Królowie Życia i Królowa Beskidów

Babia Góra 12.07.2017r.
Wysokość: 1725 m n.p.m.
Położenie: 49°34′24″N  19°31′46″E
Przewyższenie: 715 m
Data: 12 lipca 2017

Tym razem wybrałam się na Babią z Justynką, Przemkiem i Mateuszem.
W górę szliśmy Percią Akademików zaś wracaliśmy czerwonym, widokowym szlakiem.
Trójka moich towarzyszy szczyci się sportową formą więc dziękuję im, że dopasowali tempo swojej wędrówki do moich (maminych) możliwości i potrzeb.
Nadrzędną dla mnie wartością był wspólny pobyt w górach, cieszyłam się z obecności dzieci, do minimum ograniczałam fotografowanie przyrody za to zapełniłam karty pamięci zdjęciami dzieci (znosiły to dzielnie).
Byłam dumna widząc jak cała trójka śmiga z lekkością w górę i rozpierała mnie radość, że jesteśmy tu razem. Kiedy dzieci są już dorosłe każda chwila spędzona z nimi jest jak prezent od losu :-)
Żałuję, że nie mam takiej kondycji jak one i moje pierwsze urlopowe postanowienie brzmi: "popracować nad formą :-)".

Wybrałam na podejście szlak żółty, bo wydaje mi się on technicznie ciekawszy, a ponadto na górze czeka na zdobywców prawdziwa nagroda, czyli rozległa przestrzeń z niesamowitą górską panoramą. Tego efektu nie ma, gdy się podchodzi czerwonym szlakiem i niemal od wejścia w kosodrzewinę, co następuje dość szybko, ma się przed oczami wszystko, co oferuje Babia Góra.

Szlak żółty poprowadzony jest od najbardziej stromej, północnej strony szczytu i jest jednokierunkowy, wolno nim tylko wchodzć na szczyt. W trudniejszych miejscach zamontowane są łańcuchy i klamry. To jedyny taki szlak w Beskidach. Zimą szlak jest nieczynny z uwagi na zagrożenie lawinowe.

Babia Góra tym razem zachwyciła mnie bogactwem kwitnących roślin. Szczególnie uroczo prezentowały się rosnące gromadnie, pomiędzy szczelinami skalnymi, dzwonki karpackie.
Na szlaku nie spotkaliśmy jednak okrzynu jeleniego, który jest symbolem Babiogórskiego Parku Narodowego. Za to obficie kwitły rutewki orlikolistne i omiegi górkie. W wyższych partiach co rusz widzieliśmy rojniki górskie, przekwitnięte sasanki alpejskie i skupiska kuklika górskiego.
Obfitość kwiatów wywołała u Justynki wspomnienie wianków, które jej plotłam w dzieciństwie. Pamiętając, że jesteśmy na terenie Parku Narodowego niestety tym razem nie mogłam upleść jej wianka, ale obiecuję, że przy pierwszej nadarzającej się okazji uplotę jej taki z polnych kwiatów.

Wrótce wkraczamy w rumowisko skalne. Cała kopuła Babiej Góry jest takim właśnie rumowiskiem. Powstało ono jako skutek naprzemiennego intensywnego nasłoneczniania i zamarzania oraz działania wiatrów. Woda wnikając w szczeliny i spękania piaskowca zimą zamarzała, co powodowało rozsadzanie skał. Drobne kamyki i piasek są jednak ciągle wydmuchiwane przez wiatr i tylko nielicznym roślinom udaje się w tak ekstremalnych warunkach przetrwać, co nie sprzyja powstawaniu gleby. Rumowisko Babiej Góry wprawdzie powoli, ale sukcesywanie wciąż się obniża.

