
czyli uczta dla oka
(30 lipca 2017)

Na skraju Tatr leżą Babki. Wydają się niepozorne w bliskim sąsiedztwie dumnych i potężnych zachodniotatrzańskich kolosów.
I właśnie z tego powodu obraliśmy je sobie za cel naszej niedzielnej wędrówki.

Marsz rozpoczęliśmy z Bobrowieckiej Wapienicy położonej na wysokości 750 m n.p.m.. Trasa początkowo wiodła rozgrzaną asfaltową drogą ale szybko skręciliśmy w las, gdzie upał stał sie nieco mniej dokuczliwy niemniej jednak duże nachylenie stoku sprawiało, że odczuwaliśmy duży dyskomfort związany z pogodą. Ciążył mi plecak wypełniony trzema litrami wody i - jak to zwykle u mnie bywa - zbędną odzieżą. Szybko nabieraliśmy wysokości i wkrótce stanęliśmy na platformie widokowej, skąd rozciągał się ładny widok na wieś i fragment Tatr Niżnych. Na odcinku 1,8 km pokonaliśmy już przewyższenie 305 m.

Do tej pory szlak prowadził nas lasem i dopiero niewiele przed szczytem Babek wychodzimy na otwartą, szeroką polanę ukazującą pierwszą panoramę Zachodnich Tatr i oczywiście widok na Tatry Niżne. Nachylenie stoku staje się jeszcze większe i mam wrażenie, że wdrapuję się po drabinie. 1,4 km i 210 metrów przewyższenie to trasa do rozwidlenia szlaków pod Babkami. My wybieramy szlak zielony. Drugi, niebieski prowadzi lasem do Chaty pod Narużim.
W czasie deszczu musi tu być niezła zjeżdżalnia ;- )1,1 km i 321 metrów przewyższenia pokazują jak tu stromo ;-)

Na łące rośnie mnóstwo kwiatów, które pod wpływem wysokich temperatur uwalniają swoje zapachy.
Na szczycie Babek (1566 m n.p.m.) robimy dłuższą przerwę na obiad. Latające tam pazie żeglarze pochłaniają całkowicie moją uwagę i zapominam na chwilę zarówno o widokach jak i o głodzie.

Widok jaki rozpościera się z Babek robi niesamowite wrażenie. Jest dokładnie tak jak się spodziewaliśmy. Przestrzeń relaksuje mnie i odpręża.

Jeszcze bardziej podoba się nam na położonej nieco niżej polanie. Podziwiamy stąd majacząca w oddali panoramę Małej Fatry i Gór Choczańskich, zaś po przeciwnej stronie masyw Salatynów, Pachoła i Spalonej. Także pierwszy plan jest interesujący z uwagi na bogactwo roślin oraz wyłaniające się coraz częściej na grzbiecie białe skały. Białe jastruny tworzą wręcz sielankowy klimat. rozkoszujemy się subtelną urodą tego miejsca i powoli podążamy przed siebie w kierunku przełęczy Predovratie (1585m n.p.m.)

Tu podejmuję z Markiem negocjacje. Chcę go namówić na wejście na Siwy Wierch. Bezskutecznie. Marek łagodnie ale stanowczo odmawia mi. Byliśmy cztery lata temu na Siwym Wierchu i raczej nie spodziewa się, że zaszły tam jakieś znaczące zmiany a przynajmniej mie na tyle istotne aby w tym upale chciał tam iść. Cóż... Ja chcę!

Marek zostaje na przełęczy a ja, wyposażona wyłącznie w aparat fotograficzny (zaledwie jeden kilogram), zmierzam w kierunku Ostrej (1764m n.p. m). To tylko 179 metrów przewyższenia. Szybko zdobytą wysokość wkrótce przyjdzie mi równie szybko stracić.
W polskich Tatrach zapewne prawdziwy Armagedon ;-) a tu ... cisza i kumulacja piękna. Wiele jest takich miejsc w Tatrach, niektóre nieco zapomniane jak np. Parzychwost, Siedem Źródeł czy Tatry Bialskie.

Ze szczytu dzwonię do Marka informując go, że idę dalej, na Siwy Wierch. Teraz żałuję, że nie zabrałam ze sobą wody. Za to czuję się wolna od ciężaru i dzięki temu mogę śmigać łatwo pokonując kolejne deniwelacje i przewyższenia.
Zejście z Ostrej jest równie strome jak wejście na nią ale bardziej dokuczliwa jest kosodrzewina, która nieprzyjemnie smaga moje odsłonięte nogi. Wygląda na to, że Ostra nie cieszy się zbytnio powodzeniem, i większość zmierzających na Siwy Wierch po porostu omija ją dołem, o czym świadczy ścieżka wydeptana po jej północnym zboczu.