Podczas gdy moi kompani szybko nabierali wysokości ja szukałam odpowiedniego kadru dla rdestu, który o tej porze roku kwitł obficie. Kiedy wreszcie do nich dotarłam zastałam ich w takiej oto sielance:
Relaks na Tablicy Zejsznera z widokiem na Beskid Żywiecki.
Na szczycie przywitał nas jeden z najbardziej wysokogórskich ptaków w naszym kraju - płochacz halny. Ptak ten ma opinię skrytego i płochliwego, ale ten zdecydowanie temu przeczył. Siedzący obok nas turyści rzucali mu okruszki z chleba, którymi ptak chętnie się częstował. Zajadał je z takim apetytem, że moją uwagę o szkodliwości chleba dla układu pokarmowego ptaków przyjęli z niedowierzaniem i ostatecznie ją zignorowali. Nie pozostało mi nic jak dyskretnie przepędzić nieświadomego swego nieszczęścia ptaszka, choć zapewne na niewiele się to zdało. Płochacz płochliwy nie był, domniemywam więc, że wkrótce kolejni turyści rzucą mu w dobrej wierze okruszki pieczywa.
W Regulaminie dla zwiedzających Babiogórski Park Narodowy nie wspomniano nic o zakazie dokarmiania dzikich zwierząt. Za to w punkcie 4, podpunkcie 2 jasno stoi, że na terenie parku zabrania się umyślnego płoszenia zwierząt kręgowych, a płochacz jak najbardziej kręgowy jest więc nomen omen to ja zachowuję się nagannie ;-)
W chlebie jest sól, która śmiertelnie szkodzi ptakom. Ponadto pieczywo zarówno białe jak i to na zakwasie nie jest trawione przez ptaki a jedynie zapełnia ich żołądki. Zapleśniałe pieczywo jest już zabójcze dla wszelkiego ptactwa. Szkoda, że nie uczą tego w szkole. Miła skąd innąd Rodzina Dokarmiaczy ma mi za złe, że płoszę płochacza. Logika ich myślenia jest prosta: "je, to znaczy, że mu smakuje i nie szkodzi". Szkoda, że to jednak tak nie działa ;-) Bo i ja, bywa, jem (piję) coś co mi ewidentnie nie służy...
Miło jest popatrzeć z bliska na ptaki, nic dziwnego, że ludzie starają się zwabić te dzikie zwierzęta jak najbliżej siebie. Płochacz halny jest nielicznym ptakiem, szkoda że ten nauczył się zjadać resztki, bo może długo nie pożyć.
Babia Góra jest często odwiedzana przez turystów więc niewykluczone, że nawet płochacz halny się zsyntropizował... i zdemoralizował, bo zamiast, jak jego przodkowie, samodzielnie szukać pokarmu łakomi się na łatwą strawę, która mu nie służy :-(

Kiedy odchodzę na drugą stronę kamiennego muru widzę kolejną scenkę rodzajową. Zastanawiam się, czy mówić czy też przemilczeć pewien fakt. Widać o sekundę za długo wpatruję się w leżącą w ponętnej pozie Panią, bo ta łapie moje spojrzenie i lekko marszcząc brwi zdaje się pytać o co mi chodzi. Decyduję, że jednak wyjawię powód mojego zinteresowania jej pozowaniem na kamiennej płycie. Informuję ją, że to kamienny ołtarz polowy, na którym co roku w niedzielę ok. 15 września odprawiana jest przy nim msza święta, tzw. GOPR-owska. Pani i towarzyszący jej Pan tłumaczą, że "tu nic o tym nie piszą" więc wycofuję się, pozostawiając im decyzję co do umieszczenia zdjęcia na Faceboku. A swoją drogą to jednak szkoda, że nie ma tam informacji jakim celom służy jedna z Tablic Zejsznera.

Tymczasem moja własna córka wdrapała się na słupek graniczny i ćwiczy na nim... odlot. Ma dziś urodziny więc proponuję aby tam na chwilkę postała i robię jej kilka zdjęć. Życzę jej, aby zawsze byłą Królową swojego życia.

Moje ukochane Tatry zasnute lekką mgiełką wywołują we mnie tęsknotę za tatrzańskimi wędrówkami. Ze szczytu widać jak na dłoni większość tatrzańskich kolosów. Kiedy moje dzieci schowane przed wiatrem za kamiennym murkiem posilają się kanapkami ja sycę oczy ulubioną panoramą i planuję przyjść tu zimą na wschód słońca.

Na szczycie robimy sobie jeszcze sesję zdjęciową w obłokach ;-) i...

...schodzimy w dół czerwonym szlakiem czyli tym najbardziej widokowym.
Justynka, Przemek i Mateusz szybko zmierzaja przed siebie a ja, jak to zwykle ze mną bywa, zatrzymuję się co chwilkę: a to kępka dzwonków, a to wijące się po kamieniach rojniki, skały piętrzące się malowniczo nad przepaścią...Wciąż coś zaprząta moją uwagę. Z oporem ale jednak podoprządkowuję się woli większości i staram się zwiększyć tempo.Wcale nie tak łatwo dotrzymać im kroku! Schodzimy szybko po stromym, ale wygodnym szlaku.

Kiedy jesteśmy już na dole zaczyna siąpić drobny deszcz. Obowiązkowo kupujemy jeszcze serki owcze i owczo-krowie. Te pierwsze mają kosmiczną cenę, ale też lepiej nam smakują. Ledwo wsiadamy do auta, a delikatna mżawka przemienia się w rzęsisty deszcz. Jeszcze tylko zjazd serpentynami po śliskiej jezdni do Zawoi i wszyscy zaczynamy urodzinowy chilllout :-)
W domu, już z Markiem świętujemy urodziny Justynki uroczystą kolacją.

Dorota
zobacz wszystkie zdjęcia

Ciekawostki o Babiej Górze:
Królowa Beskidów, 1725 m n.p.m, najwyższy po tatrzańskich szczyt Polski, nazywana jest również Diablakiem stanowi Wielki Europejski Dział Wodny (zlewisko Bałtyku i Morza Czarnego).
Tablice Zejsznera to ostrokrawędziste i z reguły płaskie kamienie o kształcie zbliżonym do prostokąta lub kwadratu, zbudowane z piaskowca magurskiego.
Gówniak - nazwa wzięła się stąd, że w dawnych czasach wypasano tu woły, których odchody obficie zalegały na szczycie.