Cieszę się z pobytu na Ostrej, bo znakomicie widać stamtąd naszą dotychczasową trasę grzbietem Babek oraz masyw Salatynów. Przede mną podejście na Siwy Wierch. Samotna wędrówka nie sprawia mi już takiej frajdy. Robię dużo zdjęć aby potem pokazać Markowi co go ominęło ;-) Ładnie widać stąd zachodni, rosochaty grzbiet wapiennej grzędy zwanej Rzędowymi Skałami, którą prowadzi czerwony szlak od strony Wyżniej Huciańskiej Przełeczy. Narzucam sobie szybkie tempo marszu. Teraz jestem "bezbagażowa" więc łatwo jest mi poruszać się w podszczytowych partiach.

Na Siwy Wierch (1805 m n.p.m.) wchodzę z łatwością i przyjemnością. Ku mojej uciesze spotykam tam dwoje Polaków. Proszę ich zrobienie zdjęcia przy słupku na dowód, że TU BYŁAM ;-) HI, HI, HI....
Niestety Marek jest poza zasięgiem sieci i nie mogę teraz się do niego dodzwonić. Za to odbieram telefon od przyjaciół z Danii. Dzwoni Jasia ze Zbyszkiem, którzy nomen omen również w trakcie mojego pierwszego pobytu na tym szczycie w 2013 roku dzwonili do mnie :-,) rozmawiamy przez chwilę ustalając to i tamto. Obłędnie chce mi się pić.

Na szczycie Siwego Wierchu jest tak samo pięknie jak 4 lata temu. Para Polaków postanawia schodzić więc i ja przezornie schodzę z nimi. We troje ustalamy, że skoro jest skrót to warto z niego skorzystać. Jest wygodny i widać, że dużo bardziej uczęszczany niż ten wiodący przez szczyt Ostrej. Siwy Wierch jest mało znany wśród polskich turystów a szkoda, bo niespotykana w innych miejscach Tatr różnorodność dolomitowych form zachwyci każdego przybysza. Ponadto cały czas rozpościerają się przede mną widoki na doliny Sielnicką i Jałowiecką oraz Góry Choczańskie, Wielką i Małą Fatrę, Niżne Tatry.

Powrót do Przełęczy Przedwrocie, na której zostawiłam Marka zajmuje mi zaledwie 30 minut, wręcz nie do wiary, że tak szybko!
Markowi czas upłynął niezwykle przyjemnie, spełnił swoje marzenie "poczilowania" w górach. Piję łapczywie wodę zdając sobie sprawę, że gdybym miała jej zapas przy sobie to teraz jeszcze mogłabym siedzieć na wierzchołku Siwego i podziwiać świat.
Schodzimy w dół szlakiem niebieskim. jest prawie w całości zalesiony poza nielicznymi miejscami skąd widać ładnie pasmo Siwego Wierchu i jego ramię schodzące do Przełęczy Palenica oraz Brestową.

Kiedy dochodzimy do Chaty pod Náružím ta jest już zamknięta. zjadamy zatem kolację na szlaku i wracamy lasem do parkingu.
Popołudniowy widok z platformy widokowej jest dużo ciekawszy od tego sprzed południa.
Jesteśmy na skraju Tatr. Moja dzisiejsza wycieczka miała większe przewyższenie niż wejście na Rysy. Trudno w to uwierzyć ale z faktami się nie dyskutuje.

Na koniec jeszcze kilka "chudych" zdjęć:

49°10'45" N, 19°37'35" E - 180° panorama w kierunku wschodnim
49°10'47" N, 19°37'34" E - panorama w kierunku północno-wschodnim
49°10'55" N, 19°37'41" E - 180° panorama w kierunku północnym
49°10'59" N, 19°37'38" E - panorama w kierunku północno-wschodnim
49°11'00" N, 19°37'44" E - panorama w kierunku północno-wschodnim
49°11'00" N, 19°37'44" E - Panorama w kierunku północno-wschodnim
49°11'07" N, 19°37'51" E - Panorama w kierunku południowym
49°11'29" N, 19°38'13" E - panorama w kierunku południowym
49°12'35" N, 19°38'30" E - Ze zboczy Siwego Wierchu panorama w kierunku południowym
49°12'39" N, 19°38'32" E - Na Siwym Wierchu: 180° panorama w kierunku wschodnim
49°12'39" N, 19°38'32" E - Na Siwym Wierchu: panorama w kierunku południowym
49°11'35" N, 19°38'20" E - Przełęcz Przedwrocie (1585 m n.p.m): panorama w kierunku północnym

1366 m

1366 m

17.9 km

7h 10'

Podziel się z innymi swoją opinią...


  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter